Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z 2012
Wydawnictwu Świat Książki grozi zamknięcie. Moje doświadczenia z tym wydawnictwem pozostawiają moje odczucia na poziomie ambiwalentnym. Co wynika z ewentualnym zakończeniem działalności. Mamy fanpage "nie domykajmy drzwi". To oczywiste. Kultura jest super, jest zajebista i nie wolno przedsiębiorstwu żyjącego z kultury tak zwyczajnie odejść. Trzeba trochę narobić szumu i... zwiększyć sprzedaż książek, tuż przed końcem roku. Wydawnictwo wyjdzie dzięki temu obronną ręką (jakoś trudno mi uwierzyć, że finanse nie poprawią się po całej hecy w mediach).

      Jest jedno wydawnictwo za którym płakałem - Phantom Press. Za drugim istniejącycm, ale już nie wydającym tak zajebistych pozycji jak niegdyś (mam swoją teorię spiskową, że bardzo dobra lub/i popularna literatura na świecie nie jest wydawana w Polsce, by nasze tuzy pisarstwa nie wypadli marnie) Prószyński i S-ka. Czy polski rynek wydawniczy zubożeje, kiedy odejdzie jeden z większych graczy? Nie. Z mojego punktu widzenia …
Kartki. Nie wiem kto to wymyślił. To znaczy mogę wiedzieć, ale uważam, że ta wiedza jest mi zbędna. Wracając, nie wiem kto to wymyślił. I nie wiem w jakim celu (reszta jak wyżej). Od zawsze uważałem, że lepiej jest napisać list niż wysyłać kartkę. Ale tradycja...

      Coś wspominałem, że nie lubie wysyłać kartek? No to jeszcze muszę dodać, że wysyłanie kartek okolicznościowych to już koszmar. Mój czynnik decycyzjny w kupowaniu kartek jest prosty. X sztuk jak leci. Niech się czuje ребята wyjątkowo :P

      Schody zaczynają się przy wypisywaniu. Pal sześć, jeżeli są już napisane. Najlepiej w języku, którego nie rozumiem, gdzie wystarczy postawić krzywy krzyżyk pod wydrukowanymi życzeniami. Ale czasem kartka gapi się na mnie białymi oczyma (luźny cytat z Kazika, mam nadzieję, że nie będzie mi kazał płacić tantiem) i jedyne co mi przychodzi do głowy to "bla bla bla bla życzy bagienny". Niektórzy, którzy preferują bardziej osobiście mają z imienia (choć uważam, pierwsza we…
Im częściej czytać e-maile od obcych osób tym bardziej się upewniam, że jestem z innej planety ;]
Na deser jako uaktualnienie mogę podać jako przykład wyników czego Polacy szukali w góglach ;]
      A poniżej mój kolejny pomysł realizowany zgodnie z numerkiem od 23 tygodni. Wrzucam tutaj, bo nikt go nie ogląda. A ja tam łażę po mieście odmrażam sobie dupę, siedzę "miksuję" kiepską muzę i zero wywalonego jęzora ;]

Dzisiejszego dnia ujrzałem pustą, wolną od samochodów, ulicę. Paru gapiów, paru entuzjastów religijnych oraz kupę luda na przystanku tramwajowym. Wkrótce sam do tej kupy dołączyłem. Mijają minuty. Czasem jakiś policjant na motorze pomykał pod prąd (spoko, będzie w Minął tydzień - jutro). Po x minutach przystanek minął mały brzydki samochód. Mały brzydki samochód powiedział, że tramwaje wzięły wolne. Kupa dokonała aktu anihilacji.
      Uwielbiam być terroryzowany. Przez marsze, pochody, wystąpienia i całę masę innych uprzykrzaczy w mieście. Dziś ulice zamknęli dla ludzi, którzy na rolkach postanowili pojeździć sobie po jezdni. W sumie zdrowo. Przez brak samochodów nie wdychali spalin.
W imię tego, w imię tamtego...

      Teoretycznie spacer w ciepły, przedpołudniowy dzień niedzielny jest miły, ale nie dla człowieka, który musi podpierać swój byt laską.

Niestety, nie mam super pamięci. To pierwszy zarzut. Nie czytałem również książek poświęconych blogom. To drugi zarzut. Poniekąd bawiły mnie publikacje znajomych wydanych licho, ale twardo stojące w księgarniach i zbierające kurz. Jednak zostali zapomniani. Nawet definicje w wikipedii ewoluują (teraz za pierwszego polskiego blogera jest uważany Vagla, przedtem ekipę z Top Secret, a jeszcze wcześniej Fdd).
      Dzisiejsi blogowi celebryci kreują własny wizerunek na tyle skutecznie, że nikt z dawnej blogosfery nie ośmieli powiedzieć głośno "byliśmy tam przed wami, zanim wy dowiedzieliście się czym jest blog". Programy w telewizji, liczne artykuły, jakoś nie przetrwały w świadomości społeczeństwa - że blogerzy już tam byli zanim o nich stało się głośniej, zanim pojawiły się darmowe platformy blogoserwisowe, zanim dostęp do internetu stał się tani... naprawdę tani ;]
      Tym bardziej irytuje mnie książka wydana przez Kominka. Właściwie to nie sama książka mnie irytuje t…
Czytam i czytam. Jeszcze niedawną chwilą cieszyłem się z dostępu do różnorakich treści serwowanych w internecie. Koniec makulatury, którą za dodatkową opłatą firma utylizująca ode mnie zabierze dostając za to dotacje z UE. Koniec wydanych pieniędzy. Na jak długo? Właściwie nawet się nie zaczęło. Serwisy produkują w takim tempie informacje, że człowiek nie może skupić się na jednym tekście kiedy w czytniku pączkują następne unread.
      Tradycyjnie z ilością nie idzie jakość. Pomijam wtórność tematów, "dziennikarze" z szataniej łaski piszą i piszą i piszą. Dla mnie piszący to jest jeden organizm czasem piszący z żeńska czasem z męska. Nie rozróżniam serwisów takich jak antyweb, spider's web, chip, natemat, social press, press, idg, dziennik internautów. W tym samym czasie wszyscy zachwycają się ajfonem, plują na windows, że chmura jest fajna albo nie jest. Kolejny starup, kolejna impreza. Nic, nic i jeszcze raz nic się nie dzieje. I wszyscy piszą jako jeden organiz…
Tego było mi trzeba. Tak sobie pomyślałem wycierając się ręcznikiem. Nie wiem czemu mając wannę korzystam z prysznica. Być może z przyzwyczajenia albo zwyczajnie nie chce mi się pluskać tylko myć.

