czwartek, 19 grudnia 2019

Smog

W dzieciństwie o smogu słyszałem jedynie z amerykańskich filmów. Początkowo myślałem, że chodzi o smoka.

W szkole łykałem, jak pelikan, że żyję w mieście, które jest w parku. I dość długo trwałem w tym fałszywym przekonaniu. Dopóki nie zacząłem się wybierać na dalsze wycieczki. Park, może i jest, ale na mapie. W rzeczywistości zryty wszelkimi możliwymi budowlami i ulicami. Zatem, miasto „moje” nie było tak czyste jak mi wciskano.

Przez wiele lat nie wiązałem kilku faktów. Takich jak ograniczenie widoczności „no przecież to zwykła mgła”, złe samopoczucie „migrenę to może mieć królowa angielska, a ciebie zwyczajnie łeb napierdala”, szybsze męczenie się - o tak, biegałem w tej „mgle”).

Kiedyś robiłem pomiary wiglotności na zewnątrz. Było poniżej 5%, więc skąd ta mgła Oo

No cóż, jestem „specjalistą” (dyplomy mam) od wody, a nie od powietrza. Trochę zajęło mi rozkminienie tematu. A potem w sukurs przyszła panika smogowa – czyli zacznijmy zarabiać na tych co chcą umrzeć zdrowi. Wszelkiej maści filtry, oczyszczacze powietrza i w ogóle.

Dziś. Patrząc na wskaźniki w internetach, dozwolona norma PM2,5 przekroczona o 200%, PM10 o 150%, benzen o 90%, założyłem maskę, która nieco ogranicza wciąganie do płuc syfu. Chociaż jeden, „minister”, stwierdził, że i tak palimy papierosy, więc nie mamy prawa narzekać. Tyle, że nie wszyscy palą, ciulu!

Po paru minutach zaparowały mi szkła. Już nauczony, spiesz się powoli, dokonałem abordażu autobusu. Kilka minut później autobus wjechał w mleko. Widoczność do 50m. A ja idę sobie sapiąc w neopren z filtrem, z zaparowanymi szkłami i tak myślę sobie, że chciałem żyć w świecie przyszłości… ale ze Star Treka, a nie, kurwa, jakiegoś postapo.

Brak komentarzy:

Pomoc fundacji

Mój stosunek do wszelkich fundacji, funkcjonujących z datków, jest negatywny. I nie ma co się oszukiwać jest to jeden z modeli biznesowych, ...