Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z lipiec, 2013

Koncik kólturalny...

Kino:
Jeździec znikąd - nie jest to wariacja Piratów z Karaibów jak opisują to światli recenzenci. Westernem też go podobno nie można nazwać. Chociaż czemu nie? To w jaki nurt się wpisuje ów film? Od samego początku po sam koniec jest przygoda, osadzona w świecie Dzikiego Zachodu (spoko, Yul Brynner nie będzie strzelać).
      Nie wiem co można powiedzieć, by zachęcić do obejrzenia. W 150 minutach znalazło się wszystko co trzeba, bez zbędnych dłużyzn. Jest sporo dowcipu (sytuacyjnego, inteligentnego i tego głupiego); chwila refleksji oraz to co moim zdaniem jest największym atutem tej produkcji - panorama/przekrój, tego czym był czy raczej jak wyglądał Dziki Zachód (ale nie miejsce złudzeń, historycznym obrazem ani nie jest ani nie ma też pretensji do bycia takowym).
      Btw. nie warto czekać do końca napisów... on nigdzie nie dojdzie ;]

Minionki rozrabiają - niefortunne tłumaczenie tytułu pierwszej części, przyniosły zgniłe owoce w drugiej. Wydawało mi się, że twórcy nie mieli pomysł…

Ludziom wydaje się...

Ludziom wydaje się, że są chronieni, bo jest prawo, które na coś nie zezwala. Przypominam, że prawo nie zezwala na jeżdżenie samochodem po spożyciu alkoholu czy też parkowanie gdzie popadnie - a czy ono w tym zakresie przestrzegane?
      Oczywiście nie będę pisał o czymś tak trywialnym jak prawo, w końcu mamy demokrację (władzę ludu). A że nie potrafimy jako społeczeństwo z niej korzystać? Mamy przecież do tego prawo. Zanim jednak dorośniemy jako społeczeństwo obywatelskie, musimy zająć się prozą życia i zacząć myśleć o sobie jako społeczeństwie informacyjnym.

      Ludzie uważają, że jak czegoś nie robią to inni tego też nie robią... Tylko, że innymi mogą się okazać nasi znajomi. Wystarczy, że kolega lub koleżanka w radosnym uniesieniu wrzuci do sieci zdjęcie na którym po zakrapianej imprezie robicie coś wyjątkowo głupiego i możecie stać się bohaterem jakiegoś głupiego memu. Dacie radę i weźmiecie na klatę? Świetnie. A kiedy to będzie zdjęcie dziecka? Waszego dziecka? Pomijam …

Spokojna noc daje...

Spokojna noc daje kilka mozliwosci, ktorych nie oferuje halasliwy dzien. Mozliwosc rozmowy, glownie z samym soba ;]

      Kiedy oznajmiono, ze bedzie zamykana usluga blip, nie wykazalem z tego powodu smutku.

      Blip jako jedna w swoim czasie z nowych uslug miala najwiecej funkcjonalnosci jakie pojawily sie w sieciach spolecznosciowych. Po pierwsze szybkosc i elastycznosc jaka dal twitter, wzbogacona o walor graficzny - mozna bylo nie tylko podlinkowac grafike, ale ja zaladowac i wyemitowac w strumieniu wizualnie, podobnie jak funkcjonalnosc pozwalajaca na odtwarzanie streamingu bez potrzeby przechodzenia do serwisu hostujacego. Kolejna funkcjonalnosc, choc teraz oczywista, byla mozliwosc sledzenia osob, ktorych sie nie znalo - niby oczywiste, ale sporo Polakow dalej nie wie o twitterze, bo wiekszosc swoja przygode z serwisami spolecznosciowymi rozpoczelo od naszej klasy czy facebooku. O tagach nie trzeba wspominac... ale jednak trzeba, bo one staly sie jednym z wielu powodo…

Chamie! Trochę kultury zażyj!!!

Wolność i swoboda. W czynieniu niemiłego odpoczynku innym, a nawet pracy. To jest sport narodowy, przeszkadzać innym mieszkać. Naprawdę, nie da się siedzieć całą dobę ze słuchawkami na uszach. Stopery nie są aż tak skuteczne.
      Zatem spróbuję uaktualnić koncik kulturalny. Jak zaraz wyjdę i okażę swoje pokłady miłości temu kamieniarzowi od siedmiu boleści jak nic dostanę wyrok za wyjątkową agitację miłości wobec bliźniego.

Zen... cisza... zeeee... ku... ltury! Żesz do jasnej ciasnej!!!


Kino:
1000 lat po Ziemi - nie wiem czemu, ale wydaje mi się, że pisałem o tym filmie. Świetna produkcja science ficition. Co prawda fabuła jest równie rozbudowana jak we Władcy Pierścieni, z tą różnicą, że zamiast iść do dziury i coś zniszczyć to trzeba coś znaleźć. Jednak tutaj losy bohaterów mnie obchodziły. Tyle o fabule, a gdzie scifi? We wszystkim co się pojawia na ekranie. Wykorzystany motyw mistrz i ucznia pozwala na tłumaczenie specyfiki urządzeń, ale na szczęście na tyle, ile jest to …

Jak się zwykło mówić...

Jak się zwykło mówić, "czytam i nie wierzę". Naczelny polski hejter, boski mizogin, po prawdzie też mizantrop (ale zdania są podzielone) został specjalistą walczącym z hejtingiem. Co ciekawe, twierdzi, że trzeba to zdusić w zarodku.
Nie ma co się dziwić. Konkurencję trzeba eliminować.

