środa, 20 listopada 2024

Banan, imbir i pinda

Z nudów stwierdziłem, że pójdę się przejść. To nałapać pokemonów, tzw. świeżego powietrza (centrum miasta), a po drodze kupię banany. Prawdziwe, nie pastewne. Wszedłem do sklepu. Wziąłem „ekologiczną” papierową torbę, wsadziłem do niej banany, i stanąłem, jak się okazało, za pindą. Pinda kupowała imbir na wagę. Waga, zapewne z tych smart, wypluła z siebie komunikat, że waży od 40 gramów. Pinda zostawiła imbir na wadze i na chwilę gdzieś zniknęła. Kiedy wróciła zabrała imbir i położyła mniejszy i lżejszy fragment. Moje towarzystwo odezwało się, i powiedziało, żeby położyła obydwa fragmenty, bo jest za mało. Pinda odwróciła się, wyjęła słuchawkę z ucha i syknęła, że umie czytać. Odpowiedź była szybka, że raczej nie, skoro kładzie lżejszy kawałek. Pinda na to, że może o tym podyskutować. Popatrzyłem na tę bladź pindę i poszedłem do kasy z człowiekiem u steru.

Ale wiecie, na tiktokach i innych instagramach, to zetki pomstują na bumerów przy kasach samoobsługowych.

Dawno temu, była sobie taka książka „Samotność w sieci”. Dzisiaj, jeżeliby ktoś ją napisał, miałaby tytuł „Samotność przy kasie”.

Rozkmina

Zastanawiam się, w którym momencie zaczęto udawać, że niedopracowany produkt zasługuje na pełną cenę. Kiedy ciągłe, nieustające w czasie akt...