wtorek, 31 grudnia 2019

Na trzeźwo nie wejdzie

Sylwester.

To jest ta jedna noc, kiedy wszyscy się bawią. Albo inaczej. Każdy musi się bawić. Bo jakże to, bez mała ponad tysiąc lat temu miał wyleźć smok i zjeść świat!

Na tę pamiątkę, że smok jednak nie wyskoczył, by coś wciągnąć, imprezujemy. Wszyscy idą się bawić albo przed telewizory albo tłumnie w remizach.

Na domóweczkach, przy telewizorach, sylwestrowicze sami się obsłużą i sami sprzątną po sobie. I będą mogli wybrać stację, z którą spędzą, tę niezapomnianą, noc. Kolejną.

W największych remizach wojewódzkich, będą największe gwiazdy, sprzed dekad lub dwóch... a nawet trzech i czterech. By takich malkontentów jak ja zaspokoić, artyści zatrudnieni na nocną zmianę, zaśpiewają covery – bo sami mają mało co świeżego i skocznego. Zresztą tańsza licencja niż hartysta z importu.

Aż dziw bierze, że przy takim asortymencie  artystów, ludzie bawią się najlepiej się przy Martyniuku i Sławomirze. 

poniedziałek, 23 grudnia 2019

Świąteczne pierdololo


Obłęd powoli znika z ulic, ze sklepów. Niedługo większość wyjedzie z miasta… niekoniecznie do rodziny, bo wg badań co dziesiąty Polak wyjeżdża za granicę, na plażę, hotele, spa, alinkluziwy i takie tam.

W końcu nie dziwne. Przymusowe wolne pod koniec roku? Sklepy pozamykane, chociaż na stacjach benzynowych można zrobić zakupy. Inne rozrywki również wyzamykne, bo…

Tradycyja mówi, spotkaj się z rodziną, której najczęściej nie znasz/nie lubisz i żryj do oporu, bo przez resztę roku głodujesz i musi ci wystarczyć do następnych świąt.

W telewizji nie wiele. W końcu nie trzeba się wysilać, ludzie będą tak wygłodniali jakiejkolwiek rozrywki, że obejrzą wszystko. Oczywiście, są streamingi, ale nie każdy ogarnia, nie każdy ma jak (ciekawe czy są badania). A poza tym czy telewizja dvb-t, dvb-s czy streaming musi być. W końcu nie na darmo kładzie się czysty talerz dla gościa.

W wigilię wg zwyczaju ubrać choinkę. Ale jak patrzę na oknach, światełka już się rozłożyły na drzewkach eko, sreko i plastiku.

Pierogi. Oczywiście ręcznej roboty. Btw. sprawdź babcię, smarku. Pogrzeb w koszu na śmiecie, dla ułatwienia dodam, że w tym od plastiku i metalu. Nie, nie pokazuj jej, że wiesz. Miej tę przyjemność, że inni nie wiedzą i się delektują kupnymi (a fu!).

Oczywiście karp. Wymęczony, kupiony żywy i zabity wprawną ręką mamy, bo tata uciekł z krzykiem „to się rusza!”.

Siano dla bydła.

Opłatek dla państwa.

sobota, 21 grudnia 2019

Co zrobić ze staruszkami na święta


Sezon przedświąteczny w pełni. Kupa ludzi z obłędem na chodnikach, w pracy, w sklepie, w domu.

A tu wybucha jedna bomba! Ojej! Są dzieci w domach dziecka! Trzeba dać im zabawki.

Bum! Druga bomba! Ojej, są bezdomni. Dajmy im bułkę do zjedzenia.

Cyrk na kółkach. Szanuję ludzi, którzy widzą problemy innych przez cały rok, nie tylko na święta. Jeszcze więcej szacunku mam dla tych, którzy potrafią pomóc i to robią.

I tak co jakiś czas wybucha kolejna bomba, która ma trafić do serca, czy jaki tam jest organ odpowiedzialny za współczucie. Dzisiaj zobaczyłem jak walnęła kolejna.

„Oddają starców do szpitala na święta!!!” A potem stek przekleństw pod adresem tych, którzy to robią. No bo jakże tak? Ktoś zmieniał ci pieluchy, dawał jeść, czytał bajki, przytulał i mówił, że cię kocha… a ty go na święta jak przysłowiowego psa do schroniska?

