Przejdź do głównej zawartości

Spokojna noc daje...

      Spokojna noc daje kilka mozliwosci, ktorych nie oferuje halasliwy dzien. Mozliwosc rozmowy, glownie z samym soba ;]

      Kiedy oznajmiono, ze bedzie zamykana usluga blip, nie wykazalem z tego powodu smutku.

      Blip jako jedna w swoim czasie z nowych uslug miala najwiecej funkcjonalnosci jakie pojawily sie w sieciach spolecznosciowych. Po pierwsze szybkosc i elastycznosc jaka dal twitter, wzbogacona o walor graficzny - mozna bylo nie tylko podlinkowac grafike, ale ja zaladowac i wyemitowac w strumieniu wizualnie, podobnie jak funkcjonalnosc pozwalajaca na odtwarzanie streamingu bez potrzeby przechodzenia do serwisu hostujacego. Kolejna funkcjonalnosc, choc teraz oczywista, byla mozliwosc sledzenia osob, ktorych sie nie znalo - niby oczywiste, ale sporo Polakow dalej nie wie o twitterze, bo wiekszosc swoja przygode z serwisami spolecznosciowymi rozpoczelo od naszej klasy czy facebooku. O tagach nie trzeba wspominac... ale jednak trzeba, bo one staly sie jednym z wielu powodow dlaczego blip stal sie bezuzyteczny (o tym za chwile). Dodatkowymi mozliwosciami blipa byla mozliwosc korzystania z serwisu za pomoca komunikatorow - gg oraz jabbera, nie tylko przez przegladarke - jak dla mnie najwazniejszy atut. Tej mozliwosci nie daje sztucznie pomopowana popularnosc siec google plus - do ktorej trzeba uzywac przegladarki, a w przypadku urzadzen mobilnych dedykowanego klienta. Tak na marginesie, szczerze podziwiam bezrefleksyjnosc ludzi, ktorzy polaczyli blogspot z google plus, zamykajac tym samym dostepnosc dla ludzi nie funkcjonujacych w swiecie google (tak, jest ich spora rzesza).

      Wracajac do tagow... Znaczna czesc uzytkownikow blipa zawlaszczyla sobie korzystanie z tagow, podobnie jak na youtube pojawily sie wojny (o ile na yt to jest walka o widownie, dzięki ktorej mozna miec pieniadze, tak na blipie chodzilo tylko o autopromocje). Dzieki tym ludziom, ktorym w duzej mierze udalo sie to osiagnac, skutecznie udalo się odstraszyc ludzi zewnątrz. Pal szesc, gdyby to byly moje spostrzezenia. Spostrzezenia ludzi nowych zaczynajacych zabawe z blipem byly podobne. "Jak to? Dlaczego z tego nie moge korzystac w taki sposob?" "A tak to, bo my tu jestesmy dluzej od ciebie i tak wszyscy robia". Genialne posuniecie. Drogi uzytkowniku, uzywales blipa i nie widziales tych wojen? Och... #smuteczek #zalpl #jebiemieto. Co mi przypomina, ze sa/byli uzytkownicy irca, ktorzy nie widzieli wojen ircowych ;]

      Sekularyzacja subkultur, zwlaszcza subkultur opartych na technologii, pozwala na rozwoj/adaptacje. Genialnym przekladem tego jest ICQ. Moim zdaniem pierwsza i jak na razie jedyna siec spolecznosciowa, ktora adaptowala sie do nowych wyzwan jakie niesie ze soba rozwoj technologii. Reszta ulega zapomnieniu, mimo ze, maja wielu jeszcze zwolennikow, a ci sa jak dinozaury. A finalnie zapomna o niej wszyscy kiedy sie je wylaczy i dinozaury wygina (ja, wylaczylem serwer irca, pozniej botnet utrzymujacy kanaly... ciekawe co sie stanie kiedy do serwerowni wejdzie pokolenie dzieci facebooka ^^) Nawet facebook zaadaptowal sie to tagow, ale czy dlatego, ze je mial twitter? Nie. Twitter to inna bajka - inna opcja, inna funkcjonalnosc i przede wszystkim nie jest alternatywa/konkurencja dla fb. Wprowadzil je google plus i ludziom sie to spodobalo, ze w stumieniu informacji mozna sie poruszac jeszcze w inny sposob niz tylko sledzenie ziomali i fanpage. Czekam jeszcze na wprowadzenie strumieni dla tagow, ale to wyniknie z potrzeby uporzadkowania aktualnie istniejacego burdelu. Inaczej, jezeli sie nie dostosuje to zginie.

