piątek, 20 grudnia 2019

Rzadkie pierdololo

W ostatnim czasie miałem przyjemność rozmawiać z laikiem, który ma pojęcie o pojęciu. Ubawiłem się setnie. Z drugiej strony fajnie wiedzieć, że coraz mniej ogarnia.

Wieki temu byli koderzy. Nie ma ich, bo ich umiejętności są zbędne. Potem nastąpił bum na programistów. Ci jeszcze trochę pożyją, bo co prawda coraz mniej programują, ale umiejętność jaką nabyli przydaje się do pisania skryptów.

Mam znajomego, który jest takim Yodą w świecie komputerowym. Chociaż jest brzydki, to nie jest zielony. Pokazał mi blisko 10 lat temu narzędzie do programowania, które było w powijakach, ale już funkcjonujące w dużych korporacjach.

Narzędzie automatyzowało proces optymalizacji kodu (nie tego co napisali programiści, ale to co zostało zmienione już na język maszynowy). Zarządzał tym wówczas jeden człowiek, który określał parametry środowiska w którym program ma funkcjonować.

Kilka lat później, ów Yoda, opowiedział mi o narzędziach do których zaprzęgnięto sztuczną inteligencję.

Laik pewnie coś o tym słyszał, mówiąc, że backend jest w odwrocie i frontend rządzi (owszem tak było, parę lat temu). Owa maszynka też obsługuje ich robotę. W zasadzie dobry projektant (chociaż w moim odczuciu w Polsce to oksymoron) sam da sobie teraz radę.

Patrząc na ten postęp, albo jak kto woli, redukcję kosztów produkcji, stwierdziłem, że za jakiś kucharka, który potrafi stworzyć przepis i go porządnie napisać znajdzie zatrudnienie w przemyśle komputerowym :D

Ale póki co, back-, front- endowcy są potrzebni (wciąż są tańsi od technologii, która ma ich zastąpić). Tylko pytanie, skoro nie jestem ani jednym ani drugim i zajmuję się poprawianiem efektów ich pracy, to co z ich pracą jest nie tak? :D

Brak komentarzy:

"Rodzina"

Kiedyś pisałem, o starych znajomych, którzy z własnej inicjatywy zerwali kontakt, a potem są zdziwieni, że człowiek nie wyraż...