Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z lipiec, 2012
PRL był i minął. Kiedyś była własność wspólna, a teraz?
      No właśnie. Kiedyś przynajmniej według przepisów było coś naszą własnością wspólną. Jako, że jako naród nie byliśmy zbyt pokorni (o dziwo dawaliśmy sobie świetnie radę kiedy byliśmy pod zaborami - lepsi zarządcy?), burzyliśmy się również na ową własność wspólną i tak nam zostało.

      Nie tak dawno prawicowe pisemko zaczęło się rozpisywać o tym co to jest leming i jak go można rozpoznać. Zabawne jest to, że opisali moich znajomych mających poglądy prawicowe. How sweet. Powiedzmy, że rozgorzała debata w mediach (temat zastępczy, bo po cóż pisać o naszych "wspaniałych" politykach, który przepychają w sezonie ogórkowym świetne ustawy np. o zakazie publicznych zgromadzeń - prawo o zgromadzeniach). I się okazuje, UWAGA!, że młodzi ludzie są egoistami, że patrzą na partykularny interes i mają w poważaniu własność wspólną. To naprawdę jest ironiczne. Ci sami, którzy są u steru niezmiennie od dwudziestu lat utrudni…
Od kilku lat polscy, pożal się szatanie, fachowcy pracujący w różnej maści periodykach i serwisach poświęconych tematyce komputerowej plują z lubością na microsoft. Dosłownie rzygają komentarzami jaki to microsoft jest zły i beznadziejny. Ci sami, zaznaczam, CI SAMI używają jednego z faktycznie najgorszego produktu microsoftu czyli z xboxa, którą konsolą nie był i nie jest.

      "Fachowiec", który recenzując produkt skupia się na opakowaniu w kilku akapitach, a punkt odniesienia dla testów są gry jest gówno wart i tyleż są warte jego słowa.

      Kompletnie nie rozumiem tej debilnej nagonki. Wkrótce (czyli za trzy miesiące) ma pojawić się w sprzedaży Windows 8. Powiem tak, przy tych wszystkich komentarzach, opiniach fachowców i innych niedorobionych "dziennikarzy" wiem jedno. Będę stał w pustym sklepie, gdzie kupię swój egzemplarz Ósemki.

      Wiadomość napisana w notatniku pod windows vista, zainstalowanym 5 lat temu. System, który według tych samych facho…
Od przyszłego roku nie trzeba będzie biegać z papierkami do lekarza celem udowodnienia, że człowiek jest ubezpieczony. Nie trzeba będzie stawać na głowie i stresować księgowych, pamiętać, że jest to potrzebne... Ale... Rzeczywistość jest nieco inna. W niektórych przychodniach jest prowadzona polityka "płatne z góry", w innych klient ma 7 dni na dostarczenie dokumentu zaświadczającym o jego ubezpieczeniu. Placówka medyczna będzie mogła to zweryfikować przez internet. No wielkie łał. I świetnie. Tylko dlaczego nie wprowadzono tego 20 lat temu?
      Cała heca ma kosztować 77 000 000 zeta.
      Mam nadzieję, że sam zainteresowany będzie miał możliwość sprawdzenia czy przypadkiem jego rezolutny pracodawca nie postanowił na czymś przyoszczędzić.