      W piątek skręciłem kolano. Dla odmiany prawe. Jestem wdzięczny za pomoc okazaną osobom, który były przy tym wydarzeniu. Pomogli nie tylko pilnując moich gratów czy żeby jakieś bezmyślne babsko nie zdeptało mnie kiedy leżałem na glebie czekając na pogotowie, ale też wiedzieli co i kiedy powiedzieć. I uwaga, muszę tu powiedzieć kilka miłych słów na temat mieszkańców miasta. Przez pół godziny co i rusz ktoś podchodził i pytał czy może w czymś pomóć, czy jest może "jemu" (czyli mi, miałem rzecznika, który pozwolił mi w godności ronić łzy z bólu) jest coś potrzebne.

      W szpitalu dla odmiany nikt nie traktował mojej drobnej osoby jak bezprzedmiotowy worek. Trafiłem na chirurga, która wiedziała jak sprawdzić ofiarę losu. Za zastrzyki przeciwbólowe jestem dozgonnie wdzięcz…
Rozwój internetu i technologii związanych z tą siecią idzie do przodu. Z mojego punktu widzenia, punktu widzenia użytkownika stoi w miejscu. Z jednej strony dla wygody użytkownika interfejs do wielu usług jest dostosowany do przeglądarki (dodatkowo środowisko javy, dodatków jak flash). W zasadzie system operacyjny może być pozbawiony wszelkiego oprogrogramowania. Wszystko jest dostępne w chmurze, a jeżeli jeszcze nie wszystko to w najbliższym czasie będzie. Wydawać, by się mogło, że edycja zdjęć czy filmów musi odbywać się na komputerze. A tu niedość, że bez dodatkowych opłat (już niedługo) można wprost z kamery bez pośredniczenia dysku twardego machnąć film na jutuba. Po podesłaniu możemy zacząć edytować film. Narzędzia dostępne w serwisie są wystarczające, do podstawowej obróbki. Ze zdjęciami podobnie i całą masą innych rzeczy.

      Do czego więc nam jeszcze potrzebny komputer? Do gier? Głównie do przechowywania własnych zasobów elektronicznych, zdjęć, filmów i muzyki. Z rzad…
Czytając Młodego Technika (chyba jedynego faktycznie popularnonaukowego czasopisma nie licząc polskiego wydania American Scientific - Świat Nauki, wydawanych w Polsce) natrafiłem na coś co skutecznie do tej pory omijałem wzrokiem. Małe prostokąty z pytaniami odnoszące się do artykułu gdzie zostały umieszczane. Początkowo nie zrozumiałem ich idei. Ale oświecenie przyszło kiedy poszedłem na wskazaną stronę. Redakcja czasopisma przyjęła na siebie rolę edukatorską rozumienia tekstu pisanego.

      Odkrycie przyszło chyba późno. Nie wiem dokładnie, bo nie zbieram makulatury (poprawka staram się nie zbierać, bo roczniki Literatury na świecie rujnują feng shui mojego pokoju) i nie mam możliwości zweryfikowania swojej ułomnej spostrzegawczości, kiedy pojawił się ten konkurs "Mini-Quiz Czytam, więc wiem".

      Idea jest świetna. Jednak zaskakujące jest to, że czasopismo wzięło na swoje barki edukowanie tzw. technicznej części młodego społeczeństwa (choć nie wiem jak to faktycz…
W mediach konwencjonalnych nieśmiało się mówi o faszyźmie czy szowiniźmie, w niekonwencjonalnych (uogólniając) czyli internecie mówi się o tym wprost. Musiałem sobie sięgnąć do definicji wszelakich, by nie napisać jakiś głupot.
      U podstaw każdego faszyzmu jest nienawiść wobec swoich. Nie wobec przyjezdnych, nie wobec gości. Różnice w życiu seksualnym, bogatsze pochodzenie genetyczne (etniczne), inny kult religijny (w zasadzie każdy faszyzm ma podorędziu jedną religię, polecam samodzielnie sprawdzić którą) są tylko pretekstem - pominąwszy zewnętrzne różnice później dochodzą ideowe, światopoglądowe (choć z miejsca też negowane). Nie ma znaczenia, że to są ich ludzie, że są urodzeni w tej samej krainie. Nieistotne jest też to, że dla narodu zrobili więcej niż sami faszyści. Trzeba kogoś nienawidzieć, kogoś komu nie strach dać w mordę. Bo przecież Ruskie i Szwaby nawet na olimpiadzie leją mocniej.
      Nigdy tego nie rozumiałem zjawiska, że faszyzm szuka wroga wewnętrznego. Sk…
Zanim zacznę swój wpis właściwy, dwa cytaty.

Nikt nie miał u nas złudzenia, żeby bolszewicy pomimo ciągłych zapowiedzi pomogli Stolicy. W tych warunkach Stolica pomimo bezprzykładnego w historii bohaterstwa z góry skazana jest na zagładę. Wywołanie powstania uważamy za ciężką zbrodnię i pytamy się, kto ponosi za to odpowiedzialność?generał Władysław AndersArt. 13.
Zakazane jest istnienie partii politycznych i innych organizacji odwołujących się w swoich programach do totalitarnych metod i praktyk działania nazizmu, faszyzmu i komunizmu, a także tych, których program lub działalność zakłada lub dopuszcza nienawiść rasową i narodowościową, stosowanie przemocy w celu zdobycia władzy lub wpływu na politykę państwa albo przewiduje utajnienie struktur lub członkostwa.Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej       Mój stosunek do powstania warszawskiego jest taki jak innych wychowanych w Warszawie za czasów PRL. Każde z nas chciało w jakiś sposób uratować Małych Powstańców, naszych rówieśn…
Przed chwilą skasowałem tekst traktujący o kolejnym gniocie Nolana - Batmanie. Jednak przeczytałem na fb rzekomy cytat (nie chce mi się sprawdzać autentyczności) Coco Chanel "Aktem największej odwagi pozostaje samodzielnie myśleć. Głośno."

