Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z kwiecień, 2017

Cisza w święta

Święta w Polsce to jest dość nietypowy okres. Nie wiem dokładnie kiedy tak zaczęło się dziać, ale jakoś w drugiej połowie pierwszej dekady nowego tysiąclecia.

Okres świąt w sieci to był okres, w którym wydarzały się co najmniej dwa światowe nowe wydarzenia, o których użytkownicy będący offline próbowali ogarnąć w pierwszym tygodniu po świętach.

Teraz wszyscy idą w "offline". To "offline" znaczy, że są i monitorują publiczne kanału w poszukiwaniu jakiejś aktywności, samemu ograniczając się do aktywności w trybie prywatnym.

Na blogach, forach, serwisach społecznościowych puchy... ale tylko publicznie. Jeżeli przeanalizować ruch sieciowy, wynika z niego zupełnie co innego – liczba strumieniowania wideo rośnie, aktywność na portalach społecznościowych jest duża (zaznaczam – mowa o ruchu sieciowym).

Dodatkowym sygnałem, że pomimo pozornej martwoty na sieci są przeciążone serwery usług. Zresztą dostawcy na święta zwiększają liczbę użytkowanych łącz, są duplikowane serwer…

Komętowanie

Blogowaniem zajmuję się jeszcze zanim to co robiłem w sieci nazywano blogowaniem. To długa i ponura historia, ale to co kiedyś nazywało się "blogowaniem" w Polsce to była bufonada, a ja z upodobaniem prowadziłem przez kilka lat antybloga... co później stało się definicją blogowania ;]

Platform blogowych nie było. Tzn. za chwilę miały być, ale najczęściej blogi prowadzili ludzie z mającym ze stałym łączem (nieletni nie ogarniają) w chacie lub w pracy/uczelni. Ich systemy były patchworkowe, strona skądś tam, system komentarzy chałupniczo zrobiony w php 3 ;]

Przez wiele lat siedziałem na najlepszej platformie bloxa. A jak ;] Kupa fajnego luda i takie tam. Owszem gdzie indziej też była kupa fajnego luda, ale żeby odfiltrować kiepską kupę od fajnej kupy to przerastało, przede wszystkim, chęci. Jednym z zajebistym plusów było to, że po zalogowaniu się na platformę można było (i dalej) zobaczyć czy pojawił się kolejny komentarz pod wpisem gdzie się człek wyprodukował.

No i fajnie. …

Dzień za dniem

Są takie dni po których człowiek ma ochotę wrzucić na luz jak Michael Douglas w Upadku.
Poranek. Godzina jeszcze mi nieznana. Za oknem walą się rury. Pies zaczyna wyć. Dołącza drugi. Otwieram oczy.
- Dzień dobry, kurwa.
Patrzę na zegarek. Minuta po szóstej. Po prostu cudnie. Leżę jeszcze ładując wkurwa, który działa lepiej niż kofeina. Po chwili do kakofonii dźwięków dołącza diaks. Wsuwam stopy w kapcie i człapię do łazienki. W paszczę wkładam szczoteczkę i szoruję. Spluwam, chcę spłukać. Głuchy bulgot z rur się dobył.
- Kurwa.
O herbacie też można zapomnieć. Biorę telefon do łapy wbijam 19115. Wduszam przycisk do dzwonienia. Cisza. Patrzę na modem - martwy.
- Kurwa.
Biorę komórkę do łapy. Po jednej rozmowie dobijam się do wodociągów.
- Aktualnie jest awaria, będzie trwała około dwóch. Przepraszamy...
Dziękuję i się rozłączam.
Techniką kombinowaną, chemią i resztką wody z czajnika jakoś się umyłem.
Pukanie do drzwi. Patrzę przez judasza, jakiś ziomek z kabelkami.
- Bry, wymienić liczn…

Wykrochmalony sąsiad

Sąsiadów ma każdy. Bliższych takich w drzwi, dalszych takich zza płota. Najzabawniejsi są ci, którzy mają urojone urazy. A o tym dowiedzieć się można od lokalnego dystrybutora wiadomości.
- Sąsiad taki urażony, że nie powiedział pan dzień dobry.
Plama na honorze. Nie wiem czy Chajzer z vizirem dadzą radę ją usunąć. Nic, doczekam swych ostatnich dni mijając sąsiada w milczeniu.

Jednak nie o takim miałem opowiedzieć. Jest pewien typ człowieka, który jeżeli jest wstanie, wita nas "drogi sąsiedzie". Drogi oznacza jakąś zamożność. Nie musi być ona wielka. Tak w przedziale od złotóweczki po pięć zyla na lekarstwo, bo go strasznie męczy po wczorajszym.
- A dało się słyszeć panie sąsiedzie. Te piosenki Miecia Fogga o pierwszej w nocy cud marzenie. Dziwię się, że nie bierze pan udziału w voice of poland.

Tu w zależności od intensywności nocnych prób następuje proces analizy, jak z tej odpowiedzi płynnie przejść do magicznego słowa "sąsiad, poratowałby pan człowieka". Nie mu…