      Zastanawiam się dlaczego polski obywatel musi biegać od urzędu do urzędu, żeby móc zweryfikować swoje dane lub o czymś się dowiedzieć. Internet mamy już brykający od lat. Wprowadzenie tego, poprawka sukcesywne wprowadzenie c…
Plagiat – zło! Było o tym, jednak nie z pierwszej linii frontu. Trudno zresztą się dziwić końcowemu oświadczeniu. Zaufanie współpracowników, a co ważniejsze zaufanie czytelnik zostało nadużyte.
W ubiegłym roku dojrzałem do tego, by rozpocząć romans z e-książkami. Romans nie należał do przyjemności, były wzloty i upadki. Głównie upadki. Próbowałem rozpoznać rynek. To co wówczas miał do zaoferowania nie powalało na kolana ani ofertą ani dostępem ani ceną. W tym wszystkim wiódł prym wielki nieobecny na polskim rynku kidle firmy amazon. Fenomen tego urządzenia jest podobny do fenomenu apple. Jest on adresowany do ściśle określonej grupy, w której nie ma Polaków. Amazonu nie ma w Polsce, i choć czekam na chwilę kiedy wejdzie na nasz rynek i przejedzie się po rodzimych wydawcach pokazując mu co to znaczy konkurencyjny rynek, to osobiście sam sklep mam w głębokim poważaniu. Po pierwsze, określone produkty nie były dystrybuowane na terenie Polski (ban m.in. na gry i programy komputerowe). Po drugie, nawet jeśli kupisz produkt i to legalnie, to nie masz co liczyć na OBOWIĄZUJĄCE PRAWO w UE i możesz pożegnać się z gwarancją - produkty amazon są sprzedawane lokalnie UPDATE podobn…
Napisałem o tym, że na jutubie nie ma ludzi zajmujących się kontentem. Przynajmniej takich, którzy by reagowali. Ok, nie napisałem. Bezrefleksyjnie rzuciłem pytanie w eter ;] Mamy odpowiedź. Imię i nazwisko z konta gmail. Cud, miód i orzeszki. Więcej na antywebie. Nie wiem jak to wyglądało wcześniej. Moje konta gmail zostały na siłę powiązane z kontem jutubowym z wymuszoną nazwą konta, wówczas nikt nie zaglądał mi do dowodu. Zastanawia mnie jak wygląda sprawa w krajach w których nie ma dowodów osobistych. Jak obywatele tych państw są postrzegani przez takie serwisy.

I druga sprawa. Co prawda podejrzewałem, że Maciek będzie pierwszy z wywiadem z ludźmi od projektu Żarko, ale pomyliłem się. Tutaj wywiad natemat.
Może ktoś mi wyjaśnić... Ridley Scott, człowiek, który nie cierpi fantastyki zrobił trzy zajebiste filmy z gatunku: Alien, Blade Runner i Legend robi coś takiego jak Prometheus i mówi, że to nie ma nic wspólnego z Obcym, mimo że, cała heca opiera się na wątkach z Alien: Ressurection i androidowych wątkach z Alien? O Lexx nie wspominając, na końcu filmu brakuje jeszcze żywego trupa i frajera jako kapitana statku.
      Czuję się jak w South Park, chcę by mi Ridley Scott oddał 16 zeta, które wydałem na ten bzdurny film. Zatytuowałbym go "Poszukiwacze zaginionego moheru".

      Swoją drogą interesujące doświadczenie współegzystować z innymi, którzy nie inspirują a demotywują do jakiegokolwiek funkcjonowania.
O Grażynie Żarko dowiedziałem się od Maćka vel MediaFun. Uściślając na jego blogu. Sam prawdopodobnie temtu bym nie rozkmninił, bo moja obecność na jutubie ogranicza sie do wrzucania głupot, a oglądanie głupot pozostawiam innym. Na jutubie trafiłem kiedyś na gościa, który wskazywał z zapamiętaniem na idiotyzmy zawarte w biblii. Trudno było się oprzeć i nie wysłuchać go do końca, ale poprzestałem na dwóch klipach. Widząc u Maćka Grażynę Żarko stwierdziłem, że oszołomów nie brakuje. Jego komentarz był dla mnie nieco dziwny, że to podpucha i powątpiewa w brak ingerencji/udziału w tym szoł innych osób. Co też znajdziecie w podlinkowanym poniżej materiale.
      Sam nie mam w zwyczaju czytać cudzych komentarzy. Co najwyżej opsikam lub strolluję wpis i do tego nie wracam (zazwyczaj). Było tak i tym razem. No z drobną różnicą, że nawet nie skomentowałem.