      Cudne? Nieprawdaż? Cały mój, już niebyły, wywód o durnocie jaką spłodził Nolan sprowadzała się do tego, że ludzie, którzy mają odwagę powiedzieć to co zobaczyli (w moim przypadku 2,5h materiał do ziewania) są przez innych postrzegani jako zidiociałe nie znające się na wielcej sztuce małpie pomioty. Nie wiem czemu małpie, ale fajnie brzmi.

      Lubimy uważać się za bystrych i inteligentnych. Powołujemy się na statystyki, których nie rozumiemy. Wykazujemy idiotyzm innych. W tym wszystkim zapominamy o tym, że stastytki, na które się powołujemy są straszne. W tych 2% inteligentnych ludzi się nie znajdujemy. Nie znajdują się też znane osobistości. Te 2% inteligentnych ludzi, by trafić do szerokiego odbiorcy muszą... zgłupieć bądź u…
PRL był i minął. Kiedyś była własność wspólna, a teraz?
      No właśnie. Kiedyś przynajmniej według przepisów było coś naszą własnością wspólną. Jako, że jako naród nie byliśmy zbyt pokorni (o dziwo dawaliśmy sobie świetnie radę kiedy byliśmy pod zaborami - lepsi zarządcy?), burzyliśmy się również na ową własność wspólną i tak nam zostało.

      Nie tak dawno prawicowe pisemko zaczęło się rozpisywać o tym co to jest leming i jak go można rozpoznać. Zabawne jest to, że opisali moich znajomych mających poglądy prawicowe. How sweet. Powiedzmy, że rozgorzała debata w mediach (temat zastępczy, bo po cóż pisać o naszych "wspaniałych" politykach, który przepychają w sezonie ogórkowym świetne ustawy np. o zakazie publicznych zgromadzeń - prawo o zgromadzeniach). I się okazuje, UWAGA!, że młodzi ludzie są egoistami, że patrzą na partykularny interes i mają w poważaniu własność wspólną. To naprawdę jest ironiczne. Ci sami, którzy są u steru niezmiennie od dwudziestu lat utrudni…
Od kilku lat polscy, pożal się szatanie, fachowcy pracujący w różnej maści periodykach i serwisach poświęconych tematyce komputerowej plują z lubością na microsoft. Dosłownie rzygają komentarzami jaki to microsoft jest zły i beznadziejny. Ci sami, zaznaczam, CI SAMI używają jednego z faktycznie najgorszego produktu microsoftu czyli z xboxa, którą konsolą nie był i nie jest.

      "Fachowiec", który recenzując produkt skupia się na opakowaniu w kilku akapitach, a punkt odniesienia dla testów są gry jest gówno wart i tyleż są warte jego słowa.

      Kompletnie nie rozumiem tej debilnej nagonki. Wkrótce (czyli za trzy miesiące) ma pojawić się w sprzedaży Windows 8. Powiem tak, przy tych wszystkich komentarzach, opiniach fachowców i innych niedorobionych "dziennikarzy" wiem jedno. Będę stał w pustym sklepie, gdzie kupię swój egzemplarz Ósemki.

      Wiadomość napisana w notatniku pod windows vista, zainstalowanym 5 lat temu. System, który według tych samych facho…
Od przyszłego roku nie trzeba będzie biegać z papierkami do lekarza celem udowodnienia, że człowiek jest ubezpieczony. Nie trzeba będzie stawać na głowie i stresować księgowych, pamiętać, że jest to potrzebne... Ale... Rzeczywistość jest nieco inna. W niektórych przychodniach jest prowadzona polityka "płatne z góry", w innych klient ma 7 dni na dostarczenie dokumentu zaświadczającym o jego ubezpieczeniu. Placówka medyczna będzie mogła to zweryfikować przez internet. No wielkie łał. I świetnie. Tylko dlaczego nie wprowadzono tego 20 lat temu?
      Cała heca ma kosztować 77 000 000 zeta.
      Mam nadzieję, że sam zainteresowany będzie miał możliwość sprawdzenia czy przypadkiem jego rezolutny pracodawca nie postanowił na czymś przyoszczędzić.

      Zastanawiam się dlaczego polski obywatel musi biegać od urzędu do urzędu, żeby móc zweryfikować swoje dane lub o czymś się dowiedzieć. Internet mamy już brykający od lat. Wprowadzenie tego, poprawka sukcesywne wprowadzenie c…
Plagiat – zło! Było o tym, jednak nie z pierwszej linii frontu. Trudno zresztą się dziwić końcowemu oświadczeniu. Zaufanie współpracowników, a co ważniejsze zaufanie czytelnik zostało nadużyte.
W ubiegłym roku dojrzałem do tego, by rozpocząć romans z e-książkami. Romans nie należał do przyjemności, były wzloty i upadki. Głównie upadki. Próbowałem rozpoznać rynek. To co wówczas miał do zaoferowania nie powalało na kolana ani ofertą ani dostępem ani ceną. W tym wszystkim wiódł prym wielki nieobecny na polskim rynku kidle firmy amazon. Fenomen tego urządzenia jest podobny do fenomenu apple. Jest on adresowany do ściśle określonej grupy, w której nie ma Polaków. Amazonu nie ma w Polsce, i choć czekam na chwilę kiedy wejdzie na nasz rynek i przejedzie się po rodzimych wydawcach pokazując mu co to znaczy konkurencyjny rynek, to osobiście sam sklep mam w głębokim poważaniu. Po pierwsze, określone produkty nie były dystrybuowane na terenie Polski (ban m.in. na gry i programy komputerowe). Po drugie, nawet jeśli kupisz produkt i to legalnie, to nie masz co liczyć na OBOWIĄZUJĄCE PRAWO w UE i możesz pożegnać się z gwarancją - produkty amazon są sprzedawane lokalnie UPDATE podobn…
Napisałem o tym, że na jutubie nie ma ludzi zajmujących się kontentem. Przynajmniej takich, którzy by reagowali. Ok, nie napisałem. Bezrefleksyjnie rzuciłem pytanie w eter ;] Mamy odpowiedź. Imię i nazwisko z konta gmail. Cud, miód i orzeszki. Więcej na antywebie. Nie wiem jak to wyglądało wcześniej. Moje konta gmail zostały na siłę powiązane z kontem jutubowym z wymuszoną nazwą konta, wówczas nikt nie zaglądał mi do dowodu. Zastanawia mnie jak wygląda sprawa w krajach w których nie ma dowodów osobistych. Jak obywatele tych państw są postrzegani przez takie serwisy.

