środa, 29 listopada 2017

Fachowcy

Wyciągam telefon, by zrobić głupią fotkę i rozesłać znajomym. Na telefonie aż skrzy się od powiadomień. Emaile, smsy, czaty, ba! nawet ktoś był tak zdesperowany, że zadzwonił ;] Komunikat prosty - pomocy, drukarka odmówiła pomocy. Przeniosłem swą doczesną formę, czyli ruszyłem cztery litery w wyznaczonym kierunku.

Wszedłem. Zadałem kilkanaście pytań. Usiadłem do złoma zrobiłem. Zrobione. Dłużej szedłem niż to robiłem, między innymi dlatego nie zajmuję się tym. Ale o czym innym.

Zastanawiam się, jak funkcjonują firmy, które dostarczają usług z informatyki biurowej, po których pracownikach trzeba poprawiać. Dlaczego takie firmy i tacy ludzie mają w chuj zleceń, choć niczego nie potrafią. Nie trzeba być specjalistą w danej branży, żeby móc ocenić kompetencje takiego pracownika.

Poziom jaki prezentuje dzisiejszy specjalista w Polsce jest tak żenujący, że zastanawiam się czemu niektórzy z tego nieźle żyją, a niektórzy są przepłacani. Śmiać mi się chce, kiedy słyszę jakiegoś specjalistę, który wyzywa grupę "hipsterów" wchodzących w zakres jego kompetencji, by po paru miesiącach być nawet nie specjalistą, a mistrzem w branży.

Nie wiem czy niestety, ale cały czas trzeba się uczyć. I jeżeli mam coś do zrobienia oceniam wysokość zysków, jeżeli mi się kalkuluje siadam i się uczę, by umieć to zrobić. Wydawać by się mogło, że fachowcy powinni cały czas doskonalić swoją wiedzę i umiejętności.

wtorek, 28 listopada 2017

Dzień, jak co dzień

Ludzi na ulicach postrzegam jako jedną szaruoburą masę, która przelewa się bądź wyrzuguje z różnych miejsc. Skojarzenia mam iście fizjologiczne. W dodatku zdecydowana większość ubrana szaroburo - mężczyźni czarny, szary, granat, niebieski i z rzadka brązowy, kobiety identycznie... przy czym kobiety mają z reguły w swojej masie identyczne buty.

W moich oczach z masy wyróżniają się ludzie:
- ubrani w żywe kolory, lub odbiegających od przyjętego smutnego popielcowego kanonu;
- pewni siebie;
- choc to nie precyzyjne, bo atakują zmysł węchu a nie wzroku - śmierdziele (wszelkiej maści indywidua żyjący na rachunek społeczeństwa);
- oraz nie tyle co głupi, co głupio zachowujący się.

Dzisiaj spotkałem dziewczynę należącą do tej ostatniej grupy. Dość ciekawe, że ktoś kto przysłużył się bliźniemu pomówieniami, podkładaniem świń oraz innymi sposobami akceptowanymi w katolickim kraju, ucieka wzrokiem przed osobą, której zapewniła dodatkową "rozrywkę". Nie zauważyłbym owego dziewczęcia, gdyby nie kuliła się o mało nie wpadając na śmietnik. A wystarczyło iść, jak zawsze noga za nogą a ja tradycyjnie nie zwrócił uwagi.

poniedziałek, 27 listopada 2017

Nie było black friday, nie ma cyber monday

Black friday minął... Polskę szerokim łukiem. Nie będę tutał pisał jaka firma czy sklep miała pocieszne promocję, ale wspomnę o niektórych. Przypomnę, że sklep może zejść ze swojej marży 30% i nie wiele straci. A zatem:
- 20%, pod warunkiem zarejestrowania się w sklepie internetowym (udostępnienie swoich danych)
- 3 za 2, weź trzy produkty a za trzeci zapłacisz 1zł/gr
- 50% obniżki na towary objęte promocją (czyt. towar zalegający w magazynach, nieatrakcyjny na którym zalega od lat kurz)

Myślałem, że ludzie mają nieco rozsądku i przeszły im te propozycje chujowych promocji. Mnie też zabrakło rozsądku i nieopatrznie poszedłem zrobić zakupy... dziki tłum w sklepach mnie zaskoczył. Co prawda nie było tak dramatycznie jak to pokazywali w internecie, ale od samego patrzenia brakowało mi powietrza i przestrzeni. Jednak nie mogłem się powstrzymać i stanąłem przy kilku kolejkach i patrzyłem jakież to promocje skusiły ludzi. Okazało się, że w zasadzie żadna.

Wychodzi na to, że w Polsce słowo promocja - ma w dalszym ciągu tę magię, która zapala bezrozumny impuls do wydawania pieniędzy. Niżej podpisany też miewa tę słabość, jednak asortyment, który jest w promocji nie leży w graniach ani gustu ani zainteresowań.

Dzisiaj jest cybermonday - który niczym się nie różni od blackfriday.

Btw. jajka i masła nie były w promocji.

czwartek, 23 listopada 2017

Czarny piątek w Polsce nie istnieje

Czarny piątek w Polsce nie istnieje, chyba że trafi się nam jakaś tragedia. Tyle, że wówczas to nie ma nic wspólnego ze sprzedażą. Mega wyprzedaże przez rodzimych sprzedawców jest rozumiana jako "masowa sprzedaż towarów". W sklepach można trafić na upusty sięgające raptem 30% dotyczące żywności, odzieży i oprogramowania w pudełkach (pod warunkiem, że są polscy dystrybutorzy).

Inna sprawa ma się ze sprzedażą w internecie poza granicami naszego kraju. Tutaj w istocie można zaszaleć. Co prawda w granicach mieszczą się wyprzedaże software'u sięgające 90%, ale to zwykle oznacza, że za chwilę będzie nowa edycja, więc warto się dwa razy zastanowić przed zakupem.

W Polsce nie ma ani wyprzedaży, ani znaczących przecen, ani akcji w postaci czarnego piątku - wszystkie rabaty mieszczą się w marży jaką narzuca (a najczęściej jaką wcześniej wyliczył producent) sklep, marża to z reguły 30% wartości produktu. Zatem nie zacierajcie rąk, tylko zastanówcie się czy nie warto jakiegoś produktu kupić przez internet, poza granicami naszego "promocyjnego" kraju, bo często się okazuje, że nawet dodatkowym koszcie dostawy towar jest znacznie tańszy niż w promocji w polskim sklepie.

Dodatkowo warto zwrócić uwagę, że już w październiku obserwuje się wzrost cen, by później było z czego robić upusty, rabaty czy inne promocje.

Zamykają blog... o rajuniu!

Z okazji zamknięcia blogów na onecie, pojawiły się zajebiste tłumaczenia dlaczego je się zamyka. Rolę blogów przejęły portale społeczności...