sobota, 2 listopada 2013

Rzyganie po ekranie

      Miało być krótko, ale nie wyszło. Frustrację wylałem. Nie jest mi lepiej, ale gotowało się to we mnie od bardzo długiego czasu i musiałem to zwyczajnie wyrzygać. Zatem ostrzegam, ten wpis jest dla mnie, nie dla czytelników.

      Wpis miał być z dedykacją dla Caddiego, ale nie będzie, bo będzie brzmiało jakbym chciał jeździć na skądinąd miłym gościu, pomijając, że to ja zachowałem się jak histeryczka. Zatem Caddie szczerze Cię przepraszam.



      Opowiem, krótką historyjkę (ale ze mnie oszust) z przebojami z Google. Konto na youtube założyłem w 2006 roku. Później konto mi cofnięto i przywrócono później, teraz widnieję od 2007 roku - to akurat nie jest istotne.

      Konto e-mail (w innej domenie) scalono mi z kontem youtube. Oczywiście pytano się mnie czy się zgadzam - była opcja korzystasz albo nie korzystasz. No to scaliłem. nazwę ekranową pozostawiłem jaką chciałem czyli 'bagienny'. Później rozdzielali konta. Potem parę razy coś tam szaleli. Niedawno nie informując mnie, odpięli mi konto e-mail tworząc niezależne konto dla youtube, ale pozostawiono komunikację na e-mail na który zalożyłem. Później scalono mi konto z kontem gmail bez mojej zgody i wiedzy, dowiedziałem się tego, bo użytkownik nie mógł się zalogować i szukałem dla niego rozwiązania. Później zmieniono mi nazwę ekranową na nazwę konta i w ten sposób nie znajdziecie mnie na youtubie, oczywiście bez mojej wiedzy. Miałem wpływ tylko na opis konta - na co nie wyraziłem zgody (i wierzcie mi, automat nie mógł zrobić tej propozycji - polskie słowotwórstwo nie jest zrozumiałe dla automatów). Zdjęcia znajdujące się na urządzeniach przenośnych po utworzeniu profilu g+ (inaczej nie mogłem skonfigurować ustawień konta) bez pytania i ostrzeżania z androida przypisanego do innego konta bez pytania zostały wpieprzone w mój profil na g+.

      Teraz już wiem, że domyślnie _każde_ konto gmail na androidzie bez pytania bierze wszystko kopiuje na sieć - tylko dla odmiany inaczej niż kiedyś nie udostępnia tego publicznie.

Czasem się zdarza, że komuś w czymś pomagam. Uwaga, jeżeli jesteś z Polski wg Google nie możesz mieć innego niż polskobrzmiącego imienia ani nazwiska. Nie utworzysz fikcyjnego konta, nie utworzysz firmowego konta. Dlatego, że w nazwie muszą być POLSKIE IMIONA i POLSKIE NAZWISKA.

      Wychodzę z założenia, że podaję swoje dane do tworzenia kont dla własnej wygody i bezpieczeństwa. Łatwiej udowodnić, że jest to moje konto. Ale nie podoba mi się i nie lubię, kiedy jakaś firma wyciera sobie wirtualną mordę moim imieniem i nazwiskiem. Jedno co osiągnęli to usunąłem całą swoją historię +, komciów i wklejek. Przeniosłem się z tą aktywnością na twittera. Nie jestem i nie byłem anonimowy w sieci. Ale to w jaki sposób się będę podpisywał nie będzie decydował jakiś koleś z Google. Dla wyznawców Google odpowiadam, tak zapłaciłbym za to, bym funkcjonował w ramach ich usług na własnych warunkach.

