Przejdź do głównej zawartości

Dzień za dniem

Są takie dni po których człowiek ma ochotę wrzucić na luz jak Michael Douglas w Upadku.
Poranek. Godzina jeszcze mi nieznana. Za oknem walą się rury. Pies zaczyna wyć. Dołącza drugi. Otwieram oczy.
- Dzień dobry, kurwa.
Patrzę na zegarek. Minuta po szóstej. Po prostu cudnie. Leżę jeszcze ładując wkurwa, który działa lepiej niż kofeina. Po chwili do kakofonii dźwięków dołącza diaks. Wsuwam stopy w kapcie i człapię do łazienki. W paszczę wkładam szczoteczkę i szoruję. Spluwam, chcę spłukać. Głuchy bulgot z rur się dobył.
- Kurwa.
O herbacie też można zapomnieć. Biorę telefon do łapy wbijam 19115. Wduszam przycisk do dzwonienia. Cisza. Patrzę na modem - martwy.
- Kurwa.
Biorę komórkę do łapy. Po jednej rozmowie dobijam się do wodociągów.
- Aktualnie jest awaria, będzie trwała około dwóch. Przepraszamy...
Dziękuję i się rozłączam.
Techniką kombinowaną, chemią i resztką wody z czajnika jakoś się umyłem.
Pukanie do drzwi. Patrzę przez judasza, jakiś ziomek z kabelkami.
- Bry, wymienić licznik przyszłem.
- Nie było informacji o tym.
- Była sprzed niedzieli. W gablocie.
- W jakiej gablocie?
- W bramie.
Włazi z ujebanymi butami. Gmera przy liczniku. Coś tam mówi, ale mam wyjebane. Trzeba będzie odkurzyć. Znowu.
Woda pojawiła się wcześniej niż zapowiedziano. Umyłem się tym razem normalnie. Wychodzę na klatkę. Schody ujebane. Wczoraj były przejechane szmatą. Na dole widzę skąd ten brud. Wymieniono w końcu drzwi wejściu z dwóch skrzydeł na jedno. Alleluja. Po wyjściu z bramy było już tylko lepiej. Amen.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Darmowe nauczanie

Czasem z jakiś powodów jestem zmuszony uczyć. W zasadzie nie jest istotne co jest przedmiotem nauczania, istotny jest obiekt, który ma się czegoś nauczyć. Istnieje takie przekleństwo „obyś obce dzieci uczył”. Kiedy je poznałem nawet nie zdawałem sobie sprawy jak brzydkie i wredne jest to przekleństwo.

Obiekt, który ma być uczony, zwykle jest pod przymusem. Może nie najlepsza motywacja, ale ja to nie szkoła i ocen nie wystawiam.  Pomijam zdolności przyswajania, bo z mojej praktyki to wszystko zależy od uczącego i chęci z drugiej strony. Jeżeli tej chęci nie m, nie ma siły, by ktoś się czegoś nauczył.

Zauważyłem też, że osobniki młode są wyjątkowo oporne na wiedzę. Zwłaszcza w obszarach wiedzy, które są przypisywane dla młodych. Dla czytających moje wypociny nie muszę tego tłumaczyć, bo niemal każdy z Was miał do czynienia z żółtodziobami nie mającymi o niczym pojęcia, z błędnym poczuciem zajebistości. Żeby nie było, istnieją starsze osobniki, które nauczyły się czegoś 30 lat temu i uwa…

Recepta online

Za młodu człowiek wyczyniał mnóstwo głupot. Zwłaszcza tych ekstremalnych. Przeskoczenie płotu 150 cm w biegu, wbieganie na drzewo czy przemykanie po dachach. Ale na starość zaczynają dobijać różne kontuzje... a tym śmieszniejsze są, że kontuzje nabyte podczas normalnego funkcjonowania. Do dzisiaj nie mogę się nadziwić, że wystarczy potknięcie, by spieprzyć sobie przyjemność z życia. Nawet pijana baba za kółkiem, która bardzo sie starała wypisać mnie z listy żyjących, raptem spieprzyła mi jedno lato.

Tym bardziej wkurzające jest, że pomimo, w miarę racjonalnego dbania o zdrowie potrafi coś jebnąć co jest w genach. A potem te pigułki... Nie zapominam o ich wciągnięciu, ale konsekwentnie zapominam, zapisać się do lekarza, by dostać nowe. Dzisiaj przyszła mi w sukurs technika. Zamówiłem leki via inet. Zero czekania na wizytę. Zero siedzenia w przychodni. I jeszcze zadzwonią, żeby receptę odebrać. Jeszcze chwila a dostanę receptę elektronicznie a w aptece machnę internetem rzeczy NFC i aut…

Wpis z wulgaryzmami

Ręce opadają. Samochód na awaryjnych na pasie dla rowerzystów. Samochód wypuszcza kogoś... na pasie dla rowerzystów i wdaje się w pogawędkę. Samochód jedzie po ścieżce rowerowej. Samochód na światłach zatrzymuje się przed pasami... na ścieżce rowerowej. Samochód na światłach popycha rower. A wy się, kurwa, dziwicie, że rysują wam karoserie, łamią lusterka lub puszczają wiązki (nie chrustu)? Nie rysuję, nie niszczę, ale jeżeli jesteście n-tym jebniętym kierowcą w ciągu dnia, który łamie przepisy i utrudniacie mi jazdę - usłyszycie słówko prawdy lub dwa na swój temat.

Kiedyś nie mogłem zrozumieć, czemu znajomi tak przeklinają kiedy jeżdżą. Teraz rozumiem. Nie da się. Niby pajace (kierowcy samochodów), mają prawo jazdy, czyli musieli zdać egzamin a nie potrafią się stosować do przepisów. To takie trudne? Naprawdę?
Mógłbym jeszcze zrozumieć trochę luźniejsze podejście do przepisów, gdyby była zachowana jakaś kultura, głównie podyktowana bezpieczeństwem - nie przeszkadzania innym. I nie ma…