Przejdź do głównej zawartości

Koncik kólturalny...

Kino:
      Jeździec znikąd - nie jest to wariacja Piratów z Karaibów jak opisują to światli recenzenci. Westernem też go podobno nie można nazwać. Chociaż czemu nie? To w jaki nurt się wpisuje ów film? Od samego początku po sam koniec jest przygoda, osadzona w świecie Dzikiego Zachodu (spoko, Yul Brynner nie będzie strzelać).
      Nie wiem co można powiedzieć, by zachęcić do obejrzenia. W 150 minutach znalazło się wszystko co trzeba, bez zbędnych dłużyzn. Jest sporo dowcipu (sytuacyjnego, inteligentnego i tego głupiego); chwila refleksji oraz to co moim zdaniem jest największym atutem tej produkcji - panorama/przekrój, tego czym był czy raczej jak wyglądał Dziki Zachód (ale nie miejsce złudzeń, historycznym obrazem ani nie jest ani nie ma też pretensji do bycia takowym).
      Btw. nie warto czekać do końca napisów... on nigdzie nie dojdzie ;]

      Minionki rozrabiają - niefortunne tłumaczenie tytułu pierwszej części, przyniosły zgniłe owoce w drugiej. Wydawało mi się, że twórcy nie mieli pomysłu co zrobić z sukcesem, który zastał ich przy pierwszej części i postanowili upchnąć fabułę w tytułowe Minionki (żółte stworki pracujące dla arcyzłego Gru). Plakaty też nie pomogły, na których żółciło się do utraty tchu. Jakież było moje zaskoczenie, kiedy okazało się że Minionki dzielnie dzierżą drugi i trzeci plan nie wbijając się na pierwszy. Historia jest w dalszym ciągu o Gru i jego trzech adaptowanych córkach.
      Zdecydowanie polecam. Na sali słyszałem duszących się ze śmiechu ludzi... Po chwili ich już nie usłyszałem, gdyż sam ich swoim rechotem zagłuszyłem.

      Frances Ha - nie spodobał mi się ten film. Nie ratuje go fakt, że codzienność ujarzmiono w czarnobiałych obrazkach. Nie nadało temu ani grama sztuki czy poczucia towaru z wyższej półki (chociaż jak czarnobiały "ambitny" film to musi być Paryż... i jest Paryż).
      Historia dziewczyny, która przyjechała z miasta do większego miasta. Obija się po wynajmowanych mieszkaniach, próbuje realizować swoje zainteresowania (bo trudno nazwać to pasją). Dialogi jak w życiu, płaskie i nieciekawe. Frances nie ma nic do powiedzenia, ani do zaoferowania. Nie jest też szczególnie nastawiona na odbiór (w sumie dobrze, bo żadnego Yody się nie uwidzi). W filmie pada zdanie, że Frances jest "nieogarnięta" co najlepiej opisuje jej postać (niesamowite, ale jedno słowo oddaje cały charakter postaci). Nie ma dramatu, nie ma niczego co by na chwilę wyciągnęło mnie z agonii nudy, która mnie toczyła podczas seansu. I gdyby choć na koniec zginęła marnie można byłoby coś z tej produkcji więcej wyciągnąć. Ale pewnie o to chodziło, żeby pokazać coś co zachodzi w społeczeństwie na przykładzie jednej osoby.
      Zapewne raj dla socjologa.
      Dla muzyki Davida Bowiego warto zostać do końca napisów, ale nie wiem czy warto męczyć się cały seans dla listy płac.

      Obecność - była sobie para, która prowadziła różne badania w temacie nadprzyrodzonym. Para to nie H20 tylko Edward i Lorraine Warren. Jest to na tyle istotne, że na podstawie ich dochodzenia powstała książka Amityville Horror... która stała się kanwą dla historii i należącą obecnie do klasyki Horror Amityville (1979) ;] Ten obraz i nieco późniejszy Poltergeist (1982) stanowią bazę dla tej produkcji. Oczywiście wielbiciele gatunku zobaczą też Ptaki (1963) i Egzorcystę (1973)... od biedy można też wmontować Laleczkę Chucky (1988). Co zatem dostaje widz oprócz odgrzewanych kotletów? Na pewno nie dostaje "historii na faktach". Kawał niezłego horroru z dwoma poważnymi mankamentami. Pierwszy to "uhu wyskoczę i cię przestraszę", drugi to upiorne zjawy, nie wiem czemu Amerykanie tak uwielbiają nadmiar makijażu na twarzach aktorów odgrywających upiory, że niby im czegoś brakuje.
      Nie polecam ludziom, którzy dostają zawału na sam dźwięk skrzypiących drzwi ;] Srlsy.