I druga sprawa. Co prawda podejrzewałem, że Maciek będzie pierwszy z wywiadem z ludźmi od projektu Żarko, ale pomyliłem się. Tutaj wywiad natemat.
Może ktoś mi wyjaśnić... Ridley Scott, człowiek, który nie cierpi fantastyki zrobił trzy zajebiste filmy z gatunku: Alien, Blade Runner i Legend robi coś takiego jak Prometheus i mówi, że to nie ma nic wspólnego z Obcym, mimo że, cała heca opiera się na wątkach z Alien: Ressurection i androidowych wątkach z Alien? O Lexx nie wspominając, na końcu filmu brakuje jeszcze żywego trupa i frajera jako kapitana statku.
      Czuję się jak w South Park, chcę by mi Ridley Scott oddał 16 zeta, które wydałem na ten bzdurny film. Zatytuowałbym go "Poszukiwacze zaginionego moheru".

      Swoją drogą interesujące doświadczenie współegzystować z innymi, którzy nie inspirują a demotywują do jakiegokolwiek funkcjonowania.
O Grażynie Żarko dowiedziałem się od Maćka vel MediaFun. Uściślając na jego blogu. Sam prawdopodobnie temtu bym nie rozkmninił, bo moja obecność na jutubie ogranicza sie do wrzucania głupot, a oglądanie głupot pozostawiam innym. Na jutubie trafiłem kiedyś na gościa, który wskazywał z zapamiętaniem na idiotyzmy zawarte w biblii. Trudno było się oprzeć i nie wysłuchać go do końca, ale poprzestałem na dwóch klipach. Widząc u Maćka Grażynę Żarko stwierdziłem, że oszołomów nie brakuje. Jego komentarz był dla mnie nieco dziwny, że to podpucha i powątpiewa w brak ingerencji/udziału w tym szoł innych osób. Co też znajdziecie w podlinkowanym poniżej materiale.
      Sam nie mam w zwyczaju czytać cudzych komentarzy. Co najwyżej opsikam lub strolluję wpis i do tego nie wracam (zazwyczaj). Było tak i tym razem. No z drobną różnicą, że nawet nie skomentowałem.

      Zobaczywszy the making of Grażyny Żarko uderzyło mnie to co pewnie MF zobaczył wcześniej, tę bezrozumną reakcję masy gówniarzy …
Statystyki są w gruncie rzeczy fajną sprawą. Można uzyskać wiele interesujących informacji. Ale z drugiej strony w odpowiednich rękach, przy wszystkich możliwych wskaźnikach (nowomodnie z angielska indicators) można porażkę zaprezentować jak zwycięstwo. To nie musi być suchy fakt, że przegraliśmy. Lepiej. My wygraliśmy, bo zyskaliśmy więcej x punktu względem poprzedniej statystyki. Przy często olewa się więcej.
      Co oznacza dla przeciętnego obywatela słowo statystyka. To, że poszło coś o 60% w górę. Teoretycznie dla większości do policzenia w głowie, czyli połowa ceny plus coś tam. Ale kiedy mówimy o procentowym przedstawianiu cen, to serwisy informacyjne lubują się w podawaniu takich bzdurek "coś zdrożało o 75% względem wczorajszej podwyżki, która wynosiła 60%". Jak to większość odczyta. W dwójnasów. To, że coś zdrożało o 75% z (czyli wczorajszy wynik X+60% i z tego liczmy) lub że coś zdrożało 75% od podstawy (czyli od x).
      Język jest wrednym tworem i wymaga …
Kilka dni temu miałem chwilę na to, by przysiąść do tzw. sieci społecznościowych. Niezmiennie od kilku lat pewnym mię zdumiewem okrywa fakt, że owe sieci cieszą się popularnością. I w końcu istnieje też zwyżkowy trend dla systemów typu android (jak wyjdę w końcu poza gingerbread, może zmienię zdanie) czy ios, gdyż nie wymaga od użytkownika jakiejkolwiek refleksji poza bezmyślnym klikaniem. Skoro klikanie to można się poonanizować krótkimi komentarzami. Świetnie od jakiś dwóch lat wpisuję się w ten trend. Choć nie zwyżkuję personalnie, to prowadzone przeze mnie fanpejdże pną się sukcesywnie do góry. Pomijając, że nie prowadzę ofensywnych kampanii, ani też nie bronię się przed ewentualnym odpływem ocenę swoich działań postrzegam pozytywnie.

      Jak na razie pod względem kontentu znajduję się bardziej w G+. Z tym, że mam tam tylko dwoje znajomych. Co w porównaniu z ilością generowanego materiału porównawczego na fb wygląda komicznie. Nie mówiąc już o jakości a przede wszystkim sz…
Dzień rozpoczyna się gdzieś koło 3 nad ranem. Wtedy to ptaszyska wszelkiej maści zaczynają napierdalać swój letni koncert. Gdzieś w okolicach 7 firmy, których skąpi właściciele prowadzą działalność gospodarczą w mieszkaniu informują innych, że mają telefon komórkowy i "kurwa niech se w chuja nie leci, bo mu przyjebie". Do koncertu dołącza się fundacja na rzecz jakichś popierdolonych ludzi, którzy od rana do nocy potrzebują pomocy, afiszując to w dB. Koło godziny 10 zaczyna się koncert życzeń na tokarkę i piłę. Smród przypalonych wiórów czuć mniej więcej do 3 w nocy. Po godzinie 15 wracją melomani, którzy zmęczeni padają przed 1 w nocy. Pod wieczór dołączają do nich słuchacze stacji radiowych, telewidzowie, komputerowcy, których start komputera jest oznajomiony przez ryczące głośniki. Nie można zapomnieć o koncercie psów ujadających przez cały dzień, bo kiedy jeden padnie, odzywa się kolejny.Dzień świra tudzież rege.
Człowiek rozsądny powinien wysłuchać opinii i samodzielnie przeanalizować fakty. Tej możliwości w polskiej rzeczywistości nie ma. Wszędzie otrzymujemy przetrawione informacje przez ośrodki rzekomej czwartej władzy, która manipuluje faktami. Program Marka Markiewicza Bumerang lubował się w telewizyjnych manipulacjach. Pokazany okrojony materiał i interpretacja wydawców informacyjnych. Suma summarum, polski widz dostawał gotową interpretację dziennikarza za fakty.
      Aktualnie nieco zawrzało, bo w Pulsie biznesu opublikowano zapis nagranej rozmowy Władysława Łukasika (byłego szefa gencji Rynku Rolnego) z Władysławem Serafinem (szef kółek rolniczych). Czy afera dotyczy, że opublikowano kontrowersyjny materiał. Bynajmniej. Aferę podnieśli dziennikarze śledczy. Ten zapis został pozbawiony komentarza (dokładnie tak jak mówiła okładka).
      Refleksja jaka mię nachodzi jest jedna. Po chuj komentarz? Po co mi blurowanie rzeczywistości przez dziennikarza forsującego swoje poglądy? Za…
Jeżeli mam ochotę przejechać się maybachem jak znany radiowiec, a nie stać mnie na niego, to nie idę z [ocenzurowano] rozwalić szybę w takim samochodzie, i podłączać się z notebookiem, by odpalić silnik. Nie. Nie robię tego.