      Zobaczywszy the making of Grażyny Żarko uderzyło mnie to co pewnie MF zobaczył wcześniej, tę bezrozumną reakcję masy gówniarzy …
Statystyki są w gruncie rzeczy fajną sprawą. Można uzyskać wiele interesujących informacji. Ale z drugiej strony w odpowiednich rękach, przy wszystkich możliwych wskaźnikach (nowomodnie z angielska indicators) można porażkę zaprezentować jak zwycięstwo. To nie musi być suchy fakt, że przegraliśmy. Lepiej. My wygraliśmy, bo zyskaliśmy więcej x punktu względem poprzedniej statystyki. Przy często olewa się więcej.
      Co oznacza dla przeciętnego obywatela słowo statystyka. To, że poszło coś o 60% w górę. Teoretycznie dla większości do policzenia w głowie, czyli połowa ceny plus coś tam. Ale kiedy mówimy o procentowym przedstawianiu cen, to serwisy informacyjne lubują się w podawaniu takich bzdurek "coś zdrożało o 75% względem wczorajszej podwyżki, która wynosiła 60%". Jak to większość odczyta. W dwójnasów. To, że coś zdrożało o 75% z (czyli wczorajszy wynik X+60% i z tego liczmy) lub że coś zdrożało 75% od podstawy (czyli od x).
      Język jest wrednym tworem i wymaga …
Kilka dni temu miałem chwilę na to, by przysiąść do tzw. sieci społecznościowych. Niezmiennie od kilku lat pewnym mię zdumiewem okrywa fakt, że owe sieci cieszą się popularnością. I w końcu istnieje też zwyżkowy trend dla systemów typu android (jak wyjdę w końcu poza gingerbread, może zmienię zdanie) czy ios, gdyż nie wymaga od użytkownika jakiejkolwiek refleksji poza bezmyślnym klikaniem. Skoro klikanie to można się poonanizować krótkimi komentarzami. Świetnie od jakiś dwóch lat wpisuję się w ten trend. Choć nie zwyżkuję personalnie, to prowadzone przeze mnie fanpejdże pną się sukcesywnie do góry. Pomijając, że nie prowadzę ofensywnych kampanii, ani też nie bronię się przed ewentualnym odpływem ocenę swoich działań postrzegam pozytywnie.

      Jak na razie pod względem kontentu znajduję się bardziej w G+. Z tym, że mam tam tylko dwoje znajomych. Co w porównaniu z ilością generowanego materiału porównawczego na fb wygląda komicznie. Nie mówiąc już o jakości a przede wszystkim sz…
Dzień rozpoczyna się gdzieś koło 3 nad ranem. Wtedy to ptaszyska wszelkiej maści zaczynają napierdalać swój letni koncert. Gdzieś w okolicach 7 firmy, których skąpi właściciele prowadzą działalność gospodarczą w mieszkaniu informują innych, że mają telefon komórkowy i "kurwa niech se w chuja nie leci, bo mu przyjebie". Do koncertu dołącza się fundacja na rzecz jakichś popierdolonych ludzi, którzy od rana do nocy potrzebują pomocy, afiszując to w dB. Koło godziny 10 zaczyna się koncert życzeń na tokarkę i piłę. Smród przypalonych wiórów czuć mniej więcej do 3 w nocy. Po godzinie 15 wracją melomani, którzy zmęczeni padają przed 1 w nocy. Pod wieczór dołączają do nich słuchacze stacji radiowych, telewidzowie, komputerowcy, których start komputera jest oznajomiony przez ryczące głośniki. Nie można zapomnieć o koncercie psów ujadających przez cały dzień, bo kiedy jeden padnie, odzywa się kolejny.Dzień świra tudzież rege.
Człowiek rozsądny powinien wysłuchać opinii i samodzielnie przeanalizować fakty. Tej możliwości w polskiej rzeczywistości nie ma. Wszędzie otrzymujemy przetrawione informacje przez ośrodki rzekomej czwartej władzy, która manipuluje faktami. Program Marka Markiewicza Bumerang lubował się w telewizyjnych manipulacjach. Pokazany okrojony materiał i interpretacja wydawców informacyjnych. Suma summarum, polski widz dostawał gotową interpretację dziennikarza za fakty.
      Aktualnie nieco zawrzało, bo w Pulsie biznesu opublikowano zapis nagranej rozmowy Władysława Łukasika (byłego szefa gencji Rynku Rolnego) z Władysławem Serafinem (szef kółek rolniczych). Czy afera dotyczy, że opublikowano kontrowersyjny materiał. Bynajmniej. Aferę podnieśli dziennikarze śledczy. Ten zapis został pozbawiony komentarza (dokładnie tak jak mówiła okładka).
      Refleksja jaka mię nachodzi jest jedna. Po chuj komentarz? Po co mi blurowanie rzeczywistości przez dziennikarza forsującego swoje poglądy? Za…
Jeżeli mam ochotę przejechać się maybachem jak znany radiowiec, a nie stać mnie na niego, to nie idę z [ocenzurowano] rozwalić szybę w takim samochodzie, i podłączać się z notebookiem, by odpalić silnik. Nie. Nie robię tego.