Przyznam, że kiedy o tym się dowiedziałem byłem zniesmaczony. Jednak poza tym, że są wyrodne dzieci, istnieją zapewne inne powody takiego postępowania.

To coś, to całe życie owej starszej osoby, która w oczach postronnych nie zasługuje na taki los. Tyle, że ja nie znam tego człowieka. Ty także go nie znasz. Nie wiem jaki on był dla swoich dzieci, partnera, rodziny. Mnie interesuje co taki człowiek zrobił/robi, że rodzina chce bez niego spędzić święta.

W Polsce numerem jeden wszystkich problemów od dekad jest alkohol. To o czym wszyscy zapominają, to że problem nie dotyczy tylko jednego człowieka, a jego dzieci, partnera, rodziny.

W tym kraju nie jest tak łatwo uciec od problemów. Wiele rodzin nie stać na wynajem mieszkania (zarobki polskie, koszty wynajmu zachodnie), o kupnie mieszkania można zapomnieć, bo nawet kredytu nie dadzą. Komuś tam uda się uciec z domu na stałe, ale niekoniecznie od problemu.

Zatem tkwi rodzina z alkoholikiem. Mijają lata. Nie znajdują pomocy lub wstydzą się o nią poprosić (jest mnóstwo organizacji, które tylko istnieją by pomagać i alkoholikom i ich rodzinom). Alkoholik starzeje się. Są święta, punkt zapalny do wszelkiej maści kłótni (nie tylko patologii).

A może być tak tego schorowanego oddać na parę dni i spędzić ten czas w spokoju?

Pomyśl o tym, zanim rozpętasz kolejną gównoburzę w sieci. I czy przypadkiem problem nie jest po stronie owego staruszka/staruszki a nie, że od razu „wyrodna rodzina”.

I tak dla jasności. To nie musi być problem alkoholowy. To może być choroba, stres w pracy, inne uzależnienie, przemoc domowa… Niestety jest w czym wybierać.

piątek, 20 grudnia 2019

Rzadkie pierdololo

W ostatnim czasie miałem przyjemność rozmawiać z laikiem, który ma pojęcie o pojęciu. Ubawiłem się setnie. Z drugiej strony fajnie wiedzieć, że coraz mniej ogarnia.

Wieki temu byli koderzy. Nie ma ich, bo ich umiejętności są zbędne. Potem nastąpił bum na programistów. Ci jeszcze trochę pożyją, bo co prawda coraz mniej programują, ale umiejętność jaką nabyli przydaje się do pisania skryptów.

Mam znajomego, który jest takim Yodą w świecie komputerowym. Chociaż jest brzydki, to nie jest zielony. Pokazał mi blisko 10 lat temu narzędzie do programowania, które było w powijakach, ale już funkcjonujące w dużych korporacjach.

Narzędzie automatyzowało proces optymalizacji kodu (nie tego co napisali programiści, ale to co zostało zmienione już na język maszynowy). Zarządzał tym wówczas jeden człowiek, który określał parametry środowiska w którym program ma funkcjonować.

Kilka lat później, ów Yoda, opowiedział mi o narzędziach do których zaprzęgnięto sztuczną inteligencję.

Laik pewnie coś o tym słyszał, mówiąc, że backend jest w odwrocie i frontend rządzi (owszem tak było, parę lat temu). Owa maszynka też obsługuje ich robotę. W zasadzie dobry projektant (chociaż w moim odczuciu w Polsce to oksymoron) sam da sobie teraz radę.

Patrząc na ten postęp, albo jak kto woli, redukcję kosztów produkcji, stwierdziłem, że za jakiś kucharka, który potrafi stworzyć przepis i go porządnie napisać znajdzie zatrudnienie w przemyśle komputerowym :D

Ale póki co, back-, front- endowcy są potrzebni (wciąż są tańsi od technologii, która ma ich zastąpić). Tylko pytanie, skoro nie jestem ani jednym ani drugim i zajmuję się poprawianiem efektów ich pracy, to co z ich pracą jest nie tak? :D

czwartek, 19 grudnia 2019

Smog

W dzieciństwie o smogu słyszałem jedynie z amerykańskich filmów. Początkowo myślałem, że chodzi o smoka.

W szkole łykałem, jak pelikan, że żyję w mieście, które jest w parku. I dość długo trwałem w tym fałszywym przekonaniu. Dopóki nie zacząłem się wybierać na dalsze wycieczki. Park, może i jest, ale na mapie. W rzeczywistości zryty wszelkimi możliwymi budowlami i ulicami. Zatem, miasto „moje” nie było tak czyste jak mi wciskano.