      Mozna mowic o tym, ze utrzymywanie dwoch serwisow mikroblogowych przez jedna firme jest nieekonomiczne. Ale ja zadalem sobie pytanie dlaczego postawiono na wykop a nie na blipa. Dzieki ich uzytkownikom. Dziekuje, i dzien dobry. Czas spac ;]

Komentarze

goldenbrown pisze…
Ciekawie się czytało Twój wpis. O blipie nie wypowiem się, bo nie miałam tam konta, nie wiem też, na ile blip był/jest twitteropodobny.
Ktoś tam gdzieś tam stwierdził, że masę grzebiących w internecie trzeba uporządkować i zorganizować, bo masa sama tego nie zrobi, stąd pewnie te usługi.
Powiem też, że nie cierpię, jak mnie do czegoś się zmusza, wolę mieć wrażenie, że to ja wybieram i decyduję, czy np. miec konto na fb, G+, czy nie. Chociaż może najzdrowsze byłoby nie korzystać z tych serwisów.
W kwestii G+ uczyniłem to po długim czasie użytkowania go rozdzielnie z blogspotem. Do połączenia w jedno skłoniły mnie "występy" kilku anonimowych komentatorów. Gdybyż blogspot mial funkcję moderowania anonimowych komentatotów lub IP tak, jak ma to Wordpress, wówczas nie popełniłbym tego kroku. G+ daje mi możliwość kontrolowania tego co i jak sie komentuje.
Wiem, zamknąłem się na aktywny udział wielu, ale i tak świat zmierza ku unifikacji.
Naszą Klasę porzuciłem, FB mnie nei zachwycił, Blipa nigdy nie próbowałem, a Twitter jest dla mnie zbyt śmieciowy.
bagienny pisze…
Mam dwa zarzuty do G+ brak możliwości podpisywania się nickname albo czymkolwiek co człowiek sobie wymyślić, drugi to powiadomienia w G+ aktualnie z Twojego blogu otrzymuję, ale i tak giną w powodzi powiadomień z G+ (nie ma odrębnego kanału dla blogów). Google już z tą unifikacją sobie dało kilka razy po łbie. Najpierw scalali konta, potem je rozdzielali. Na bloggerze (blogspot), youtube, etc.

W sumie bez sensu jest blokowanie po IP, za darmo możesz mieć dostęp do proxy i sam możesz publikować gdzie masz fantazję. Na swoich pozostałych blogach korzystam z żadnych wymaganych przez platformę form logowania - jedynie gdzie obesrało trollami czy spamerami włączyłem moderację - jedyny skuteczny sposób.
bagienny pisze…
Najzdrowiej byłoby w ogóle z niczego nie korzystać ;] Ale tak się jakoś porobiło. Czekam teraz na specjalny program lojalnościowy, korzystam z fb nie możesz korzystać z g+ albo z czegoś innego ;]

Od kilkunastu lat mówię, że trzeba posegregować i uporządkować internet. O ile każdy coś tam chce robić i jest ok, ale często zamiast połączyć siły i zrobić coś razem, depczą i segmentują swoich odbiorców (zakładam, że nie jest to celowe działanie).
Były próby ogarnięcia blogasków (nawet nie pamiętam nazwy), nie wyszło - było za wcześniej, a była to polska inicjatywa. Ale agregatory kulinarne spełniają swoją rolę i ludzie chętnie z nich korzystają.
Myślę, że to dopracują. Wpisy i komentarze na Twoim blogu śledzę przez RSS Feed Reader. Natomiast tych, co mają zintegrowane G+ z blogspotem ich komentarze imoje widzę przez "dzwoneczek"... Ale nazwałem tę funkcję i rozszerzenie do Chrome to niech to jasna pętelka:-)))
bagienny pisze…
No dobre, dzwoneczek... "ring my bell" ;]
Dzwoneczek jest zły i będzie tylko gorszy. Ma w jednym miejscu spełniać funkcję rss, powiadomień (wzorem facebook'a zrobią kilka ikonek, ta ikonka od nowych obserwatorów, nowe wiadomości, nowe +1). Ani to rss ani iGoogle. Informacje tam posortowane są wg szatańskiego pomysłu, nie ma funkcji nie świeć ale oznacz do przeczytania później... Wielkie grrrr.