      Jeżeli chcę przeczytać książkę, a nie mam na nią pieniędzy. Nie kradnę jej z księgarni, tylko idę do biblioteki. Ale już na etapie spaceru do biblioteki zaczynają się schody. To co mnie interesuje, nie znajdę w bibliotece. Za młodu i za PRLu (już niemłodego) należałem do KILKUNASTU bibliotek i trzeba było niekiedy miesiącami czekać na jakąś interesującą mnie pozycję. A teraz? Czas oczekiwania skrócił się od kilku dni do kilku tygodni (ale czas oczekiwania w miesiącach też się zdarza).

      Od kilkunastu lat istnieje jeszcze jedna opcja. Elektroniczne książki. Początkowo fani (niżej podpisany też brał czynny udział) przepisywali po kilka-kilkanaście rozdziałów i przekazywało dalej książkę do opracowania. Później ktoś to dzielnie ujednolicał. I w świetl…
Może coś pozytywnego na początek nowego tygodnia? Żyjemy, większość z nas ma co jeść i gdzie spać. Ma do kogo twarz otworzyć. Czy potrzeba czegoś więcej? Trochę nadziei na dzień dzisiejszy, że jutro będzie odrobinę lepsze dla nas i naszych bliskich.
      I na tym poprzestanę, bo jeszcze mi się przewróci tu i ówdzie :D
Zastanawiam się jaką mają wartość blogi z linkami. Brak możliwości przekopiowywania treści i umieszania interesujących fragmentów lub nawet całości psuje całą zabawę. Ruszyłem parę archiwalnych rzeczy sprzed kilku lat. Co kliknięcie w link 404 lub for sale lub zupełnie inna zabawa. Jaką to może mieć wartość poznawczą? Nie mówiąc już o archiwalnej. Mam dość dobrą pamięć do pierdół i zazwyczaj wiem do czego prowadzą linki sprzed 10 lat. Ale czy za 10 lat będę pamiętał dzisiejsze linkowanie? Wątpię. Wówczas treści interesujących w sieci było mało, a wartościowych było na tyle, że można było je ogarnąć. Bez agregatorów człowiek dawał sobie z tym radę. Teraz problem jest taki, że trzeba odfiltrować chłam od rzeczy, może nie tyle co wartościowych, ale interesujących i mające jakie istotne informacje. Przykładem takiego śmietnika jest natemat.pl. Kto korzysta wie o czym mówię. Tytuły chwytliwe, nazwiska nawet jakieś znane (niekoniecznie popularne) a co w środku? Klik, a tam review arty…
Dawno, dawno temu kiedy o pisaniu bzdur i ich publikowaniu mógł tylko zamarzyć. Czyli nie było dostępu do jakiejkolwiek sieci, grafoman mógł się co najwyżej wyżyć w brulionie kupionym w papierniczym (Miśku o ile ktoś kojarzy klimaty). Co odważniejsi, z większą zacięciem i pędzlem na ścianie mogli wymalować "głupi chuj". Twórczość uliczna była zdecydowanym aktem wandalizmu... brudas wysmarowany palcem na samochodzie nie robił wrażenia na kolegach, ale pojechanie po bandzie i zrobienie tego gwoździem. Ówczesny artysta oprócz uznania, mógł jeszcze liczyć na wpierdol od rodziców. Bo w dziwnej strefie życia bez komórek, internetu... zawsze się znalazł jakiś kabel.
      Ale rzecz nie o tym. Siedząc i skrobiąc kolejne tomy idiotycznych opowiadań, człowiekowi też coś strzelało z nudów, by prowadzić pamiętnik. Oczywiście zarzucany na rzecz innych, ciekawszych rzeczy (jak na przykład postawienie warburga na tylnym zderzaku). Dziwnym trafem ostały się zeszyty z dokonań szkolnych…
Kolejne zdziwienie. Śląsk pod wodą. Ktoś zdziwiony? Nie ja. Wystarczy trochę geografii, trochę wiedzy hyrdrologicznej i leśnictwa... Ok. Rozumiem to już przekracza możliwości pojmowania naszych polityków. Bo kogóż tam mamy? Samych inżynierów, nie? I wszystko co te komuchy było złe i niedobre. No tak. Tyle, ze gdyby panowie ekonomiści, prawnicy, administratorzy, politolodzy wykształcili się jak od 20 lat walą propagandą, że potrzebni są wykwalifikowani robotnicy mieliby jakąś przydatną wiedzę. Ale cóż. Balcerowicz przeprowadzając reformy na organiźmie żywym stwierdził, że w globalnie rozwijającym się świecie nie potrzebujemy kształcić na określonym poziomie (luźno cytowne z pamięci blisko dwadzieścia lat temu z wypowiedzi ówczesnego ministra finansów). Wracam do tematu. Odkąd nastała wolność głupoty i nic nie robienia, jesteśmy okresowo nawiedzani przez powodzie, ulewy i inne takie. Wszystko próbuje się tłumaczyć efektem motyla, że ktoś w Ameryce Południowej nasikał do sadzawki t…
Cisco Connect Cloud stała się faktem. Jeszcze chwilę temu opisałem potencjalne zagrożenia. A teraz? Nie obejrzysz sobie pornosa ani nie ściągniesz plików z sieci. Początek wielkiej cenzury.
      Zastanawia mnie kiedy słuchanie i oglądanie będzie nielegalne. Już sobie wyobrażam ludzi, których nie stać na licencje patrzenia i słuchania biegają z zasłoniętymi oczami i uszami z białymi laskami. Poniekąd tak się dzieje. W kieszeni iphone, w ręku kubek starbucksa... I nie byłoby nic w tym złego. Jednak kiedy wyciągam swojego lg, żeby sprawdzić pocztę jestem jak kosmita na innej planecie. Potępiamy kasty w Indiach, a co sami uprawiamy we własnym ogródku?
      Sytuacja z życia. Siedzę i grzebię w sklepie szukam diabli wiedzą czego. Przychodzi delikwent, któremu zepsuły się słuchawki. Sprzedawca poleca mu kossy... ale nie mogą być, bo przecież ma ipoda. Koleś spokojnie mu tłumaczy. Nie za bardzo widać czy ów klient rozumie. Po chwili łapię się, że uczestniczę w rozmowie. Pokazuje mu bia…
Wyobraźmy sobie świat przyszłości. Nie tak daleki. Mając w głowie doświadczenia ostatnich kilkunastu lat pracy w sieci.
Rok jakiś tam. Siadasz do terminala (coś jak zamknięty niedawno Minitel, tylko lepszy, bo ładniejszy, ale gorszy bo pod względem bezpieczeństwa dziurawy jak ser szwajcarski i zawodny, bo wszystkie wykonane zostały po kosztach). Nie masz systemu operacyjnego, ani dysku. Jedynie coś co roboczo nazwę kickstartem, łączącym się z Twoim profilem w chmurze gdzie masz wszystko. Znalazłeś jakąś książkę wrzuciłeś do swoich zasobów.
     Wielki amazon swoimi mackami dobiera się do konta, bo książka została udostępniona nielegalnie. Automatycznie wszystko masz wykasowane z konta (btw. amazon zrobił już to dwukrotnie). Zostaje zgłoszone właścicielowi chmury, żeś złodziej. Automatycznie zostajesz odcięty od chmury tym samym od wszystkich swoich zasobów. Nie możesz nawet anonimowo przeglądać sieci, bo według polityki facebooku i google wszystkie informacje są jawne. Chcesz zał…
Łaaaaaa. Znowu mnie coś maca po sieci. Nie mogą się zapytać o co szyszunia bezpośrednio u mnie? I co znajdą? Głupoty rozsiewane przez lata. Chociaż to nie jest zły pomysł. Może coś upadło na żyzną glebę i coś z tego wyrosło ^^