Przez wiele lat nie wiązałem kilku faktów. Takich jak ograniczenie widoczności „no przecież to zwykła mgła”, złe samopoczucie „migrenę to może mieć królowa angielska, a ciebie zwyczajnie łeb napierdala”, szybsze męczenie się - o tak, biegałem w tej „mgle”).

Kiedyś robiłem pomiary wiglotności na zewnątrz. Było poniżej 5%, więc skąd ta mgła Oo

No cóż, jestem „specjalistą” (dyplomy mam) od wody, a nie od powietrza. Trochę zajęło mi rozkminienie tematu. A potem w sukurs przyszła panika smogowa – czyli zacznijmy zarabiać na tych co chcą umrzeć zdrowi. Wszelkiej maści filtry, oczyszczacze powietrza i w ogóle.

Dziś. Patrząc na wskaźniki w internetach, dozwolona norma PM2,5 przekroczona o 200%, PM10 o 150%, benzen o 90%, założyłem maskę, która nieco ogranicza wciąganie do płuc syfu. Chociaż jeden, „minister”, stwierdził, że i tak palimy papierosy, więc nie mamy prawa narzekać. Tyle, że nie wszyscy palą, ciulu!

Po paru minutach zaparowały mi szkła. Już nauczony, spiesz się powoli, dokonałem abordażu autobusu. Kilka minut później autobus wjechał w mleko. Widoczność do 50m. A ja idę sobie sapiąc w neopren z filtrem, z zaparowanymi szkłami i tak myślę sobie, że chciałem żyć w świecie przyszłości… ale ze Star Treka, a nie, kurwa, jakiegoś postapo.

wtorek, 17 grudnia 2019

Dać ja pogram, a ty poczywaj


Gram w gry wideo… dłużej niż czytam :D Czyli cholernie długo.

Grałem na czym się tylko dało i o ile było dostępne w Polsce. Przeszedłem długą drogę, jak nie jeden gracz. Do dzisiaj nie uważam tego za zmarnowany czas. M.in. dzięki grom zacząłem się uczyć obcych języków.

Był typ gier, których nijak nie potrafiłem zrozumieć przez lata. Gry, które grają się same. Nie są to strategie, gdzie pół dnia szykowało się zasoby i planowało akcję a potem oglądało statystyki rozegranych bitew.

Nie. To gry w których zaangażowanie jest minimalne. Z reguły polega na kliknięciu kilku opcji, a potem zapuszcza się rozgrywkę a następnie przycisk „auto” (przynajmniej ja tak robię, skoro wiem jak wygrać, po co mam jeszcze klikać).

Z reguły są darmowe, ale mają mikropłatności dla niecierpliwych. Grywalność zrozumiałem, kiedy potrzebowałem jakiejś zniżki w nintendo i okazało się, że mogę ją sobie „wygrać” grając w określone gierki. Wybrałem parę. Nie szło mi, ale miałem motywację, by zyskać zniżki.

Później przyszło oświecenie. Gry mają limit rozgrywek w określonym czasie (a jeżeli chcesz zagrać, zapłać). Wsiadam do autobusu. Uruchamiam grę na telefonie. Klikam w kilka opcji, a potem obserwuję jak się toczy rozgrywka. Po zakończeniu sukcesem lub porażką, trzeba przygotować się do następnej gry. I od nowa. Jest niby coraz trudniej, ale zasady gry są bardziej zrozumiałe.

Kończy się darmowy czas gry i jestem na miejscu. Następne spotkanie z grą kiedy będę znów gdzieś jechał :D

To jedno. Ale dzięki powyższemu zrozumiałem jak wytłumaczyć w jaki sposób korzystać z narzędzia Microsoftu – Flow :D

Śmieci


Jeżeli czytasz, lub słyszysz informację o segregowaniu śmieci i nie wiesz o co kaman, to nie jesteś jedyny.


Zanim segregacja śmieci stała się obowiązkowa, z PRLowskiej indoktrynacji (rocznie musiałem oddawać ok. 40 kg makulatury), wyniosłem, że dużo mnie nie kosztuje kiedy segreguję śmieci. Schemat był prosty. Papier do papieru, metal do metalu – zostawiane pod śmietnikiem, by ludzie, którym najczęściej powinęła się noga w życiu, mieli ułatwioną nieco swoją pracę.