      Jeżeli chcę przeczytać książkę, a nie mam na nią pieniędzy. Nie kradnę jej z księgarni, tylko idę do biblioteki. Ale już na etapie spaceru do biblioteki zaczynają się schody. To co mnie interesuje, nie znajdę w bibliotece. Za młodu i za PRLu (już niemłodego) należałem do KILKUNASTU bibliotek i trzeba było niekiedy miesiącami czekać na jakąś interesującą mnie pozycję. A teraz? Czas oczekiwania skrócił się od kilku dni do kilku tygodni (ale czas oczekiwania w miesiącach też się zdarza).

      Od kilkunastu lat istnieje jeszcze jedna opcja. Elektroniczne książki. Początkowo fani (niżej podpisany też brał czynny udział) przepisywali po kilka-kilkanaście rozdziałów i przekazywało dalej książkę do opracowania. Później ktoś to dzielnie ujednolicał. I w świetl…
Może coś pozytywnego na początek nowego tygodnia? Żyjemy, większość z nas ma co jeść i gdzie spać. Ma do kogo twarz otworzyć. Czy potrzeba czegoś więcej? Trochę nadziei na dzień dzisiejszy, że jutro będzie odrobinę lepsze dla nas i naszych bliskich.
      I na tym poprzestanę, bo jeszcze mi się przewróci tu i ówdzie :D
Zastanawiam się jaką mają wartość blogi z linkami. Brak możliwości przekopiowywania treści i umieszania interesujących fragmentów lub nawet całości psuje całą zabawę. Ruszyłem parę archiwalnych rzeczy sprzed kilku lat. Co kliknięcie w link 404 lub for sale lub zupełnie inna zabawa. Jaką to może mieć wartość poznawczą? Nie mówiąc już o archiwalnej. Mam dość dobrą pamięć do pierdół i zazwyczaj wiem do czego prowadzą linki sprzed 10 lat. Ale czy za 10 lat będę pamiętał dzisiejsze linkowanie? Wątpię. Wówczas treści interesujących w sieci było mało, a wartościowych było na tyle, że można było je ogarnąć. Bez agregatorów człowiek dawał sobie z tym radę. Teraz problem jest taki, że trzeba odfiltrować chłam od rzeczy, może nie tyle co wartościowych, ale interesujących i mające jakie istotne informacje. Przykładem takiego śmietnika jest natemat.pl. Kto korzysta wie o czym mówię. Tytuły chwytliwe, nazwiska nawet jakieś znane (niekoniecznie popularne) a co w środku? Klik, a tam review arty…
Dawno, dawno temu kiedy o pisaniu bzdur i ich publikowaniu mógł tylko zamarzyć. Czyli nie było dostępu do jakiejkolwiek sieci, grafoman mógł się co najwyżej wyżyć w brulionie kupionym w papierniczym (Miśku o ile ktoś kojarzy klimaty). Co odważniejsi, z większą zacięciem i pędzlem na ścianie mogli wymalować "głupi chuj". Twórczość uliczna była zdecydowanym aktem wandalizmu... brudas wysmarowany palcem na samochodzie nie robił wrażenia na kolegach, ale pojechanie po bandzie i zrobienie tego gwoździem. Ówczesny artysta oprócz uznania, mógł jeszcze liczyć na wpierdol od rodziców. Bo w dziwnej strefie życia bez komórek, internetu... zawsze się znalazł jakiś kabel.
      Ale rzecz nie o tym. Siedząc i skrobiąc kolejne tomy idiotycznych opowiadań, człowiekowi też coś strzelało z nudów, by prowadzić pamiętnik. Oczywiście zarzucany na rzecz innych, ciekawszych rzeczy (jak na przykład postawienie warburga na tylnym zderzaku). Dziwnym trafem ostały się zeszyty z dokonań szkolnych…