Drodzy szperacze, którzy lubicie macanie przez sieć. Jak znajdziedzie coś fajnego dajcie znać :D A najlepiej jakbyście znaleźli opowiadanko BrowTreka w którym gościnnie wystąpiłem. Pliiiiiis :D
Spostrzeżenie, które staje się zajebistym spostrzeżeniem. Im dłużej używam sieci (teraz już głównie internetu) tym więcej czasu zajmuje mi ustawienia czegoś czego nawet nie można nazwać konfiguracją i coraz mniej mam kontaktu z ludźmi. Przez szajs typu fejs jest coraz trudniejsze najwiązywanie nawet wirtualnych kontaktów. Idiotyczne lajki, jedynki, tłity czy wykopy. Zostaliśmy już zgregowani po IP, każdy do każdego worka zwanym państwem. Kisić się we własnym sosie.

Bystre 20latki mają problem z ogarnięciem e-mailu. A podobno wychowani z siecią są bardziej kumaci. Interesujące spostrzeżenie.

Ciekawe jak będzie wyglądał kolejny bunt ala 'ACTA'... ach zapomniałem, już po japkach (gdyby byli twórcami byliby za ACTA, mieliby wówczas chociaż cień szansy na walkę z korporacjami).
Patenty nie dotyczą "internautów", ich żywot ogranicza się do klikania "like it". Istotne elementy świata polityki i biznesu ich ominęły.

Kolejny debilny (akutalnie) przepis EU. Możliwoś…

Pierdu pierdu płać kartą i płać za płacenie

Rostkowski kombinuje co by część opłat za korzystanie z karty przenieść na klienta banku. Zastanawiam się w jakim celu. I tak mamy to wliczone w cenę, więc WTF. Prawda jest inna, a żaden burak znawca ekonomii się do tego nie przyzna, a lud ciemny albo prosty... w niektórych przypadkach jedno i drugie. Rzekomo ma to zmusić ludzi do korzystania z gotówki. Nie będę przytaczał argumentacji, która jest nielogiczna. Powód jest inny. W Polsce nie wiem ile, ale mamy chyba tylko jeden polski bank. Reszta banków ma kapitał zagraniczny - są tzw. córkami. Prawo bankowe w UE ma się zmienić jakoś tak, że córki mają podlegać bankom matkom i bank centralny danego kraju będzie miał mniejszą rolę... Szczerze jakoś mi się w to nie chce wierzyć, ale... Pomysł Rostkowskiego ma na celu ograniczenie przepływu elektronicznego pieniądza, zmniejszyć płynność pieniądze i zatrzymać go w obiegu dosłownie w naszych portfelach. O ile ludzie rozsądni nie korzystają z debetów, kredytów w życiu codziennym - dla nich p…