Teraz niemal w każdym domu stoi kilka kubłów. Bulimy jak za zboże, za to, że sami segregujemy. A firmy, które zajmują się odbiorem i recyclingiem… ściągają za zagranicy posortowane śmieci, by zyskać dofinansowanie.


To nie chodzi o ekologię, tylko o pieniądze.


Płonące wysypiska śmieci, kiedy okazuje się, że tanie firmy, które wygrały przetargi nie są w stanie zagospodarować śmieci. Z kolei profesjonalnie firmy upadają, bo pozorna taniość zawsze jest lepsza od jakości.


Teraz trwa bitwa o kolejną kasę. Jeżeli masz dom, mogą cię cmoknąć (przynajmniej teoretycznie). Ale całe budynki mieszkalne będą karane za to, że ktoś pomyli się z segregacją śmieci (o ile mieszkaniec się pomyli).


Tylko czekam na pierwszą karę. Wówczas po raz pierwszy skończę z segregowaniem śmieci ;]


A przy okazji, może czas w końcu wykonać niezależny audyt firm odbierających śmieci i zajmujących się recyclingiem oraz wprowadzenie kar za sprowadzanie śmieci z zagranicy? :D

niedziela, 15 grudnia 2019

Żegnam się z wacomem


Z Wacomem zawsze były jakieś jaja. Najczęściej były to problemy związane ze sterownikami. Jednak od kilku lat, mam nieszczęście korzystać z ich usług, które to się pojawiają, to znikają. Nie miałem do nich zaufania, więc zawsze miałem dodatkowe backupy, ale z grubsza działało ok.


Jaja zaczęły się po zakupie elektronicznego notesu. Na początku działało zajebiście i korzystałem na całego. Tyle, że spieprzyło się oprogramowanie na urządzeniach mobilnych. Nie będę opisywał całej historii, ani korespondencji, bo to żenła wacoma. Kiedy dałem za wygraną, zarządałem zwrotu pieniędzy i tu znów się zrobiły jaja. Problemy rozwiązały się, kiedy użyłem twittera.


Po drodze pojawiło się całkiem udane narzędzie Bamboo Paper. Jeżeli nie ma się większych wymagań jest ok. Problemy pojawiają się, kiedy wyda się pieniądze na rozszerzenia.

Pieniądze owszem wydane, ale dodatków brak. Zatem reklamacja. Znowu problemy, które rozwiązał Microsoft. Kasa wróciła.


Parę tygodni temu w niewyjaśnionych okolicznościach sytuacja powtórzyła się na androidzie. I znów reklamacja. Po miesiącu komentarz na twitterze i sprawa ruszyła do przodu. Teraz nie ciągnęło się jak krew z nosa. Ale zostałem odesłany do Google. A żem uparty typ, zadzwoniłem do Google (szacun, to się nazywa obsługa klienta). Finalnie problem jest po stronie Wacoma. Otrzymałem nawet instrukcję dla Wacoma, co mają zrobić.


Na chwilę obecną Wacom umywa ręce.


Przyznaję, że dobrze się stało. Uśmiercam ostatni tablet graficzny i szykuję się na kupno nowego/nowych, a że niesmak pozostał to wacomowi po 12 latach podziękuję.

Myśleć pozytywnie i być gotowym na nowe doświadczenia :D

piątek, 13 grudnia 2019

Kto ogarnia

Im dłużej funkcjonuję na tym świecie tym bardziej jestem skłonny powiedzieć, że... nikt.

Jakoś się funkcjonuje w tym świecie, człowiek myśli sprawdzi tu, zapyta tam, ale tak naprawdę, jeżeli chcesz coś wiedzieć więcej przygotuj się na ciężką harówę, by to znaleźć i zrozumieć, bo odpowiedzi nie znajdziesz ani w google.

Zacznę od czegoś banalnego, jak drobne prace konstruktorskie w domu (spotkałem się z tym terminem i mi się spodobało). Potrzebujesz zawiesić półkę. Chcesz postawić na niej kilka drobiazgów, lub jeśli jesteś szalony, książki. Potrzebna decha i jakieś dwa uchwyty. Kiedyś wystarczyła wiertarka, jakiś drewniany kołek i hak. Jeżeli znało się jakiegoś majsterkowicza, to można była poszaleć z poziomicą (denerwująca dygresja za chwilę), a jak nie było, wystarczył okrągły ołówek. Jak się nie staczał, znaczy, że z grubsza jest prosto.