      RED2 - zgredzi znów w akcji. Na mój gust warto zapoznać się z pierwszą ekranizacją (RED 2010) komiksu. Świetna komedia z interesującą obsadą: Bruce Willis, John Malkovich, Mary-Louise Parker, Catherine Zeta-Jones, Lee Byung-hun, Anthony Hopkins, Helen Mirren, Dean Parisot. Same nazwiska powinny być wystarczającą przynętą. A jeżeli dla kogoś to za mało to na dostawkę otrzyma nieprzyzwoitą dawkę strzelanin, spisków oraz bezpośredniej konfrontacji. No ciutkę przesadziłem. Nie samą akcją widz żyje, znalazło się też trochę miejsca na interesujący scenariusz.

      Bezpieczna przystań - tego filmu nie obejrzycie w kinie. Chyba, że będziecie mieli szczęście, tak jak ja. Czemu szczęście? Kojarzycie telewizyjne produkcje, które są dreszczowcami o scenariuszu: ona piękna i młoda, ale po przejściach i ma tajemniczą przeszłość; on - kochający ojciec, boleśnie przeżywający śmierć ukochanej żony; ją i jego zetknął los... coś zaiskrzyło i możemy o tym obejrzeć film ;]
      Chyba pierwszy raz miałem przyjemność obejrzeć taką produkcję w kinie. Dobrze się stało. Nie mogąc wstać i zrobić sobie herabty czy kanapki nie przerwałem sobie projekcji. W końcu to lekki film i takie tam. A dałem się normalnie uwieść, ogranymi emocjonalnymi chwytami, dałem się wciągnąć w historię, która w telewizorze zaabsorbowała raptem część mojej uwagi. Nie wiem jak w telewizorze, ale magia kina zdziałała cuda.

Książki:
      Grillbar Galaktyka - męczyłem, męczyłem i wymęczyłem. Nie wiedziałem, że jest to w ogóle możliwe, ale jest pseudo space opera. Bez polotu, wykorzystująca elementy popkulturowe ze światowej fantastyki Obcy, Diuna, Gwiezdne Wojny. Rozumiem, że miała to być rozrywkowa literatura, nie aspirująca do miana poważnej literatury. Ale coś co zostało uhonorowane nagrodą Zajdla przynajmniej mogloby stwarzać takie pozory.

      Czy istnieją w Polsce pisarze fantastyki, którzy nie uprzykrzają swoim czytelnikom lektury swoimi prawicowymi sympatiami? Mam wrażenie, że jestem dosłownie okładany podczas lektury rodzimych autorów hasłami "to jest be" "tamto jest be" "to jest cacy". No tak. Lemowi też się zdarzyło i paru innym też. Ale do jasnej ciasnej nie wszystkim! A jak popatrzeć na pisarzy romansujących z polityką o prawicowym kolorycie, która przy bliższym kontakcie razi czerwienią bardziej niż w obozach fanów Marksa i Engelsa. Ale to chyba wynika z konceptu - scifi "hurra radośnie, razem w gwiazdy pomimo różnic, dokopiemy wszystkim obcym" - fantasy "hurra za zabobony, króla i jego brzydką córkę a kto nie znami ten na gałęzi zawiśnie". Przyznam, że mię to nieco znudziło.

