Przejdź do głównej zawartości
      Statystyki są w gruncie rzeczy fajną sprawą. Można uzyskać wiele interesujących informacji. Ale z drugiej strony w odpowiednich rękach, przy wszystkich możliwych wskaźnikach (nowomodnie z angielska indicators) można porażkę zaprezentować jak zwycięstwo. To nie musi być suchy fakt, że przegraliśmy. Lepiej. My wygraliśmy, bo zyskaliśmy więcej x punktu względem poprzedniej statystyki. Przy często olewa się więcej.
      Co oznacza dla przeciętnego obywatela słowo statystyka. To, że poszło coś o 60% w górę. Teoretycznie dla większości do policzenia w głowie, czyli połowa ceny plus coś tam. Ale kiedy mówimy o procentowym przedstawianiu cen, to serwisy informacyjne lubują się w podawaniu takich bzdurek "coś zdrożało o 75% względem wczorajszej podwyżki, która wynosiła 60%". Jak to większość odczyta. W dwójnasów. To, że coś zdrożało o 75% z (czyli wczorajszy wynik X+60% i z tego liczmy) lub że coś zdrożało 75% od podstawy (czyli od x).
      Język jest wrednym tworem i wymaga precyzji. Język matematyczny nie dopuszcza do mówienia "swoim językiem". Na coś takiego mogą sobie pozwolić osoby, które ogarniają tę precyzję.

      A co ze statystykami dalej. Patrząc choćby na statystyki tego blogaska. Co mi one mówią.
      Skąd były wejścia:
            Francja 69
            Polska 69
            Rosja 21
            Stany Zjednoczone 5
            Wielka Brytania 4
            Niemcy 1
            Ukraina 1

      Z jakich przeglądarek:
            Firefox 86 (50%)
            Internet Explorer 57 (33%)
            Opera 13 (7%)
            Chrome 11 (6%)
            Safari 3 (1%)

      Oraz z jakich systemów:
            Windows 162 (95%)
            Macintosh 6 (3%)
            Android 2.3.3 1 (<1%)
            Linux 1 (<1%)

      Francja? Chyba jakieś automaty. Polska znajduje odzwierciedlenie we wszystkich statystykach. Ponieważ Polacy używają najcześciej przeglądarki Firefox pod Windowsem.
      Stany Zjednoczone dominują na Macu/Windows i Safari/Chrome. I można sobie tak dłubać.

      Ale co to mi mówi o wchodzących? Nic. Owszem, mogę pogmerać w statsach i dopatrzeć się, że jakieś automaty z dziwnych stron agregowały treść blogaska. Ale nic ponadto. Nie wiem kto to przeczytał. Czy w ogóle czytał. Co nim kierowało. Co chciał znaleźć, i czy znalazł to u mnie. Sporo pytań, na które statystyki blogasków nic nie powiedzą. Jeżeli bym szukał reklamodawcy, to co mu te dane powiedziały. Zapewne niewiele. Można bawić w śledzenie odwiedzających... tylko co to naprawdę ta. Statystyka będzie służyć rachunkowi prawdopodobieństwa i wszystko będzie uśredniane, a to co nie będzie pasować do wzorca zwyczajnie się oleje. Zresztą nie ma co się dziwić.

      Jest jeszcze inny powód, bardziej fascynujący. Kontrola. Wiedząc co było przedmiotem poszukiwań, i kto. Nie ważne, nawet personalnie. Człowiek nie występuje samodzielnie ani w kosmosie ani w przyrodzie (ergo kosmosie), więc jest częścią jakiejś zbiorowości. W zależności od zainteresowania można uśredniać liczby i wyciągać wnioski.

      Lata temu czytając cykl Isaaca Asimova - Fundacja, bardzo spodobała mi się koncepcja psychohistorii (nie mylić z Frodo do podtekstów seksualnych) i dla ułatwienia sobie zacytuję wpis z Wikipedii.

Psychohistoria to fikcyjna dziedzina nauki wymyślona przez Isaaca Asimova na potrzeby cyklu Fundacja.

Psychohistorią nazywa się również dziedzina badań nad szeroko rozumianym wpływem emocjonalności/osobowości jednostki na historię.

W życiu codziennym w środowisko psychologiczno-pedagogicznym psychohistorią nazywa się opis rozwoju psychicznego jednostki.

Z książki Preludium Fundacji dowiadujemy się, że psychohistoria jest jednym z działów matematyki, stworzonym przez Hariego Seldona, zajmującym się przewidywaniem zachowań zbiorowisk ludzkich poprzez ujęcie statystyczne. Warunkiem działania psychohistorii była niewiedza ludzi o tym, że są obiektem badań, gdyż w przeciwnym wypadku mogli zmienić swoje zachowanie, przez co przewidywania byłyby nietrafne. Psychohistoria pomogła Seldonowi opracować tzw. Plan Seldona, który jest główną osią fabuły książek z cyklu Fundacja.
      W tym ujęciu i na przestrzeni tysięcy lat. Jest to niesamowicie zajmujące. Nawet gdyby wziąć to pod uwagę tylko i wyłącznie w kontekście fikcyjnych wydarzeń.

