wtorek, 9 kwietnia 2013


      Dzisiaj rano poszedłem na kije. Muza na uszy. Do tramwaju. Jeszcze nie śmierdział. Dojechałem do parku, wytuptałem. I zacząłem robić swoje kółeczka. Trochę po śniegu, trochę po błocie i trochę po asflacie. Dziś nie było tak radośnie jak wczoraj, ale dla mnie temperatura wystarczająca. Tuptając po parku znalazłem siłkę ;] Pod chmurką ustawione, różne dziwne twory do rzeźbienia sylwetki ludzkiej. Do rozruszania nóg jak znalazł (siłownia będzie w Minął tydzień #41, a dziś wrzuciłem 40 odcinek).
      Na swój powrót wybrałem ponownie tramwaj. Wskoczyłem radośnie. Tak se stoję. Wciągam powietrze, które powietrzem nie było. Niby dyskretnie obwąchuję się... Nie to nie ja. Przeszedłem na przód tramwaju. No myślałem, że jebnę.
      Później w autobusie sztyniło. Ba! Jebało. Przytulił się wonny osobnik, aż łzy wyciskało. Nie powiedziałem "idź na szczaw" czy "spieprzaj dziadu", bo kariery w polityce nie mam zamiaru robić.
      Po południu dyskretnie powiedziano mi, że jebią mi skarpety. No cóż. Skarpety perfumą nie czuć, ale to nie to. To te dziwne klapki, które miały być oporne na ludzkie przypadłości. Już wczoraj knułem, żeby je zabrać.
      Przed chwilą na fejsie przeczytałem u znajomej, o przebojach wonnych w tramwaju.
      Śnieg jeszcze na ulicach... jeszcze chwila a kilkumiesięczne gówniane bałwany zaczną sie rozkładać się w promieniach słońca.
      I jeszcze dla podtrzymania klimatu usłyszałem o artyście muzycznym, który dokonał publicznie ekskrecji.

            "Nadeszła wiosna, wonna radosna, nadzieją życia upaja się świat"

Im więcej, tym mniej

Nie jest to żadne odkrycie. Pod koniec lat 90tych przeprowadzono badania, z których wynikało, że ludzie ograniczają się do pięciu witryn, kt...