      Badania terenowe nad polskim seksem - jest to zbiór reportaży (dla porządku poniżej spis)
   Badania terenowe nad seksem grupowym - Jakub Janiszewski
   Antropologia płatnego seksu - Marta Szarejko
   Rozmowy o pożądaniu - Adam Szary
   Seks dzikich zwierząt - z dr. warszawskiego zoo Andrzejem Kruszewiczem rozmawiał Wojciech Staszewski
   Polak w gabinecie seksuologa - z seksuologiem i ginekologiem Tomaszem Leonowiczem rozmawiał Wojciech Staszewski
   Kobiece porno - z edukatorką seksualną Alicją Długołęcką rozmawiała Magdalena Grzebałkowska

      Chciałem skrytykować te teksty. Później dotarło do mnie, że publikacja ta, nie była adresowana do mnie. Adresatami są ludzi, którzy boją się pytać, a czasami też o tym rozmawiać. Z wiedzą na temat seksu nie rodzimy się. Nabywamy ją przez całe życie. Zatem zamiast tylko narzekać skupię się na pyzytywach.
      Trzy pierwsze teksty spokojnie można pominąć. Pierwszy traktuje o swingersach. Jest to chaotyczny zlepek wywiadów przeprowadzonych z ludźmi z określonymi potrzebami.
      Drugi to przedruk opinii z forum, na którym są oceniane prostytuki ze względu na jakość świadczonych usług (z jednego wpisu dowiedziałem się, że w Polsce prostytucja jest nielegalna - miałem nieodparte wrażenie, że coś mnie ominęło).
Trzeci o ciemnej stronie bycia księdzem, który odczuwa popęd seksualny. No straszne.
      Seks zwierząt był interesujący ;] Są też detale. Miałem przyjemność wielokrotnie uczestniczyć w spotkaniach z panem Andrzejem Kruszewiczem. Tekst wart uwagi, choć lepiej słuchać na żywo dyrektora warszawskiego zoo co ma do powiedzenia.
      Wywiad z seksuologiem jest niemalże instraktużowy. Wyjaśnia czym zajmuje się seksuolog i na czym polega różnica między psychologiem.
      Przy kobiecym porno okazało się, że nie jestem specjalistą od pornosów (smuteczek). Poznałem ciekawy pogląd na główny nurt pornosów i zrozumiałem, że nie dorosłem do rozmów o wizualnych stymulacjach płci przeciwnej (ponownie smuteczek).

Wystawy:
CSW Zamek Ujazdowski.

      Ekspozycja Muzeum zamku i szpitala wojskowego na ujazdowie. Sala w której odpalone wideo w żółwim tempie prezentujące zdjęcia o wojskowym szpitalu. Dałem radę przez pięć minut. Na ścianach kopie zdjęć z terenów na którym ZU. W drugim pomieszczeniu wyeksponowane różne akcesoria związane z funkcjonowaniem szpitala: strzykawki, igły, pudełka po lekach, parę fotografii.

      Wystawa Razem / Osobno wideoprojekcje. Szczerze, czasam mam wrażenie, że tylko dyplom ASP świadczy o tym, że to co robi dany człowiek jest sztuką. Uciekanie się do techniki jest tylko próbą zamaskowania braku warsztatu rzemieślnika. Być może o to w tym chodzi. Przedstawiona koncepcja kompletnie mnie nie przekonała.

      Wystawa Samolub według mnie najciekawsza. Prawdopodobnie ze względu, że przekrojowe czyli wyselekcjonowane prace Olafa Brzeskiego. Możliwość umiejscowienia odbiorcy w takim punkcie jaki mu odpowiada, a tym samym swobodę interpretacji to lubię. Jedynym zgrzytem, który odwiódł mnie od zaplanowanej koncepcji był rysunek... i rzeźba "pinokia" ;]

      Wystawa In Memory. Jak wspomniałem wcześniej, technika z dyplomem ASP tworzy sztukę. Bywa. No cóż, ale w tym przypadku miło wiedzieć, że szalejąc z projektorami stworzyłem dzieło blisko dekadę temu.

Komentarze

Mnie "Grillbar..." podpasował. Lekki, wartki i dość smakowity kąsek (nie mogłem się powstrzymać od kulinarnych skojarzeń). I nie powiedziałbym, że aż tak bez polotu zupełnie. Niektóre motywy były dość patologicznie wyłożone i dla człowieka trochę obytego z popkulturą zbyt oczywiste, ale całość wciąż sprawiała na mnie dobre wrażenie.

