środa, 3 lipca 2013

Od jakiegoś czasu otrzymujemy komunikaty...

      Od jakiegoś czasu otrzymujemy komunikaty, że to jakiś serwis się zamyka. Albo, że jakiś jest przez kogoś kupowany.

      Instagram kupiony przez Facebook. Blog przez Onet. Tumblr ma być kupiony przez Yahoo. Blip jest zamykany. Google Reader już zamknięty. Spokojnie, nie po raz pierwszy nie po raz ostatni. W końcu i tak jesteśmy wierni markom, nie?

      Co się zmieniło? Dużo. Przez kogo? Przez ludzi.


      Od początku. W latach 90tych, kiedy jeszcze macałem się z linuxem, powstała potrzeba zrobienia czegoś. To coś to było umożliwienie nietechnicznym dostępu do sieci. I nie wiem jak się to stało, że pojawił się w ogóle "autor" koncecji WEB 2.0 - ale cóż historię piszą zwycięzcy. Ale WEB 2.0 ma bardzo wielu autorów i bardzo liczne projekty, czasem tak pokraczne już na etapie koncepcji, mają dzisiaj wpływ na cały świat.

      Wówczas nikt nie patrzył na użytkowników jak na towar, który można sprzedać (vide Facebook). Patrzono na ludzi, ktorzy mogą wnieść do sieci swoje pasje, umiejętności z różnych dziedzin życia, ale przerastała ich technika - chociażby tworzenie prostych stron www. Patrzono też na użytkowników jak na klientów, którzy mogą wydać swoje pieniądze - ale to oczywiste.

      W końcy my - techniczni zaczęliśmy pracować nad tym, by ułatwić dostęp nietechnicznym.

      Pod koniec lat 90tych pojawiły się blogi. To nie było to czym są one teraz. Sztuka dla sztuki, adresowana wówczas do właścicieli łącz stałych. Nie miałeś łącza - byłeś okazjonalnym internautą na tyle ile pozwalał ci rachunek telefoniczny - zapomnij o blogowaniu. Jako ciekawostkę można podać, że to tradycyjne media spowodowały zmianę oraz techniczni tworząc platformy. Powstały fajne CMS i można było emitować się w sieć.

      Pojawiła się koncepcja wirtualnego miasta. Miejsca w którym użytkownik internetu będzie mógł zaspokoić swoje potrzeby - czytelnia, kontakty, tworzenie własnych publikacji, robienie zakupów etc. W szalonych wariantach zarabiać, kupować i sprzedawać.

      Pierwszą i (chyba) jedyną realizowaną taką koncepcją w Polsce był portal miastoplusa.pl, której właścicielem był operator komórkowy Plus GSM. W mieście każdy swój wirtualny domek (konfigurację, ustawienia). Była prasa, był czat, było internetowe radio RAM plus duże zaplecze do animacji użytkowników. Hitem było właśnie radio, podczas audycji można było czatować z prowadzącymi.

      Później serwis poszedł metamorfozę i stał się klonem serwisów, z których można było pobrać dzwoniki i tapetki. Za dutki oczywista.



                                                      hashtag #płakałempogronie


      I nastąpił koniec świata. Pojawił się Grono.net. Na rodzimym rynku był projektem, który miał coś zbadać. Później doklejono tzw. funkcjonalności m.in. forum, galerie (jakoś specjalnie za nim nie płakałem). Na innym kontynencie powstał Facebook. Gwóźdź do trumny.

      Obecnie zarzucono w tzw. cywilizacji zachodniej koncepcję wirtualnych miast, którą to bez żadnych problemów wprowadził rynek azjatycki. W skrócie logujesz się do miasta, zarabiasz i wydajesz.

      Przeczytałem przedwczoraj artykuł, tutaj powiedzmy wersja polska. Co to dla nas oznacza? Techniczni nie są już mile widziani. Techniczni mają sobie iść w piździec. Wszystko wskazuje na to, że idziemy w stronę zamkniętych serwisów (Facebook, Google+, MySpace). Trudno będzie coś wyciągnąć od wujka Gógla (chociaż częściej korzystam z Bing). Wujek nie będzie miał dostępu do autonomicznych serwisów (jak teraz nie ma dostępu do Facebook), w których by coś znaleźć trzeba będzie założyć konto.

      Dodatkowo od kilku lat zaczęto reglamentować dobro. Co ciekawe, my, którzy tego doświadczyliśmy w PRL doświadczamy tego ponownie. Jesteś z Polski? Kindle nie był dla Ciebie, teledyski, muzyka, filmy nie dla Ciebie. Coraz bardziej dają się we znaki niewidzialne granice państw w internecie. Szukasz czegoś - wyniki są dopasowane do miejsca w ktorym mieszkasz. Mogę zrozumieć np. zakupy, ale idee nie mają granic, a i te są skutecznie zamykane.

      Czemu się to stało? Pojawili się ludzie, bardzo dużo człowieków. Podobnie jak telewizja, internet dostosował poziom do użytkowników. Teraz internet podzieli sobie użytkowników - to internet będzie decydował co będziemy czytać, oglądać, słuchać. Będzie nam mówił, że skoro się czymś interesujemy to ta wiadomość jest dla nas (Facebook, i za chwilę dołączy do tego Google+).

4 komentarze:

Krzysztof Kupiński pisze...

Wielki Brat święci triumfy... niestety. Wolny rynek i narzędzie, jakim jest internet, ztotalitaryzował świat. Coraz mnie prywatności i wolności.

Charlie Librarian pisze...

Mnie najbardziej przeraża właśnie owo ograniczenie wyników i ich dopasowanie do konkretnej osoby, istniejącego użytkownika. Jak mam się dowiedzieć o nowych rzeczach, które mogłyby mnie zainteresować, gdy wyszukiwarka "przycina" mi wyniki pode mnie i nie pokaże mi nic nowego. Zrobiłem kiedyś test i sprawdzałem sobie wyniki na "czystym" google i na takim dostosowanym pode mnie. Jak można się było spodziewać - wyniki były różne.

bagienny pisze...

http://productforums.google.com/forum/#!topic/websearch-pl/UThMnz_zB6g jak widać przez te (łoł) lata tylko mi to przeszkadza ;] Problem jest oczywisty, nie rozumiem jednak tej zależności od granic państwowych.

bagienny pisze...

W sumie w założeniach internet miał być na wypadek wojny ;]

Z tą wolnością to zależy. W moim rozumieniu więcej jej mieliśmy kiedy byliśmy za żelazną kurtyną. Wtedy nie było wolno. Teraz też, ale brakuje strażnika. Teraz są tylko konsekwencje.

Fejsik

Podoba mi się, jak przy aferze z fejsem część internetu od bezpieczeństwa, która uprzedzała jest konsekwentnie ignorowana przez marketing lu...