      Czas na parę informacji celem uświadomienia. Google Wave był rewelacyjnym miejscem do pracy online, jak i do prowadzenia konferencji lub rozmów z wieloma osobami (to czym jest hangouts to tylko proteza dobrego systemu komunikacji, który istniał). Wyłączenie czytnika rss ma zupełnie inne podstawy. Nie chodziło o malejącą grupę użytkowników. Chodziło o to, że użytkownik subskrybował kanały informacji, które chciał i czytał je kiedy chciał i co chciał. Teraz ma strumień w G+ i kręgi, lepsza wersja fejsa. Troszkę lepsza. Bo już zacząłem otrzymywać informacje, które mnie nie interesują, a są rekomendowane na podstawie posranego algorytmu (czyli zaczyna się wieśbuk). To G+ będzie decydował co będziesz widział, którą wiadomość jako pierwszą i czy w ogóle (mam nadzieję, że demonizuję, ale patrząc na to co robi wieśbuk nie mam złudzeń). Wyłączenie iGoogle jest początkiem do tego, że pojawią się widgety w strumieniu G+, które można będzie można wpuścić w swój krąg (coś na co jeszcze nie wpadł wieśbuk, ale jakby miał wpaść, skoro cały pomysł, idea i prawie wykonanie nie należą do Zacka) - to akurat dobry myk, ale zabrano zajebistą funkcjonalność, takie cyfrowe małe centrum dowodzenia (jeden ekran tysiące wiadomości posegregowane tak jak chciał użytkownik).

      Otrzymam odpowiedź od fanów Google, że nie muszę korzystać. Oczywiście. Przeprowadzkę e-mail już prowadzę od kilku miesięcy. Yahoo i Outlook. Przypominam też, że należę do pierwszych użytkowników Google, Gmaila i całej reszty. To m.in. ja rozdawałem zaproszenia, uczyłem korzystać z tych świetnych narzędzi jakie oferował - dlatego proszę odpuścice sobie komentarze, że można to skonfigurować - kiedyś było można, teraz jest kilka guzików w kilkunastu miejscach.
      Nie przeszkadzało mi to, że monetyzowali, że pojawiały mi się reklamy w każdym miejscu. Nie były nachalne, ale od 2004 roku kiedy korzystam z Gmail informuję, że tylko raz skorzystałem z reklamy kontekstowej (pomijam, że nietrafionej). Absolutnie żaden mechanizm nie dostował się mając dane, informacje o moich tzw. preferencjach, by mi zaproponować coś co mnie może zainteresować. Być może mam zbyt szerokie zainteresowania i eklektyczny gust przez co nie jestem do ogarnięcia przez specjalistów branży marketingowej. To też mi nie przeszkadzało. Przeszkadza mi to, że zamiast rozwijać usługi uproszcza się je do ekstremalnego minimum nie dając nic w zamian. Dodatkowo to nie jest to wpływ regionalny, tylko globalny (mówiąc już o tym, korzystam z Bing, Yandex i Yahoo szukając czegoś w sieci - google służy mi za kalkulator i wyszukiwarkę polskich trendów w sieci).

      Btw. odnośnie fanów Google jest jedna rzecz, która mnie fascynuje. Mam ustawioną wersję językową angielską-amerykańską - raz, że ustawienia angielski-UK bywają dziwne (a polskich nawet nie wspomnę), dwa rozumiem o co chodzi w ustawieniach czy pomocy, ale po trzecie - wszystkie ficzery mam od razu, na które w wersji polskiej trzeba czekać parę miesięcy. Fan gógla ma wersję polską... Interesujące, nie? ;]

11 komentarzy:

Caddi Fredson pisze...

Dobry wpis i przyznam, że dedykacja wprost by mi nie zaszkodziła. Wyrosłem z krótkich spodenek i wydoroślałem własnie dzięki Panu Google. O powodach nie będę się rozpisywał, bo celniej od Ciebie tego nie ujmę,

ojerzah pisze...

Połowy i tak nie zrozumiałam. Ale pawia puściłeś takiego, że wrażenie na długo pozostanie w mej pamięci. Idę się otrząsnąć.

bagienny pisze...

Luzik. Też nic nie zrozumiałem. Byłem w stanie upojenia internetowego (czyt. jestem usprawiedliwiony) ;]

bagienny pisze...

Ok. Dzięki za wyrozumiałość ;]

ojerzah pisze...

awesome :D

burzochron pisze...