Ale się zmieniło. Owszem, można zrobić oldschoolowo i może się uda.

Załóżmy, że jednak nie. Co musisz wiedzieć. Ile waży półka, czy chcesz mocowanie mieć ukryte czy też cię to obsysa. Dodatkowo ile półka będzie musiała znieść (pomijając przekleństwa). Te informacje są niezbędne do wyboru odpowiednich wkrętów… zależy od tego jakie mocowanie, jakie obciążanie, z czego jest zrobiona ściana to będzie różna głębokość i średnica wywierconych dziur, czy wkrętak będzie wkręcany czy oberwie parę razy z młotkiem.

Teraz skomplikuję trochę sprawę. Czy masz pojęcie co się dzieje z tą częścią swoich przychodów, których nigdy nie widzisz, które idą na magiczne podatki i inne opłaty. Co się później dzieje z tymi pieniędzmi i jaki masz wpływ na ich konsumpcję.

Wróćmy na chwilę do półki. Byłem przygotowany na wszystko. Przynajmniej tak mi się wydawało. Okazało się, że kupiłem jedno narzędzie złe. Mianowicie poziomicę. Ile razy bym nie mierzył zawsze wychodziło równo, ale moja oko było innego zdania. Zdecydowałem się zaufać swoim oczom.

Kilka miesięcy później, dowiedziałem się w jaki sposób sprawdzić czy poziomica jest dobra.

Jak jest z podatkami? Podobnie jak z tą poziomicą. Są źle skonstruowane. Tylko, że o tym wiedzą fachowcy, a nie ci, którzy je uchwalają.

czwartek, 12 grudnia 2019

Entuzjazm

Do czegoś się przyznam. Jest to trochę wstydliwe wyznanie. Zwłaszcza w moim wieku (OK Boomer!). Ale co mi tam. Sukcesywnie odkąd pojawił się szajsbuk, internet zaczął schodzić na psy. Jakie tam spotkania, jakie tam nowe postacie, nowe pomysły. Wszystko musi się…

Monetyzować. Dzisiaj już nie dostaję drgawek na dźwięk tego słowa. W wielu sprawach jestem entuzjastą. I ani myślę na tym zarabiać pieniądze. Choć nie powiem nie, kiedy same przywędrują na konto.

Ale coś się stało. Teraz, żeby mieć z kimś kontakt w sieci, w zasadzie trzeba znać tę osobę w realu (tak, słówko już wyszło z obiegu). Ale z kim tu czatować po nocy jak kiedyś? Z pijanym Stefanem, co to nigdy nie zdąży do toalety i ulży pęcherzowi na klatce schodowej. No jego znam. Nawet nie zdziwiłbym się gdyby miał konto na linkedin… w zasadzie to drugi fejsbuk i są tam wszyscy (mnie nie ma, podobnie jak na fejsie).

Zaczęło się niewinnie. Z jakiś dziwnych powodów zacząłem pisać łamanym angielskim instrukcje. Później jeden z portali zaproponował bym u nich publikował tutoriale i odpowiadał na najczęstsze pytania czytelników. W sumie czemu nie.

Kilka miesięcy temu (może nieco dawniej) rozpocząłem projekt z fotografią produktową. I nagle bum! Kupa pochwał, propozycje współpracy. Ba! Dostałem ofertę pracy na innym kontynencie. Nie spowodowało to jednak zastoju.

Dzisiaj czuję się jak kiedyś, nastolatek korespondujący z ludźmi z całego świata. Znów mam znajomych, którzy nie mierzą świata grubością portfela, a do tego są „zwykłymi” niezwykłymi fascynatami. Dawno nie czułem tak pozytywnej energii. Nie dość, że robię to co lubię, to jeszcze mogę się podzielić z innymi freakami.

Powoli dołączam swoją pozostałą aktywność do światowej sieci, nie ograniczam się już tylko do polskiego odbiorcy. Znów mam radochę z korzystania z internetu. Tak po prostu:D

Parada głupoty

Od samego początku, a i wcześniej, pandemii ludzkie zachowania umykały logice. No chyba, że mowa o logice głupoty. Wpierw. Eee to tylko wiru...