Przejdź do głównej zawartości

Ofys Mikromiękkiego na Andku

      Od jakiegoś czasu stałem się malkontentem produktów i usług Google. Polityka firmy nie wnerwiła mnie jak dotąd, by przestać i zacząć korzystać z innych narzędzi (poczta, video, mobilny system), ale coraz mniej mi pasuje system Google jako użytkownikowi. Przestałem korzystać z ich usług Docs, Sheets, Drive (chociaż z tego ostatniego korzystam pośrednio poprzez pocztę czy choćby tego blogaska). Zamiast tego korzystam z płatnej wersji Microsoft Office (nie, to nie jest wpis sponsorowany) w połączeniu z pocztą Outlook i dyskiem Onedrive jest to zajebisty zestaw do pracy. I o ile na Ubuntu piszę głównie w Libre Office (przez dłuższy czas korzystałem i byłem zadowolony) to teksty finalnie przerzucam do Office Online. Przez długi czas brakowało mi aplikacji na Androida, bo co prawda na telefon była, ale o tablecie można było pomarzyć. I teraz się to też zmieniło. Jest dostępna wersja na Androida w wersji jeszcze testowej – i jeżeli o mnie chodzi działa bezbłędnie. W wersji online brakuje kilku opcji choćby otwieranie zabezpieczonych dokumentów, aplikacje na Androida wyglądają tak samo jak w wersji desktop na komputerze.

Linki do sklepu Play:
Word
Excel
PowerPoint

      A malkontentom tak tylko wspomnę, że nie zaczynałem przygody od softu Microsoftu. Programy biurowe z jakich korzystałem na systemie GEOS z geoCalc, geoWrite, później na DOSie Lotus 1-2-3, Quattro Pro oraz rodzimego TAG.

Komentarze

Wieczne Miasto Bg pisze…
A to ciekawy wpis bo rzadko słyszy się dobre komentarze o jakimkolwiek produkcie Microsoftu. Ja na co dzień mam do czynienia raczej z innym wielkim koncernem (Adobe). Znam jednak ludzi, którzy do perfekcji opanowali sztukę tworzenia świetnych (o zgrozo ja to piszę?) publikacji w MS Word i PP. Podziwiam. Chyba nie będę umiała się przekonać do tworzenia np. 200 stronnicowej skomplikowanej publikacji w Wordzie zamiast InDesign.
bagienny pisze…
Microsoft stał się takim chłopcem do bicia. No tak, tyle, że podobnie jak InDesign nie służy do pisania, Word nie służy do składania. To, że ludzie potrafią zrobić w tym coś więcej moim zdaniem jest spoko.
No sorki Word i InDyk to dwie różne aplikacje do dwóch różnych celów. Jeśli KOMUKOLWIEK uda się złożyć JAKĄKOLWIEK publikację do druku offsetowego w Wordzie to chylę czoła.
Ale porównując z LibreOffice, to muszę się zgodzić że M$Office jest lepszy. Przede wszystkim dlatego, że jest szybszy i stabilniejszy. Do niedawna zresztą miałem Office2000, ale niestety odmówił posługi z Windowsem 7. Nie piszę dużo, więc LO mi wystarcza.
Wracajac do InDesigna - jest darmowy Scribus. Próbowałaś?
Wieczne Miasto Bg pisze…
Ha! Moge podac Ci wiele nazw firm i instytucji (zagranicznych) ktore ciagle to robia. Niestety. A wiem to ze wzgledu na prace. Zupelnie niedawno skladalam do druku 175 stron instrukcji obslugi kruszarki w 10 jezykach, stworzona przez kogos wybitnie zdolnego (sarkazm) w MS Word. Scribus jest swietny robie z nim rozne rzeczy w Linux. Polecam go ale przyznaje nie mialam okazji przetestowac go w programach do tlumaczen, ktore potrzebne mi sa do mojej pracy a dostepne sa dla mnie na platformie Windows tylko.
Jeśli to instrukcja czarnobiała, to Word nie jest taki zły. Pracuje się w nim szybciej a i tak nikt nie będzie zwracał uwagi na stronę zecerską składu. Impozycję teraz robi się już w drukarni, więc nie ma problemu, żeby zamienić czerń RGB na czerń w druku. Gorzej jak ktoś chciał składać coś kolorowego, gdzie kolory muszą być zgodne z konkretnymi wytycznymi (odpada automatyczna konwersja na CMYK na RIPie) czy wręcz z użyciem Pantonów. Tu Word będzie miał problem :)
Wieczne Miasto Bg pisze…
Ja za każdym razem płacze nad tekstem, który muszę zaopiniować i wysłać lub odebrać z tłumaczenia w takim właśnie stylu, A przecież są takie świetne edytory/formaty....FM, InDesign, XML, Scribus jak wolisz. A znam takich co potrafią tabelki robić z elementów jak linie i łączyć je chyba przez godzine zamiast zrobić to prawidłowo za pomocą 4 kliknięć myszka. Ale klient nasz pan!