Kolejne zdziwienie. Śląsk pod wodą. Ktoś zdziwiony? Nie ja. Wystarczy trochę geografii, trochę wiedzy hyrdrologicznej i leśnictwa... Ok. Rozumiem to już przekracza możliwości pojmowania naszych polityków. Bo kogóż tam mamy? Samych inżynierów, nie? I wszystko co te komuchy było złe i niedobre. No tak. Tyle, ze gdyby panowie ekonomiści, prawnicy, administratorzy, politolodzy wykształcili się jak od 20 lat walą propagandą, że potrzebni są wykwalifikowani robotnicy mieliby jakąś przydatną wiedzę. Ale cóż. Balcerowicz przeprowadzając reformy na organiźmie żywym stwierdził, że w globalnie rozwijającym się świecie nie potrzebujemy kształcić na określonym poziomie (luźno cytowne z pamięci blisko dwadzieścia lat temu z wypowiedzi ówczesnego ministra finansów). Wracam do tematu. Odkąd nastała wolność głupoty i nic nie robienia, jesteśmy okresowo nawiedzani przez powodzie, ulewy i inne takie. Wszystko próbuje się tłumaczyć efektem motyla, że ktoś w Ameryce Południowej nasikał do sadzawki t…
Cisco Connect Cloud stała się faktem. Jeszcze chwilę temu opisałem potencjalne zagrożenia. A teraz? Nie obejrzysz sobie pornosa ani nie ściągniesz plików z sieci. Początek wielkiej cenzury.
      Zastanawia mnie kiedy słuchanie i oglądanie będzie nielegalne. Już sobie wyobrażam ludzi, których nie stać na licencje patrzenia i słuchania biegają z zasłoniętymi oczami i uszami z białymi laskami. Poniekąd tak się dzieje. W kieszeni iphone, w ręku kubek starbucksa... I nie byłoby nic w tym złego. Jednak kiedy wyciągam swojego lg, żeby sprawdzić pocztę jestem jak kosmita na innej planecie. Potępiamy kasty w Indiach, a co sami uprawiamy we własnym ogródku?
      Sytuacja z życia. Siedzę i grzebię w sklepie szukam diabli wiedzą czego. Przychodzi delikwent, któremu zepsuły się słuchawki. Sprzedawca poleca mu kossy... ale nie mogą być, bo przecież ma ipoda. Koleś spokojnie mu tłumaczy. Nie za bardzo widać czy ów klient rozumie. Po chwili łapię się, że uczestniczę w rozmowie. Pokazuje mu bia…
Wyobraźmy sobie świat przyszłości. Nie tak daleki. Mając w głowie doświadczenia ostatnich kilkunastu lat pracy w sieci.
Rok jakiś tam. Siadasz do terminala (coś jak zamknięty niedawno Minitel, tylko lepszy, bo ładniejszy, ale gorszy bo pod względem bezpieczeństwa dziurawy jak ser szwajcarski i zawodny, bo wszystkie wykonane zostały po kosztach). Nie masz systemu operacyjnego, ani dysku. Jedynie coś co roboczo nazwę kickstartem, łączącym się z Twoim profilem w chmurze gdzie masz wszystko. Znalazłeś jakąś książkę wrzuciłeś do swoich zasobów.
     Wielki amazon swoimi mackami dobiera się do konta, bo książka została udostępniona nielegalnie. Automatycznie wszystko masz wykasowane z konta (btw. amazon zrobił już to dwukrotnie). Zostaje zgłoszone właścicielowi chmury, żeś złodziej. Automatycznie zostajesz odcięty od chmury tym samym od wszystkich swoich zasobów. Nie możesz nawet anonimowo przeglądać sieci, bo według polityki facebooku i google wszystkie informacje są jawne. Chcesz zał…
Łaaaaaa. Znowu mnie coś maca po sieci. Nie mogą się zapytać o co szyszunia bezpośrednio u mnie? I co znajdą? Głupoty rozsiewane przez lata. Chociaż to nie jest zły pomysł. Może coś upadło na żyzną glebę i coś z tego wyrosło ^^