A co do dość oczywistych nawiązań do naszego świata, cóż zrobić... Wydaje mi się, że niektóre spostrzeżenia co do Unii Europ... tfu! Unii Międzygalaktycznej dość trafne były - bez względu na pochodzenie z lewego czy prawego skrzydła Galaktyki.
bagienny pisze…
To nie są nawiązania. Są to wprost napisane pretensje autorki odnośnie unii. Opis mechanizmów (śmiech na sali) funkcjonowania bezdusznych biurokratycznych machin były opisywane raz po raz i każdy w Polsce musiał się zetknąć przynajmniej z Bułhakowem, Czechowem czy Kafką.
Oczekiwałbym po współczesnej, wykształconej pisarce czegoś autorskiego, a przede wszystkim inteligentnego. Mógłbym pominąć poziom tej krytyki, która niczym się nie różni ona od politycznej propagandy. A jako czytelnik obrywałem ją za każdym razem. Jestem stary i takie chwyty nie zakodują we mnie odruchu pawłowa i będę reagował wysypką na słowo "unia".

Nie byłem nawet zdziwiony jednostronnością podejmowanego tematu. Krytyka unifikacji sposobu żywienia (czy choć ktoś poświęcił parę minut, by zrozumieć do czego dąży ta unifikacja) w tej formie jest całkowicie zrozumiała. Nie zrozumiała dla mnie jest sytuacja kiedy pisząc ten gniot zapomina się o przerażającym światku gastronomicznym i przemyśle żywieniowym, który zastała unia i pomimo regulacji dalej w najlepsze funkcjonuje. Jakoś zabrakło pomysłu i pióra na to, by opisać cały ten szajs. Tematów jest tyle, że obawiam się, że zamknęłaby problematykę w cyklu. Wyszłaby wówczas gastronomiczna wersja Szpitala kosmicznego.

Brakuje też szerszej perspektywy. Dzisiejszy świat jest nieco bardziej skomplikowany niż fakt, że unia jest wrogiem samym w sobie. Tego akurat nie oczekiwałem po lekturze, która miałabyć być li tylko rozrywkową.

Oczekiwałem rozrywki, a nie manifestu poglądów autorki. Współczesna polska fantastyka jakoś nie potrafi żyć w oderwaniu od naszej polityki. Rozumiem wtrącenie tu i ówdzie, ale nie rozumiem tak bezczelnej agitacji od pierwszych stron książki.
Widzę twarde jest Twoje stanowisko. Moją wadą jest to, że jestem bardzo wyrozumiały i szukam plusów wszędzie. Dlatego też w "Grillbarze" nie skupiłem się na agitacji, ale całkiem dobrze się bawiłem podczas lektury. Ale żeby nie było - antyunijna propaganda nie przeszła niezauważona, tylko odstawiłem ją na bok.
bagienny pisze…
Gdyby to była jedna kwaśna malina, może bym nawet nie wspomniał. Ilekroć sięgam po najnowszą polską fantastykę obrywam od autora jego politycznym ideolo.

Swoją drogą mógłbyś coś polecić?
Książkę męża pani Kossakowskiej czytałeś? Chodzi mi oczywiście o "Pana Lodowego Ogrodu" Jarosława Grzędowicza. Tam też mamy trochę przemyconego ideolo autora, ale to naprawdę całkiem dobra rozrywkowa fantastyka.

Wspomniałeś o "Szpitalu kosmicznym" - już któryś raz z kolei natykam się na tę książkę, a muszę się przyznać, że nie czytałem. Postaram się teraz w wakacje to nadrobić:)
bagienny pisze…
Łorany toż to cztery tomy. Wystarczy jeden czy akcja jest rozplanowana na cykl?

Szpital jest autorstwa Jamesa White'a - pionier gatunku, może trącić myszką. Jeżeli Ci się spodoba, masz cały cykl przed sobą, jeżeli nie - to pierwsza część jest samodzielna.
Możesz spróbować jeden tom, ale raczej będzie ci się chciało przeczytać całość - rozdzielone to jest tylko chyba po to, aby było więcej egzemplarzy:)
Obczaję ten "Szpital..."
ojerzah pisze…
o rany, nie próżnujesz :D
bagienny pisze…
Się opieprzam na całego.

