piątek, 20 lipca 2012

      Statystyki są w gruncie rzeczy fajną sprawą. Można uzyskać wiele interesujących informacji. Ale z drugiej strony w odpowiednich rękach, przy wszystkich możliwych wskaźnikach (nowomodnie z angielska indicators) można porażkę zaprezentować jak zwycięstwo. To nie musi być suchy fakt, że przegraliśmy. Lepiej. My wygraliśmy, bo zyskaliśmy więcej x punktu względem poprzedniej statystyki. Przy często olewa się więcej.
      Co oznacza dla przeciętnego obywatela słowo statystyka. To, że poszło coś o 60% w górę. Teoretycznie dla większości do policzenia w głowie, czyli połowa ceny plus coś tam. Ale kiedy mówimy o procentowym przedstawianiu cen, to serwisy informacyjne lubują się w podawaniu takich bzdurek "coś zdrożało o 75% względem wczorajszej podwyżki, która wynosiła 60%". Jak to większość odczyta. W dwójnasów. To, że coś zdrożało o 75% z (czyli wczorajszy wynik X+60% i z tego liczmy) lub że coś zdrożało 75% od podstawy (czyli od x).
      Język jest wrednym tworem i wymaga precyzji. Język matematyczny nie dopuszcza do mówienia "swoim językiem". Na coś takiego mogą sobie pozwolić osoby, które ogarniają tę precyzję.

      A co ze statystykami dalej. Patrząc choćby na statystyki tego blogaska. Co mi one mówią.
      Skąd były wejścia:
            Francja 69
            Polska 69
            Rosja 21
            Stany Zjednoczone 5
            Wielka Brytania 4
            Niemcy 1
            Ukraina 1

      Z jakich przeglądarek:
            Firefox 86 (50%)
            Internet Explorer 57 (33%)
            Opera 13 (7%)
            Chrome 11 (6%)
            Safari 3 (1%)

      Oraz z jakich systemów:
            Windows 162 (95%)
            Macintosh 6 (3%)
            Android 2.3.3 1 (<1%)
            Linux 1 (<1%)

      Francja? Chyba jakieś automaty. Polska znajduje odzwierciedlenie we wszystkich statystykach. Ponieważ Polacy używają najcześciej przeglądarki Firefox pod Windowsem.
      Stany Zjednoczone dominują na Macu/Windows i Safari/Chrome. I można sobie tak dłubać.

      Ale co to mi mówi o wchodzących? Nic. Owszem, mogę pogmerać w statsach i dopatrzeć się, że jakieś automaty z dziwnych stron agregowały treść blogaska. Ale nic ponadto. Nie wiem kto to przeczytał. Czy w ogóle czytał. Co nim kierowało. Co chciał znaleźć, i czy znalazł to u mnie. Sporo pytań, na które statystyki blogasków nic nie powiedzą. Jeżeli bym szukał reklamodawcy, to co mu te dane powiedziały. Zapewne niewiele. Można bawić w śledzenie odwiedzających... tylko co to naprawdę ta. Statystyka będzie służyć rachunkowi prawdopodobieństwa i wszystko będzie uśredniane, a to co nie będzie pasować do wzorca zwyczajnie się oleje. Zresztą nie ma co się dziwić.

      Jest jeszcze inny powód, bardziej fascynujący. Kontrola. Wiedząc co było przedmiotem poszukiwań, i kto. Nie ważne, nawet personalnie. Człowiek nie występuje samodzielnie ani w kosmosie ani w przyrodzie (ergo kosmosie), więc jest częścią jakiejś zbiorowości. W zależności od zainteresowania można uśredniać liczby i wyciągać wnioski.

      Lata temu czytając cykl Isaaca Asimova - Fundacja, bardzo spodobała mi się koncepcja psychohistorii (nie mylić z Frodo do podtekstów seksualnych) i dla ułatwienia sobie zacytuję wpis z Wikipedii.

Psychohistoria to fikcyjna dziedzina nauki wymyślona przez Isaaca Asimova na potrzeby cyklu Fundacja.

Psychohistorią nazywa się również dziedzina badań nad szeroko rozumianym wpływem emocjonalności/osobowości jednostki na historię.

W życiu codziennym w środowisko psychologiczno-pedagogicznym psychohistorią nazywa się opis rozwoju psychicznego jednostki.

Z książki Preludium Fundacji dowiadujemy się, że psychohistoria jest jednym z działów matematyki, stworzonym przez Hariego Seldona, zajmującym się przewidywaniem zachowań zbiorowisk ludzkich poprzez ujęcie statystyczne. Warunkiem działania psychohistorii była niewiedza ludzi o tym, że są obiektem badań, gdyż w przeciwnym wypadku mogli zmienić swoje zachowanie, przez co przewidywania byłyby nietrafne. Psychohistoria pomogła Seldonowi opracować tzw. Plan Seldona, który jest główną osią fabuły książek z cyklu Fundacja.
      W tym ujęciu i na przestrzeni tysięcy lat. Jest to niesamowicie zajmujące. Nawet gdyby wziąć to pod uwagę tylko i wyłącznie w kontekście fikcyjnych wydarzeń.

      Zaś rzeczywistość... No cóż. Słuchając dra Frankowskiego nie sposób uciec od tego, że te wszystkie socjologiczne rzeczy łatwiej byłoby zamknąć w liczbach i przemielić je w matematycznej maszynce, by finalnie można było sobie statycznie analizować indykatory ;]

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Przecie wiadomo, że jest - kłamstwo, duże kłamstwo i... statystyka ;)

bagienny pisze...

No tak. Nie ma jak powielać truizmów... Krytyka przyjęta ;]

Spadł śnieg - znów zima zaskoczyła

Nie rozumiem. Spadnie nieco śniegu i w ruch idą łopaty, sól, piach i miotły. Niby dla zwiększenia bezpieczeństwa? To może ktoś mi powiedzieć...