Nie kupuję

Nie wiem kto komu co chce wcisnąć, ale nie kupuję kilku rzeczy. Truskawkowych jogurtów. Przykro mi, jestem wychowany na prawdziwych truskawkach i nawet kiedy rodzimy farmerzy zaczęli sprzedawać na ulicy chińskie mrożonki to dałem się nabrać na to dwa razy. Rezultat? Rynek okazał się w miarę inteligentny. Teraz jemy hiszpańskie (i jeszcze jakieś). Czasem można kupić nawe rodzime i nie obsiane magicznym białym proszkiem. Piwa. Na to nie ma mocnych. Nie rozumiem tego fenomenu. Piwo ubogi krewny prawdziwego alkoholu. Ileż się tego nie nasłuchałem, że piwa trzeba się nauczyć pić. Nie wiem gin z tonikiem, whiskey z lodem lub bez, podrabiany rum. Tego nie trzeba się uczyć pić. Piłki nożnej. Dwudziestu ludzików biegających za kropką, czas dostępu do kropki ograniczony do jednego użytkownika kombinującego, by wkopać kropkę w prostokąt. Rozrywka dla intelektualistów. Bardziej pasjonująca jest wyprawa w upalny dzien, by obserwować jak piją jaskółki. A ci, którzy lubią sport sami go uprawiają nie…
Tak se patrzę na te dobrodziejstwa internetowe. Tyle fanpejdży, tyle pinterestów, a wszędzie jeden chuj taki sam. Sami pracujemy, by być zaściankiem. Multiplikujemy gówno z zachodnich portali, tłumaczy demotywatory i wrzucamy na swoje... wielcy znawcy internetu są jeżeli nie godziny to dni w tyle za niusami ze świata. Z elektroniki liczy się kindle - sami się płaszczymy za gównem, podobnie jak kilka lat temu z ajfonem. Dostajemy mniej za więcej. Zastanawiam się czy byłoby źle gdybyśmy byli państwem postkolonialnym, tańszy towar, lepsze oferty i usługi, nie wspominając, że uczylibyśmy się jednego języka, żeby być obywatelem świata. A to co wiemy musimy chować przed tymi co wierzą. Mamy tak od pokoleń, więc co za różnica?
Nie lubię współpracować z ludźmi uważających się za zdolnych, lubię ludzi terminowych. Tacy będą siedzieli tyle ile trzeba, żeby zrealizować wszystko na czas - a nie pierdolić się z artyzmem i swoimi pojebanymi poglądami na świat. Zawaliłem przez jednego chuja dwie inne rzeczy, bo jemu się nie chciało robić, bo klient mógł mieć fantazję coś zmienić po drodze. Jakoś do tej pory nie wyciągałem konsekwencji, ale trzeba będzie pomóc w innych sprawach, bo chuj nie nauczy się inaczej.
Gógle znów coś odpierdala. Coś z hasłami dostępem do blogasków etc. Szczerze powiedziawszy mam tego dość. Nie chcą dać dostępu co już mam? Głupie ukłony członka w ich szerokie tylne ego.
Kolejny e-mail od człowieka, który X czasu temu potrzebował ode mnie pomocy - kolejny spam, by oddać 1% jakieś fundacji. Gdybym nie widział jak "pracują" fundacje może bym się skusił. Btw. żebrać to w styczniu, a nie teraz.
W nocy nauczyłem się nowej rzeczy programując w nieznanym mi dotąd języku programowania. Czasami przerażam sam siebie.
Ok. To jest dość ciekawe. Nie mogłem zrozumieć czemu wszystkie kobiety wybrały bardzo złe zdjęcia. Znajomy powiedział, żebym spojrzał za okno. Szaro. I mam odpowiedź. Przebarwione, prześwietlone zdjęcia są stymulujące. Czyli należy dać na godzinę kalejdoskop do łapki a potem dać ponownie do oceny. Kombinując usiłuję sobie przypomnieć w jakiej porze roku był wyświetlany chiński gniot Hero... ;]
No tak. Po 14 latach przerwy zainstalowałem linuxa. Czuję się jak totalna blondynka i coś czuję, że ten stan szybko nie minie ;]
Sie podrapać po nosku... znaczy gdzie indziej. Czyli *PIP* wiosna zaczyna odpuszczać i zaczyna się robić powoli lato. Na tekst "czy czytałeś mojego blogaska" odpowiadam "tak, jest osom!". Po co krytykować zanim się obejrzy? ;]
Bu! Cierpię straszliwie. W zeszłym miesiącu pojawiła się nowa wersja Gimp 2.7.5... i jest zwyczajowo OSOM! Ale mi się nie chce dłubać pod Linuxem... niech kurna robią wersję pod Windowsem - za dużo muszę się przerzucać, żeby dodać - odjąć w innych programach... Grrr... Btw. są jakieś święta? Nie dostałem prezentu. Czyli nie ma świąt.
Kolejny pulpit w androidzie wypchany e-pismami. Jak na razie się przydaje to lektury na kibelku. Choć nie do końca, nie da się zgiąć i potraktować artykuł zgodnie z przeznaczeniem. Pewnie powstanie kiedyś e-papier do dupy.
Sezon rowerowy otwarty. Rama pospawana w jedną kupę, lakier wymaźnięty i pierwszy wiatr w twarz zaliczony... jest mi *PIP* zajebiście!!! ZAJEBIŚCIE ZIMNO!!! ;]
Przyjęło się w zaścianku nad Wisłą uważać, że złośliwość jest oznaką inteligencji. Dopieprzanie jest dodatkowo oznaką zażyłości. Nie wiem czy zauważyliście misie, że bagienny już z Wami nie rozmawia.
Dzisiaj na profilu www.facebook.com/wjakimkraju znalazł się link tutaj http://biznes.interia.pl/wiadomosci/news/woda-towar-luksusowy-zdrozeje-o-400-procent,1772334,4199 I wiecie co? Jestem cienkiej klasy specjalistą od wody. W dodatku nigdy nie pracujący w zawodzie... bo mam o tym pojęcie. Ale w czym rzecz. Nie będę tłumaczył co i z czego wynika, ale finał jest taki: Europę czeka susza. I to zajebista. W zasadzie już mamy jej niedobory, ale przemysł wodny jest dobry, tak więc wydaje się, że nam jej nie brakuje. A co właściwie najważniejsze? To, że będą podwyżki! Tak! Tylko to sie *PIP* liczy. Kolejny element do narzekania. Ale skąd się to wzięło? Dlaczego? Jak można przeciwdziałać? Nie. Będziemy chodzić na manifestacje, a rząd jaki by nie był rozłoży łapki i powiedzą "susza".
Nie. Mam to w *PIP*. Absolutnie od teraz zaraz. Rozumiem moderację komciów na blogaskach, ale do *PIP* nędzy nie będę się logował na każdy złamany blogasek, przechodził captcha, żeby zostawić kilka słów. Jesteście *PIP* dorośli, chcecie mieć kontrolę to moderujcie komcie SAMI SIĘ TYM *PIP* ZAJMUJCIE.