Popularne posty z tego bloga

Darmowe nauczanie

Czasem z jakiś powodów jestem zmuszony uczyć. W zasadzie nie jest istotne co jest przedmiotem nauczania, istotny jest obiekt, który ma się czegoś nauczyć. Istnieje takie przekleństwo „obyś obce dzieci uczył”. Kiedy je poznałem nawet nie zdawałem sobie sprawy jak brzydkie i wredne jest to przekleństwo.

Obiekt, który ma być uczony, zwykle jest pod przymusem. Może nie najlepsza motywacja, ale ja to nie szkoła i ocen nie wystawiam.  Pomijam zdolności przyswajania, bo z mojej praktyki to wszystko zależy od uczącego i chęci z drugiej strony. Jeżeli tej chęci nie m, nie ma siły, by ktoś się czegoś nauczył.

Zauważyłem też, że osobniki młode są wyjątkowo oporne na wiedzę. Zwłaszcza w obszarach wiedzy, które są przypisywane dla młodych. Dla czytających moje wypociny nie muszę tego tłumaczyć, bo niemal każdy z Was miał do czynienia z żółtodziobami nie mającymi o niczym pojęcia, z błędnym poczuciem zajebistości. Żeby nie było, istnieją starsze osobniki, które nauczyły się czegoś 30 lat temu i uwa…

Recepta online

Za młodu człowiek wyczyniał mnóstwo głupot. Zwłaszcza tych ekstremalnych. Przeskoczenie płotu 150 cm w biegu, wbieganie na drzewo czy przemykanie po dachach. Ale na starość zaczynają dobijać różne kontuzje... a tym śmieszniejsze są, że kontuzje nabyte podczas normalnego funkcjonowania. Do dzisiaj nie mogę się nadziwić, że wystarczy potknięcie, by spieprzyć sobie przyjemność z życia. Nawet pijana baba za kółkiem, która bardzo sie starała wypisać mnie z listy żyjących, raptem spieprzyła mi jedno lato.

Tym bardziej wkurzające jest, że pomimo, w miarę racjonalnego dbania o zdrowie potrafi coś jebnąć co jest w genach. A potem te pigułki... Nie zapominam o ich wciągnięciu, ale konsekwentnie zapominam, zapisać się do lekarza, by dostać nowe. Dzisiaj przyszła mi w sukurs technika. Zamówiłem leki via inet. Zero czekania na wizytę. Zero siedzenia w przychodni. I jeszcze zadzwonią, żeby receptę odebrać. Jeszcze chwila a dostanę receptę elektronicznie a w aptece machnę internetem rzeczy NFC i aut…

25 lat keczupu

Jak każdy z nas, kto doświadczył przyjemności jednego systemu czy drugiego ma jakieś ale. Jeden i drugi posługuje się propagandą, trudno mi ocenić na podstawie dostępnych, która jest bardziej ohydna. Wydaje się, że dzisiejsza bazująca na najniższych instynktach, ale mogę wypowiedzieć się jedynie o tej, której doświadczam i która dotyczy mnie osobiście.

      Uprawia się z powodzeniem propagandę, że kiedyś było źle, Mordor, Imperium Zła i w ogóle. Ludzie mieszkali w barakach, byli niewolnikami systemu, nie mieli internetu, smartfonów i jedli chleb ze słoniną. Wskazuje się na okresy pewnych braków, jako okresy permanentne a nie czasowe. Udam głupka. Skoro jest tak super, po co marnotrawić czas, by pokazywać jak było chujowo?

      Zabawną rzeczą jest jeszcze porównywanie dzisiejszej sytuacji ekonomicznej i ówczesnej, rządzącymi się zupełnie innymi prawami. Nawet nie uwzględnia się w tych sytuacji jaka nastąpiła na świecie, które można skrócić do jednego słowa - globalizacja.

     …