Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z styczeń, 2015

Akcja - Wybierzmy wspólnie lektury najmłodszym uczniom

Na stronie Ministerstwa Edukacji Narodowej jest projekt/konkurs na propozycje książek/lektur dla uczniów szkół podstawowych. Naprawdę świetny pomysł. Po tylu latach, ktoś się w końcu zrozumiał, że to jest serwowane w szkołach tylko zniechęca. Podejrzewam, że gdybym przygodę czytelniczą rozpoczął w szkole, dzisiaj czytałbym jedynie etykietki z cenami.

          Usiadłem zadowolony, zobaczyłem puste pola i... zaciąłem się. Moja wiedza na temat małolatów jest nieco większa niż przeciętnego Kowalskiego choćby z powodu, że przez ponad 10 lat pracowałem w szkole. I to co czytałem w wieku 7-13 albo zestarzało się (choćby książki Hanny Ożogowskiej) albo jest zbyt trudne nawet dla ludzi dorosłych (tak, moje pokolenie jest zryte i czytało Joyce'a pod ławką na polskim).


          Ale pomyślałem, że jeżeli dam Wam link to sami coś zaproponujecie (tylko błagam nie Bajki Lema ani nic Tolkiena -> dzieciaki tego nie trawią). A może sami też komuś prześlecie link dalej.

men.gov.pl/ind…

Cyk i pstryk

Przeczytałem ponownie tekst na Fochu (swoją drogą polecam jego lekturę). Za pierwszym razem mi się spodobał, za drugim również. Dla leniwców, którym się nie chce: autorka napisała o swojej miłości do fotografii analogowej zarówno tej na kliszy, jak i tej „polaroidowej” z całą chemią w zdjęciu.

Myślę, że należę do pewnego pokolenia w którym bardzo wiele rzeczy przeszło i przechodzi do lamusa. Poznałem komputery 8bitowe i 16bitowe o kompletnie innej architekturze sprzętowej niż obecna, korzystałem z taśm i kaset magnetofonowych, płyt winylowych (chociaż te przeżywają swoją kolejną młodość), aparatów fotograficznych na błony. A za chwilę do lamusa pójdą książki, płyty CD i DVD...
Swoją przygodę z fotografią rozpocząłem dwadzieścia dziewięć lat temu. Do późnych lat 90tych używałem błon czarnobiałych, jak i kolorowych. Ale zdarzało się, że w nowym milenium utrwalałem obraz w stylu oldschoolowym.
Odbitki, które powstawały w drugiej połowie lat XX wieku, czeka ten sam los co książki, o kt…

CTRL+C CTRL+V

Dzisiaj czytając kolejne wpisy na blogach i „blogach” uśmiałem się serdecznie. Jedną z tych rzeczy była ta grafika.


      Druga rzecz rozśmieszyła mnie nieco inaczej. Otóż znany bloger i fachowiec stracił dane w chmurze. Nie jest istotne kto, bo ani fame'u ani flame'u nie chcę mieć/produkować. Rozbawił mnie fakt, że ktoś dobrze obcykany z technologiami zawierzył czemuś tak zawodnemu jak chmura, w dodatku DropBoxowi. Kiedyś ludzie dzielili się na tych co robią backupy i na takich, którym nie dupnął dysk. „Zmiana” technologii nie powinna zmieniać naszych przyzwyczajeń. Lubimy swoje śmieci? Swoje pliki związane z naszym osobistym życiem i pliki z naszą pracą? Używamy backupu. Jest to nudne i żmudne zajęcie. Nigdy nie ufałem i nie zaufam całkowicie automatycznemu backupowi. Korzystam, ale co jakiś czas wykonuję ręcznie. A co zrobić kiedy nie chce się brykać z dyskami po kieszeniach i mieć pewność, że pewnego dnia nic nie zniknie? Używać więcej niż jednej chmury, dobrze jest …

Wolność "słowa"

Przeczytałem wczoraj o zamachu we Francji, dla tych, którzy nie wiedzą co się stało, krótkie wprowadzenie. W 2012 roku we francuskim czasopiśmie satyrycznym Charlie Hebdo opublikowano kilka rysunków, których bohaterem był Mahomet (prorok muzułmanów). Wczoraj do redakcji wydawnictwa wtargnęło dwóch mężczyzn i otworzyli ogień. Zginęło 12 osób, a 11 zostało rannych. Jak wyglądały nagłówki naszych dzienników? Świetne zestawienie zrobił Faktoid.

Post by Faktoid.

      Kwestią smaku jest poziom satyry, ale w pewnym momencie satyra musi przypierdolić, by coś uzmysłowić. Nie będę wnikał co "poeta miał na myśli". Mnie zastanawia w tzw. wolności słowa, którą brutalnie chcą odebrać we Francji, jak ona wygląda w naszym kraju.

      Pomijam pieniaczy, którzy kalumniami czy pomówieniami chcą coś zdziałać. Kiedy się robi porządek z bydłem, to piszczą, że nie ma wolności słowa. Owszem ma się prawo do swobodnej wypowiedzi tego co myśli (tylko najczęściej się nie myśli). Jednak jak to z…

Ofys Mikromiękkiego na Andku

Od jakiegoś czasu stałem się malkontentem produktów i usług Google. Polityka firmy nie wnerwiła mnie jak dotąd, by przestać i zacząć korzystać z innych narzędzi (poczta, video, mobilny system), ale coraz mniej mi pasuje system Google jako użytkownikowi. Przestałem korzystać z ich usług Docs, Sheets, Drive (chociaż z tego ostatniego korzystam pośrednio poprzez pocztę czy choćby tego blogaska). Zamiast tego korzystam z płatnej wersji Microsoft Office (nie, to nie jest wpis sponsorowany) w połączeniu z pocztą Outlook i dyskiem Onedrive jest to zajebisty zestaw do pracy. I o ile na Ubuntu piszę głównie w Libre Office (przez dłuższy czas korzystałem i byłem zadowolony) to teksty finalnie przerzucam do Office Online. Przez długi czas brakowało mi aplikacji na Androida, bo co prawda na telefon była, ale o tablecie można było pomarzyć. I teraz się to też zmieniło. Jest dostępna wersja na Androida w wersji jeszcze testowej – i jeżeli o mnie chodzi działa bezbłędnie. W wersji online brak…