Jestem zwyklutkim użytkownikiem i moje odczucia są czysto subiektywne, ale póki co, czuję się w googloświecie jak w megahipermarkecie, w którym jest wszystko, czego mi trzeba. z pewnością gdzieś są delikatesy, w których można dostać lepsze bułeczki, ale trzeba by po nie wyleźć z ciepłej, kolorowej hali. Nie czuje takiej potrzeby. Natomiast do szalu doprowadza mnie nachalne błaganie gogla o podanie telefonu, adresu, rozmiaru gaci itp. W dniu, w którym zignorowanie takiej "prośby" uniemożliwi mi jakikolwiek, najmniej ważny nawet ruch - wypisuję się z tej bajki.

bagienny pisze...

Już wkrótce, już wkrótce... podasz ten numer ;]

martuuha pisze...

nie wiem, o co chodzi, ale wkurza mnie, że samosię porobiło, że wie lepiej i że mnie ubezwłasnowolnia :/

bagienny pisze...

Kiedy czytam serwisy techniczne, ci z dupy wyjęci samozwańczy redaktorzy, cieszą się, że samo się aktualizuje ;]

Charlie Librarian pisze...

Firma Google stała się monopolistą, w pełni zdającym sobie sprawę ze swojej potęgi, ale w momencie gdy twórca Youtube zamieszcza pierwszy swój komentarz na serwisie i dotyczy on kwestii posiadania konta G+ do nomen omen zamieszczania komentarzy to chyba zbaczają w złym kierunku.

U mnie najgorsze jest to, że doskonale zdaję sobie sprawę z ogromu kontroli jaką chce i zaczyna sprawować nade mną Gie lecz z lenistwa i wygody nic z tym nie robię. Chociaż aktywnym G+ użytkownikiem nie jestem. Zupełnie do mnie to nie przemawia. Mam tu na myśli inne usługi.

Próbowałem kiedyś przejść na tryb bardzo prywatny w poruszaniu się po sieci. TORy nie TORy, zmienne DNSy itepe i tede, ale ze zbyt wielu rzeczy musiałbym zrezygnować. I nie jestem specem w tych sprawach.

BTW skończyłem czytać ciekawą książkę "Mały brat" Cory'ego Doctorowa. Jest dużo o inwigilacji, o monitorowaniu społeczeństwa, podsłuchach i łamaniu prawa do prywatności, wszechwładności służb. Wciągająca i dodam, że napisana w 2008 roku. A przecież co rusz teraz mamy dowody na to, że państwa "demokratyczne" w imię bezpieczeństwa i ochrony obywateli zyskują prawo do kontroli nad wszystkimi aspektami działalności ludzi. I co chwila mamy przecieki o ich nieograniczonych wręcz możliwościach. Taki Snowden chociażby. Dobra na dzisiaj to tyle:)

bagienny pisze...

Nie przekonuje mnie idea, którą się podpierają fani Google. Bo samo stanowisko firmy w tej sprawie jest niejasne. Nie widzę problemy, by jak do tej pory to było można posiadać fikcyjne konto. I nie mam na myśli jakąś cenzurę - tylko faktyczną swobodę wypowiedzi. Tworzyć z premedytacją fałszywy wizerunek jakiejś osoby, by móc wyrazić jakąś myśl? Skonfrontować ją ze światem zewnętrznym trzeba uciekać się do oszukiwania maszyny? Bez sensu. Niby jest w oceanie nienawiści i wszelkiego szamba w sieci, ale wyznaję, że rzymska zasada "lepiej wypuścić na wolność pięciu winnych, niż skazać jednego niewinnego" (nawet uwzględniając konsekwencje) dotyczy również wypowiedzi.

Tryb prywatny to fikcja. Musiałbyś zacząć od tego, że komputer kupić za gotówkę i go nie rejestrować, być nie rozpoznanym dla źródła - cały czas być w ruchu. A TORy zawsze mnie rozczulały. Tunelowanie miało większy sens. Ale zawsze znajdzie się ktoś bardziej lotny z tej drugiej strony.

Książką mnie zainteresowałeś. Muszę jeszczę kapkę odpocząć po dwóch gniotach dotyczących WikiLeaks.

Zamykają blog... o rajuniu!

Z okazji zamknięcia blogów na onecie, pojawiły się zajebiste tłumaczenia dlaczego je się zamyka. Rolę blogów przejęły portale społeczności...