      Zaś rzeczywistość... No cóż. Słuchając dra Frankowskiego nie sposób uciec od tego, że te wszystkie socjologiczne rzeczy łatwiej byłoby zamknąć w liczbach i przemielić je w matematycznej maszynce, by finalnie można było sobie statycznie analizować indykatory ;]

Komentarze

Anonimowy pisze…
Przecie wiadomo, że jest - kłamstwo, duże kłamstwo i... statystyka ;)
bagienny pisze…
No tak. Nie ma jak powielać truizmów... Krytyka przyjęta ;]

Popularne posty z tego bloga

Recepta online

Za młodu człowiek wyczyniał mnóstwo głupot. Zwłaszcza tych ekstremalnych. Przeskoczenie płotu 150 cm w biegu, wbieganie na drzewo czy przemykanie po dachach. Ale na starość zaczynają dobijać różne kontuzje... a tym śmieszniejsze są, że kontuzje nabyte podczas normalnego funkcjonowania. Do dzisiaj nie mogę się nadziwić, że wystarczy potknięcie, by spieprzyć sobie przyjemność z życia. Nawet pijana baba za kółkiem, która bardzo sie starała wypisać mnie z listy żyjących, raptem spieprzyła mi jedno lato.

Tym bardziej wkurzające jest, że pomimo, w miarę racjonalnego dbania o zdrowie potrafi coś jebnąć co jest w genach. A potem te pigułki... Nie zapominam o ich wciągnięciu, ale konsekwentnie zapominam, zapisać się do lekarza, by dostać nowe. Dzisiaj przyszła mi w sukurs technika. Zamówiłem leki via inet. Zero czekania na wizytę. Zero siedzenia w przychodni. I jeszcze zadzwonią, żeby receptę odebrać. Jeszcze chwila a dostanę receptę elektronicznie a w aptece machnę internetem rzeczy NFC i aut…

Darmowe nauczanie

Czasem z jakiś powodów jestem zmuszony uczyć. W zasadzie nie jest istotne co jest przedmiotem nauczania, istotny jest obiekt, który ma się czegoś nauczyć. Istnieje takie przekleństwo „obyś obce dzieci uczył”. Kiedy je poznałem nawet nie zdawałem sobie sprawy jak brzydkie i wredne jest to przekleństwo.

Obiekt, który ma być uczony, zwykle jest pod przymusem. Może nie najlepsza motywacja, ale ja to nie szkoła i ocen nie wystawiam.  Pomijam zdolności przyswajania, bo z mojej praktyki to wszystko zależy od uczącego i chęci z drugiej strony. Jeżeli tej chęci nie m, nie ma siły, by ktoś się czegoś nauczył.

Zauważyłem też, że osobniki młode są wyjątkowo oporne na wiedzę. Zwłaszcza w obszarach wiedzy, które są przypisywane dla młodych. Dla czytających moje wypociny nie muszę tego tłumaczyć, bo niemal każdy z Was miał do czynienia z żółtodziobami nie mającymi o niczym pojęcia, z błędnym poczuciem zajebistości. Żeby nie było, istnieją starsze osobniki, które nauczyły się czegoś 30 lat temu i uwa…

Spinner

Ludzie to dziwny twór. Lubią nienawidzić. I żeby nie było, że to tylko nasza polska domena narodowa. Wystarczy czytać co boli naszych towarzyszy za oceanem.

Nigdy nie mogłem zrozumieć, dlaczego ludzie hejtują #selfie i #samojebki. Srsly. Być może, nie rozumiem tego, bo sam uprawiałem samojebki nim powstała na nie moda. Sporo zdjęć wykonanych aparatem z łapy samemu sobie. Aparatem na kliszę. Robi ktoś sobie zdjęcie, ma selfie sticka i ci to przeszkadza? Idź do lekarza. Może jakaś żyłka w dupie jest zbyt napięta. Ale to tak przy okazji, bo tematem dzisiejszego wpisu na blogasku jest łożysko :D

Od dłuższego czasu na zachodnich heheszkowych portalach rozsiewa się informacja o jakimś intelektualnym raku. Jest to spinner. Temat mnie nie obchodził i za bardzo nie wiedziałem o co chodzi i srsly głupota i hejt średnio mnie interesuje. Wiedza przyszła, sama i nie proszona. Otóż spinner się kręci i nic więcej nie robi i to jest mega głupie. Naprawdę?

No cóż... pamiętam:
- plastikowe rury, którym…