piątek, 31 marca 2017

Czas letni

Zmianę czasu wymyślił idiota. Sobie można znaleźć w wikipedii, który to. Być może kiedyś były ku temu faktyczne jakieś przesłanki, ale w dzisiejszych czasach nie mają racji bytu. Oszczędność, by później włączać światło. I niby według zegarka tak czynię. Ale włączam światło rano, by coś widzieć. A przed zmianą tego nie robiłem.

No i nie można zapomnieć o trybie zombie. Budzik dzwoni, a mózg się pyta "czego kurwa". I jak tu dyskutować? Zwykle wtuleni jeszcze w opary snów, mówimy sobie "jeszcze pięć minut". Ale gdzieś tam jest jakaś półprzytomna myśl, że to już ten moment. Po zmianie czasu nie ma niczego półprzytomnego. Tylko wściekłość, jak na panów z budowy, którzy przychodzą o szóstej rano, by ponapierdalać czym się da. A godzinkę później w ciszy wciągać śniadanie na rusztowaniu.

Zastanawiałem się czemu nie rezygnuje się z tego DST. Trafiłem kiedyś na pewną hipotezę, która mówi o tym, że regularnie męczony organizm zmianą czasu krócej funkcjonuje na tym padole. Takie wytłumaczenie idealnie pasowałoby na potrzeby ZUSu. Inna hipoteza coś przebąkuje, że lud musi być gotowy na wszelkie zmiany i to jest wojskowe ćwiczenie ;] Tych hipotez całkiem sporo.
Żadna z nich jednak nic nie mówi, że istnieją jakakolwiek oszczędności prądu wyświecanego w naszych domach. I niby jak żarówka ledowa włączana godzinę później ma się istotnie przyczynić do oszczędności na gruncie krajowym.

środa, 29 marca 2017

Coś tam, z czymś tam

Od 2014 roku zacząłem się parać blogerstwem z innej strony. Wróciłem do początków mojej przygody z internetem i... stworzyłem dwie postacie. Jedna to mężczyzna, druga to kobieta. Odrzuciłem wszystkiego zasady, czegoś co nazywam, nowoblogerstwem - czyli poradnictwo, autolans (wliczając w to kółko adoracji) i ciśnienie na zarabianie oraz na wybicie się.

Poszły konie po betonie

Co się stało? Męskim okiem - dość szybko zyskał popularność. Bawiąc się tylko GA, chciałem zobaczyć jak wypłynę (o ile w ogóle). Finał po około roku 20000 UU miesięcznie. Kobiecym okiem - wolno się rozwijał, być może dlatego, bo musiałem wejść w inną skórę i przede wszystkim jak nigdy pilnować końcówek ;] Po roku było 100000 UU.

Czy mnie znacie

Bywają zabawne sytuacja. Znajomi, którzy cytują moje teksty w rozmowie, albo opowiadający historie opisane na którychś z blogów jako swoje. Lepszym ubawem zostałem poczęstowany kiedy kilka historii znalazło swoje odbicie w prasie kolorowej, tak dokładnie, że część akapitów nie została nawet przeredagowana.

Czy przyznam się do tego co zrobiłem? Nie. Do napisania o swoich obserwacjach nosiłem się od roku i na tym poprzestanę.

Zwątpienie

Od ponad roku obserwuję trendy w zachodniej blogosferze. Powstało i wciąż powstaje wiele poradników jak zostać blogerem... amatorem. Odwrotny trend niż u nas. Jeszcze. Może, nie wiem. Jednak przeszła mi ochota na czytanie blogów, które przestały być blogami a stały się pełnoprawnymi serwisami przy których pracuje kilkoro ludzi. Sytuację ratują jeszcze blogi poradnikowe, które coraz częściej operują naturalnym, a nie "seo-wym" językiem".

Z osobistych pamiętników, które przeszły ciekawą metamorfozę w reporterskie, czytam już nie wiele. Chętnie rzucę okiem jeżeli ktoś coś mi poleci, ale dłużej zatrzymuję się tylko na garstce. Więcej przyjemności czerpię z lektury blogerów, którzy opisują swoje zmagania z rzeczywistością pisaną po angielsku, rzadziej po rosyjsku.

Sam postanowiłem nie marudzić pod oficjalnym pseudem. Stąd taki wysyp wpisów.

Światełko w tunelu

W ubiegłym roku postanowiłem konsekwentniej olać fejsa. O wartości tego "portalu" wypowiedziałem się w 2006 roku. W tym roku puknie jedenaście lat posiadania kont w tym serwisie i zdania nie zmieniłem. Co ciekawe dosłownie garstka znajomych utrzymuje jakąkolwiek aktywność poza swoimi fanpage'ami. Sito informacyjne w tym serwisie jest przerażające. Jeżeli chcesz być niedoinformowany używaj fejsa.

Próbowałem przejść na twittera. Bez powodzenia. Zacząłem używać fejsa po angielsku... I to było to co trzeba było zrobić od samego początku. Spotkałem kupę fajnych ludzi z różnymi zainteresowaniami bez ciśnienia na posiadanie internetowej etykietki "ekspert". Co ciekawe, jest w tym światku sporo Polaków.

Miłe i zabawne jest to, że moje kalekie teksty są poprawiane przez samouków edytorów i puszczane w sieci o których nie miałem pojęcia. Są brzydkie, czasami wyglądają jak fora. Czasami nimi są jak 4chan czy reddit.

Brak puenty

Ciekawą drogę czasem trzeba pokonać, by znaleźć coś czego się szukało w innym miejscu. W tym miesiącu porzuciłem ostatecznie blog kobiecy finał jeżeli dobrze pamiętam niecałe pół miliona wizyt w miesiącu (przykro mi UU nie pamiętam). Mimo to, blog żyje własnym życiem w komentarzach, których nie byłem w stanie śledzić po paru miesiącach.

Co dalej

Nie wiem ;]

Zamykają blog... o rajuniu!

Z okazji zamknięcia blogów na onecie, pojawiły się zajebiste tłumaczenia dlaczego je się zamyka. Rolę blogów przejęły portale społeczności...