Twój blog śledzę przez rss (netvibes), ale komcie... to już inna bajka (ale jak napisałem zacząłem otrzymywać informację o Twoich odpowiedziach).

Nie wiem czy dopracują, bo coś co działało wyłączyli - zamiast adaptować i udoskonalać to wrzucili badziew godny facebook'a. I jeszcze to ich nowe umiłowanie do korzystania z serwisów spod dedykowanych przeglądarek. Do dzisiaj nie wiem po co chrome informacja o moich plikach jpg i mp3.

Popularne posty z tego bloga

Darmowe nauczanie

Czasem z jakiś powodów jestem zmuszony uczyć. W zasadzie nie jest istotne co jest przedmiotem nauczania, istotny jest obiekt, który ma się czegoś nauczyć. Istnieje takie przekleństwo „obyś obce dzieci uczył”. Kiedy je poznałem nawet nie zdawałem sobie sprawy jak brzydkie i wredne jest to przekleństwo.

Obiekt, który ma być uczony, zwykle jest pod przymusem. Może nie najlepsza motywacja, ale ja to nie szkoła i ocen nie wystawiam.  Pomijam zdolności przyswajania, bo z mojej praktyki to wszystko zależy od uczącego i chęci z drugiej strony. Jeżeli tej chęci nie m, nie ma siły, by ktoś się czegoś nauczył.

Zauważyłem też, że osobniki młode są wyjątkowo oporne na wiedzę. Zwłaszcza w obszarach wiedzy, które są przypisywane dla młodych. Dla czytających moje wypociny nie muszę tego tłumaczyć, bo niemal każdy z Was miał do czynienia z żółtodziobami nie mającymi o niczym pojęcia, z błędnym poczuciem zajebistości. Żeby nie było, istnieją starsze osobniki, które nauczyły się czegoś 30 lat temu i uwa…

Recepta online

Za młodu człowiek wyczyniał mnóstwo głupot. Zwłaszcza tych ekstremalnych. Przeskoczenie płotu 150 cm w biegu, wbieganie na drzewo czy przemykanie po dachach. Ale na starość zaczynają dobijać różne kontuzje... a tym śmieszniejsze są, że kontuzje nabyte podczas normalnego funkcjonowania. Do dzisiaj nie mogę się nadziwić, że wystarczy potknięcie, by spieprzyć sobie przyjemność z życia. Nawet pijana baba za kółkiem, która bardzo sie starała wypisać mnie z listy żyjących, raptem spieprzyła mi jedno lato.

Tym bardziej wkurzające jest, że pomimo, w miarę racjonalnego dbania o zdrowie potrafi coś jebnąć co jest w genach. A potem te pigułki... Nie zapominam o ich wciągnięciu, ale konsekwentnie zapominam, zapisać się do lekarza, by dostać nowe. Dzisiaj przyszła mi w sukurs technika. Zamówiłem leki via inet. Zero czekania na wizytę. Zero siedzenia w przychodni. I jeszcze zadzwonią, żeby receptę odebrać. Jeszcze chwila a dostanę receptę elektronicznie a w aptece machnę internetem rzeczy NFC i aut…

Wpis z wulgaryzmami

Ręce opadają. Samochód na awaryjnych na pasie dla rowerzystów. Samochód wypuszcza kogoś... na pasie dla rowerzystów i wdaje się w pogawędkę. Samochód jedzie po ścieżce rowerowej. Samochód na światłach zatrzymuje się przed pasami... na ścieżce rowerowej. Samochód na światłach popycha rower. A wy się, kurwa, dziwicie, że rysują wam karoserie, łamią lusterka lub puszczają wiązki (nie chrustu)? Nie rysuję, nie niszczę, ale jeżeli jesteście n-tym jebniętym kierowcą w ciągu dnia, który łamie przepisy i utrudniacie mi jazdę - usłyszycie słówko prawdy lub dwa na swój temat.

Kiedyś nie mogłem zrozumieć, czemu znajomi tak przeklinają kiedy jeżdżą. Teraz rozumiem. Nie da się. Niby pajace (kierowcy samochodów), mają prawo jazdy, czyli musieli zdać egzamin a nie potrafią się stosować do przepisów. To takie trudne? Naprawdę?
Mógłbym jeszcze zrozumieć trochę luźniejsze podejście do przepisów, gdyby była zachowana jakaś kultura, głównie podyktowana bezpieczeństwem - nie przeszkadzania innym. I nie ma…