Popularne posty z tego bloga

Recepta online

Za młodu człowiek wyczyniał mnóstwo głupot. Zwłaszcza tych ekstremalnych. Przeskoczenie płotu 150 cm w biegu, wbieganie na drzewo czy przemykanie po dachach. Ale na starość zaczynają dobijać różne kontuzje... a tym śmieszniejsze są, że kontuzje nabyte podczas normalnego funkcjonowania. Do dzisiaj nie mogę się nadziwić, że wystarczy potknięcie, by spieprzyć sobie przyjemność z życia. Nawet pijana baba za kółkiem, która bardzo sie starała wypisać mnie z listy żyjących, raptem spieprzyła mi jedno lato.

Tym bardziej wkurzające jest, że pomimo, w miarę racjonalnego dbania o zdrowie potrafi coś jebnąć co jest w genach. A potem te pigułki... Nie zapominam o ich wciągnięciu, ale konsekwentnie zapominam, zapisać się do lekarza, by dostać nowe. Dzisiaj przyszła mi w sukurs technika. Zamówiłem leki via inet. Zero czekania na wizytę. Zero siedzenia w przychodni. I jeszcze zadzwonią, żeby receptę odebrać. Jeszcze chwila a dostanę receptę elektronicznie a w aptece machnę internetem rzeczy NFC i aut…

Darmowe nauczanie

Czasem z jakiś powodów jestem zmuszony uczyć. W zasadzie nie jest istotne co jest przedmiotem nauczania, istotny jest obiekt, który ma się czegoś nauczyć. Istnieje takie przekleństwo „obyś obce dzieci uczył”. Kiedy je poznałem nawet nie zdawałem sobie sprawy jak brzydkie i wredne jest to przekleństwo.

Obiekt, który ma być uczony, zwykle jest pod przymusem. Może nie najlepsza motywacja, ale ja to nie szkoła i ocen nie wystawiam.  Pomijam zdolności przyswajania, bo z mojej praktyki to wszystko zależy od uczącego i chęci z drugiej strony. Jeżeli tej chęci nie m, nie ma siły, by ktoś się czegoś nauczył.

Zauważyłem też, że osobniki młode są wyjątkowo oporne na wiedzę. Zwłaszcza w obszarach wiedzy, które są przypisywane dla młodych. Dla czytających moje wypociny nie muszę tego tłumaczyć, bo niemal każdy z Was miał do czynienia z żółtodziobami nie mającymi o niczym pojęcia, z błędnym poczuciem zajebistości. Żeby nie było, istnieją starsze osobniki, które nauczyły się czegoś 30 lat temu i uwa…

Spinner

Ludzie to dziwny twór. Lubią nienawidzić. I żeby nie było, że to tylko nasza polska domena narodowa. Wystarczy czytać co boli naszych towarzyszy za oceanem.

Nigdy nie mogłem zrozumieć, dlaczego ludzie hejtują #selfie i #samojebki. Srsly. Być może, nie rozumiem tego, bo sam uprawiałem samojebki nim powstała na nie moda. Sporo zdjęć wykonanych aparatem z łapy samemu sobie. Aparatem na kliszę. Robi ktoś sobie zdjęcie, ma selfie sticka i ci to przeszkadza? Idź do lekarza. Może jakaś żyłka w dupie jest zbyt napięta. Ale to tak przy okazji, bo tematem dzisiejszego wpisu na blogasku jest łożysko :D

Od dłuższego czasu na zachodnich heheszkowych portalach rozsiewa się informacja o jakimś intelektualnym raku. Jest to spinner. Temat mnie nie obchodził i za bardzo nie wiedziałem o co chodzi i srsly głupota i hejt średnio mnie interesuje. Wiedza przyszła, sama i nie proszona. Otóż spinner się kręci i nic więcej nie robi i to jest mega głupie. Naprawdę?

No cóż... pamiętam:
- plastikowe rury, którym…