Dzisiaj doszedł do wniosku, że ludzie to parapety. Zdecydowana większość parapetów uważa, że jeśli ktoś umie werbalnie dopieprzyć to jest inteligentny. Mieszkam na nie na tej planecie co powinienem.
Pożarli się i nie było seminarium. Kapitalizm vs. Socjalizm 1:0. Tylko po kiego grzyba wstawałem o 7. Machnięta strona. Przydałoby się teraz coś upolować do żarcia.
Wolne... wolne... wolne... żadnego fiuta, który postanowił nadrobić tydzień opierdalania. Hmm. Cóż, może to i źle. Skaleczyłem świat swoją twórczością.
Super! Blogspot otworzył swe podwoje! Wystarczyło zespamować kilka razy ptysiów z gugli i odblokowali iwil przeglądarki. Ale i tak nie mam nic do przekazania ;P
Znów syf za oknem. Nie wiem komu przeszkadzało -20 stopni. A było tak przyjemnie. Teraz błoto na chodnikach, kapiący syf z dachów budynków. No cóż, karnawał chyli się ku końcowi i jakoś ten popiół musi zaliczyć głowy ateistów ;]
Posiadając przypadłość intuicyjną w ocenieniu ludzi (nie taką dobry-zły) ale dostrzegając pewne cechy charakteru, które wpływają na zachowanie danego człowieka, staram się unikać ludzi z dużymi kompleksami. O tym, że je każdy ma jest oczywiste. Jedne lub bardziej tolerowane i jest to raczej zależne do człowieka, bo czasem pewna cecha drażni tylko w jednym człowieku. Znam takiego, pomocny do bólu, przy czym zjada go własna ambicja. Czasem zastanawiam się czy jest w stanie nie zrobić nic. Generalnie pomoc innym zasadniczo nie jest zła, zwłaszcza jeśli nie jest to niedźwiedzia pomoc. Jednak dla mnie ma znaczenie motywacja. Ambicja będąca imperatywem pomocy jest do dupy. To nie pomoc. To zaspakajanie swoich chorych potrzeb. Ale, że się pomoga i są z tego owoce to co w tym złego. Ano nic. Tyle, że nie chcę mieć do czynienia z kimś takim. Życie ma jednak inne pomysły. Ilekroć spotykam się z tym człekiem traktuję go jak powietrze, nie próbuję nawiązywać żadnego kontaktu. Z jego strony jest o…
Po wspaniałych start-up'ach wszystkiego na wszystkim, czas by przejąć pałeczkę władzy ekonomicznej od staruchów. W sumie może to dobrze. Teraz jak grzyby po deszczu wyrastają grupy aniołów biznesu i venture capital. Młodzi, energiczni z doświadczeniem (bwahahaha) są... UWAGA! mentorami. Niech ktoś mi wytłumaczy, jak ktoś kto ślizga się po różnych korpo dzięki wstawiennictwu, nie mający pojęcia jak prowadzić firmę (w swoim mniemaniu ma), a jedyne pomysły jakie ma są to ukradzione starym kumplom? Skończyły się? Nie chcą gadać? Ale on ci doradzi. Podpiszesz umowę i da na biznes. Ile? 14000, 30000? A może 50000? No. Zajebiście. Sprawa patentu? www.uprp.pl/uprp/_gAllery/25/27/25274/Zmienione_rozporzadzeniem_Rady_Ministrow_z_dnia_26_lutego_2008.pdf przepraszam, ale nawet na papierki nie stykne (a to tylko Polska - EU jest tutaj www.epo.org ). Oddawać x lat życia i od jeszcze więcej pracy aniołowi w zamian za przypuszczalne mikropromilowe udziały? Niech sobie leży w szufladzie. Czytajcie…
Z nosa kapie. Chęć do życia tonie w papierze toaletowym (mikrooszczędności na chusteczkach higienicznych). Dzisiaj uzupełniałem swój profil doświadczenia. Jako grafiko/rysowniko/tancerkagogo powinienem machnąć jakieś portfolio. Tylko za grzyba nie chce mi się. Jakoś średnio się widzę w roli pana grafika. W jakim celu? By później reperując swoje ego machać jakieś komiksy branżowe? W ramach obciachu zrobiłem se kursory na strony. Sie spodobały, to zrobiłem też trochę obciachu innym. Poważnie myślę, żeby zająć na poważnie obsypywaniem brokatem słit gifów.
Walentynki ja? Że amerykańskie święto, że przeszczep? A ja się pytam, kto w mordę misie je przyjął? Durne nastolatki, które dupą kręcą, że to nie o to chodziło. Konstetowanie jest w modzie. A maruderzy poszczają się ze szczęścia kiedy dostaną jakieś życzenia czy przejaw sympatii. Zgniły zachód świetnie kontestuje dzień Świętego Walentego w uroczy i pozytywny sposób. Każdy każdemu, nie tylko swojej magicznej połówce. Rodzeństwo, rodzina, przyjaciele. Bo miłość to nie jest tylko li relacja partnerska. A zatem z okazji Walentynek życzę Wam pogody ducha i obyście znaleźli swoje szczęscie ;] To życzę Wam, których naprawdę lubię, a resztę niech szlag trafi ;P
Dwulicowość znanych twarzy rozchodzi się po plebsie. Nie tak dawno żegnaliśmy poetkę (cóż za znajomość twórczości - cytując raptem jeden wers z tylu wierszy, miliony fanów [Like] pożegnało poetkę, na której twórczość ledwo mogli patrzeć w ponadpodstawowej... eee teraz to chyba się pisze ponadgimnazjalnej), teraz będziemy żegnać bohaterkę skandali, użytkowniczki alkoholu i narkotyków. Ale nic to, miała głos. I podobno są ludzie, którzy jej słuchali. Tym współczuję. Ale reszta? Pędzi do sklepu i kupuje to tomik, to płytę. W zawstydzeniu? Z poczucia winy? Czy zwykłego owczego pędu, bo nie będzie można niczego napisać na fejsie? "Tego się nie robi kotu"? Chociażby z szacunku. Mam nadzieję, że jedną i drugą artystką, media i wydawcy zbyt długo nie będą wycierali swoich mord. Tak, tak. Wiem, po śmierci akcje artysty zwyżkują.
Nie ma jak częsta aktualizacja ;P Co my mieliśmy? Kolejne rozczarowania PO. O muj borze! Nieprawdopodobna, znowu źli przy władzy. Czeci raz z rzędu. No nie wiem jak Wy, ale gdyby ktoś mnie wybrał po raz trzeci to byłbym zajebiście hepi i miał całkowitą pewność, że mam we wszystkim rację.