Drodzy szperacze, którzy lubicie macanie przez sieć. Jak znajdziedzie coś fajnego dajcie znać :D A najlepiej jakbyście znaleźli opowiadanko BrowTreka w którym gościnnie wystąpiłem. Pliiiiiis :D
Spostrzeżenie, które staje się zajebistym spostrzeżeniem. Im dłużej używam sieci (teraz już głównie internetu) tym więcej czasu zajmuje mi ustawienia czegoś czego nawet nie można nazwać konfiguracją i coraz mniej mam kontaktu z ludźmi. Przez szajs typu fejs jest coraz trudniejsze najwiązywanie nawet wirtualnych kontaktów. Idiotyczne lajki, jedynki, tłity czy wykopy. Zostaliśmy już zgregowani po IP, każdy do każdego worka zwanym państwem. Kisić się we własnym sosie.

Bystre 20latki mają problem z ogarnięciem e-mailu. A podobno wychowani z siecią są bardziej kumaci. Interesujące spostrzeżenie.

Ciekawe jak będzie wyglądał kolejny bunt ala 'ACTA'... ach zapomniałem, już po japkach (gdyby byli twórcami byliby za ACTA, mieliby wówczas chociaż cień szansy na walkę z korporacjami).
Patenty nie dotyczą "internautów", ich żywot ogranicza się do klikania "like it". Istotne elementy świata polityki i biznesu ich ominęły.

Kolejny debilny (akutalnie) przepis EU. Możliwoś…

Pierdu pierdu płać kartą i płać za płacenie

Rostkowski kombinuje co by część opłat za korzystanie z karty przenieść na klienta banku. Zastanawiam się w jakim celu. I tak mamy to wliczone w cenę, więc WTF. Prawda jest inna, a żaden burak znawca ekonomii się do tego nie przyzna, a lud ciemny albo prosty... w niektórych przypadkach jedno i drugie. Rzekomo ma to zmusić ludzi do korzystania z gotówki. Nie będę przytaczał argumentacji, która jest nielogiczna. Powód jest inny. W Polsce nie wiem ile, ale mamy chyba tylko jeden polski bank. Reszta banków ma kapitał zagraniczny - są tzw. córkami. Prawo bankowe w UE ma się zmienić jakoś tak, że córki mają podlegać bankom matkom i bank centralny danego kraju będzie miał mniejszą rolę... Szczerze jakoś mi się w to nie chce wierzyć, ale... Pomysł Rostkowskiego ma na celu ograniczenie przepływu elektronicznego pieniądza, zmniejszyć płynność pieniądze i zatrzymać go w obiegu dosłownie w naszych portfelach. O ile ludzie rozsądni nie korzystają z debetów, kredytów w życiu codziennym - dla nich p…

Nie kupuję

Nie wiem kto komu co chce wcisnąć, ale nie kupuję kilku rzeczy. Truskawkowych jogurtów. Przykro mi, jestem wychowany na prawdziwych truskawkach i nawet kiedy rodzimy farmerzy zaczęli sprzedawać na ulicy chińskie mrożonki to dałem się nabrać na to dwa razy. Rezultat? Rynek okazał się w miarę inteligentny. Teraz jemy hiszpańskie (i jeszcze jakieś). Czasem można kupić nawe rodzime i nie obsiane magicznym białym proszkiem. Piwa. Na to nie ma mocnych. Nie rozumiem tego fenomenu. Piwo ubogi krewny prawdziwego alkoholu. Ileż się tego nie nasłuchałem, że piwa trzeba się nauczyć pić. Nie wiem gin z tonikiem, whiskey z lodem lub bez, podrabiany rum. Tego nie trzeba się uczyć pić. Piłki nożnej. Dwudziestu ludzików biegających za kropką, czas dostępu do kropki ograniczony do jednego użytkownika kombinującego, by wkopać kropkę w prostokąt. Rozrywka dla intelektualistów. Bardziej pasjonująca jest wyprawa w upalny dzien, by obserwować jak piją jaskółki. A ci, którzy lubią sport sami go uprawiają nie…