      A na swoich blogaskach ani mru mru. Nie wolność słowa, tylko wolność kasy rządzi, bo sponsorzy trzymają krótko smycz.

      Żyjemy naprawdę w ciekawym kraju, że tacy ludzie zyskują poklask. W sumie słusznie, skoro bydło pragnie poganiacza z batem to sami go sobie wybierają. Ten hejter ma jedną zaletę, obraża wprost swoich wielbicieli (i w pełni na to zasługują).


      Tylko proszę wszystkich władców mediów, żeby nie stawiali mnie w jednym szeregu z tym osobnikiem.

Wczorajszego poranka chciałem machnąć kawałek...

Wczorajszego poranka chciałem machnąć kawałek czegoś co leżało koło muzyki (przynajmniej na dysku twardym). Średnio mi to wyszło. W chwili kiedy wyklarowała mi się koncepcja co i jak połączyć i co tam zepsuć... Program się powiesił. No tak, to musiało być tragiczne. Drugie podejście zniweczył mi hałas za oknem. I nie, to nie HGW z młotem pneumatycznym przepychała rynny, ani nie trzymała kilka psów na balkonie, ani też nie cięła "marmurów", które później wtórze przekleństw nie przyklejała na silikon czy na inne badziewie do ściany...

      Odpuściłem sobie. Na youtubie skorzystałem z gotowych muzyczek. Bardziej do obrazków pasowałby mi jakiś jazz, ale to co jutub miał do zaproponowania... to wypić i zapomnieć.

      Wczoraj poturlałem się do Lublina. Tutaj wideło, tutaj zdjęcia.

      Parę dni wcześniej do Kazimierza Dolnego (wideło i zdjęcia).

      Niby coś miałem napisać o tym, jak zajebiście mieszka się w dużym mieście, ale trudno się skupić przy hyphopie za oknem p…

Dzisiaj byłem lepiej przygotowany...

Dzisiaj byłem lepiej przygotowany. Nasmarowany zawczasu. Z powodu dużej dawki promieni UV za oknem wypacany byłem dodatkowo kremem z UV. I to też nie wystarczyło. Kolano jedno w porządku, drugie trochę mniej, ale turlam się przed siebie. Doturlałem się. Po godzinie stwierdziłem, że przydałby się jakieś ćwiczenia (ot, powód, by wpaść na siłownię pod chmurką).

      Turlam się. Pięć minut... Dziesięć... Piętnaście... I nie wytrzymałem. Spierdzielałem w podskokach. Myślałem, że zostanę zeżarty przez te suki w całości. A one poglumią i wyplują. W mordę XX Zabrakło mi jakiegoś spreja przeciw komarom. Ale obawiam się, że przy tej temperaturze z tymi wszystkimi chemikaliami na sobie (niby dla zdrowia i ochrony) stanę się żywą pochodnią ;]

Od jakiegoś czasu otrzymujemy komunikaty...

Od jakiegoś czasu otrzymujemy komunikaty, że to jakiś serwis się zamyka. Albo, że jakiś jest przez kogoś kupowany.

      Instagram kupiony przez Facebook. Blog przez Onet. Tumblr ma być kupiony przez Yahoo. Blip jest zamykany. Google Reader już zamknięty. Spokojnie, nie po raz pierwszy nie po raz ostatni. W końcu i tak jesteśmy wierni markom, nie?

      Co się zmieniło? Dużo. Przez kogo? Przez ludzi.


      Od początku. W latach 90tych, kiedy jeszcze macałem się z linuxem, powstała potrzeba zrobienia czegoś. To coś to było umożliwienie nietechnicznym dostępu do sieci. I nie wiem jak się to stało, że pojawił się w ogóle "autor" koncecji WEB 2.0 - ale cóż historię piszą zwycięzcy. Ale WEB 2.0 ma bardzo wielu autorów i bardzo liczne projekty, czasem tak pokraczne już na etapie koncepcji, mają dzisiaj wpływ na cały świat.

      Wówczas nikt nie patrzył na użytkowników jak na towar, który można sprzedać (vide Facebook). Patrzono na ludzi, ktorzy mogą wnieść do sieci swoje pa…

Jak co rano poszedłem...

Jak co rano poszedłem policzyć śpiące kaczki. No dobra, nie tak rano. Dupy zrywać, by iść na kije aż tak bardzo mi się nie chciało. Sprawdziłem pocztę. Łaskawie nie odpisałem. Oznaczyłem spam. Poczytałem książkę. Dobiła piąta.

      Obejrzałem kawałek serialu. Pff... Wziąłem prochy. Dobiła szósta. TADA!

      Mogę bezkarnie wszystkich obudzić. Wyskoczyłem na kije. Idę... idę... idę... aż jak mnie nie pierdolnie szczęście.

      Miałem poniższą scenę z Ace Venturą przed oczami. Tylko ciutkę niżej, nie w udach, ale w kolanach. Myślałem, że żywcem mi kolano spłonie. Jakiś potwór się wykluje albo jaka inna bestia.



      Patrzę na te swoje cholerne kolana. Nic. Nic pulsuje. Nie zmienia koloru... A płonie.

      Iść przed siebie. Iść... nie kuleć, ani na prawą ani na lewą... Doczłapałem do domu. W zamrażalniku czekało na mie wybawienie. Włączam stoper, co by tych choler dla odmiany nie przeziębić. Maście oraz inne gluty jak u znachora. I tada! Kurwa przestało płonąć. Dzień, kurwa, do…