Przejdź do głównej zawartości

Dinozaury i pseudo post PC

      Wieki temu, kiedy na świecie żyły i chodziły dinozaury, ludzie korzystali ze sprzętów, których możliwości teraz byle telefon przeskakuje. Ale czyżby? Lat co najmniej dziesięć temu, przeczytałem zajebisty wstępniak do czasopisma Fenix. Kawał dobrej literatury i tej polskiej i tej zagranicznej. We wstępniaku redaktor naczelny zwykle nie kwilił o tym co jest w numerze. Spisywał swoje spostrzeżenia na temat świata. W jednym z tych wstępniaków, zwrócił uwagę na to, że ówczesny nastolatek nosi w plecaku większą moc obliczeniową niż kiedy wynosili człowieka w kosmos.

      Dziś operujemy jeszcze znacznie większymi zasobami obliczeniowymi, niż plecak tamtego nastolatka ;] I w jakim celu? Czy sprzęty służą do prac nad znalezieniem lekarstwa na raka czy prognozowaniu gdzie i kiedy walnie żywioł? Nie. Moc obliczeniowa, którą dysponujemy służy do tego, by wysłać sms, e-mail, kliknąć lubię to.

      Będąc jeszcze użytkownikiem maszyn mających procesory taktowane 1MHz i mniej, jakoś więcej rzeczy robiło się stricte informatycznych niż w dniu dzisiejszym, oprócz grania coś jeszcze się robiło. Aktualnie cała energia człowieka, który korzysta ze sprzętów ogranicza się do jego głaskania. Przez przypadek interesując się różnymi branżami stykam się z ludźmi, którzy wyciskają z komputera siódme poty - graficy, muzycy czy programiści (z nimi jest trochę inaczej, bo oni nie potrzebują super szybkich maszyn do swojej pracy, nie przeprowadzają jakiś złożonych symulacji co najwyżej jest im potrzebna fizyczna maszyna o nieco większej mocy obliczeniowej, ale w zasadzie dlatego, że pracują obecnie najcześciej w chmurach). Jak napisałem z ludźmi z którymi mam styczność. Gdzieś tam w odmętach internetu i rzeczywistości są ludzie, którym ciągle za mało.

      Oczywiście miałem przyjemność dotknąć mainframe (de facto komputera, bo cały czas, mimo że, nomenklatura potoczna zmienia się, pewne definicje się nie zmieniają), ale kiedy zostałem wpuszczony na tę maszynę, by coś odpalić nie wiedziałem jak wykorzystać tę moc (nie liczoną w megaherzach tylko we flopach (flops)... uściślając w petaflopach (pflops)). Piękne cudo, które przypominało przewróconą lodówkę. I co ja na tym zrobię? Odpalę program do statystyki? Grę? A może film, żeby lepiej go zdekodował. Wracam do PC (personal computer, nazywanie tabletów terminem post PC jest pewnym nieporozumiem, IMO teraz dopiero możemy mówić o PC).

      A nie, nie będzie o PC. Będzie o czym innym.
      Teraz pilot ma większą moc obliczeniową od mojego pierwszego komputera. Tyle, że samym pilotem nic nie zrobię. A jeżeli nawet mam odbiornik którym będę rządził inteligentnym pilotem, to i tak niczego nie zrobię i nie stworzę. Nawet czegoś tak prostego

10 print "dupa"
run

Komentarze

Caddi Fredson pisze…
Kurka w dętkę, aleś namotał z tymi mocami i flopami:-)
bagienny pisze…
Tak trochę ;] Zmiksowałem częstotliwość taktowania prędkości wykonania rozkazów na sekundę z liczbą operacji zmiennoprzecinkowej na sekundę, taki detal ;] Niech moc będzie z Tobą ;]
Andrzej pisze…
Ech, pamiętam co się wyczyniało na małym 8-bitowym Atari... :)
martuuha pisze…
>>ówczesny nastolatek nosi w plecaku większą moc obliczeniową niż kiedy wynosili człowieka w kosmos. Dziś operujemy jeszcze znacznie większymi zasobami obliczeniowymi, niż plecak tamtego nastolatka ;]<<

dlaczego więc nie wystrzelimy się w kosmos? ;)
bagienny pisze…
Problem jest prozaiczny. Łatwiej się hamować na powierzchni planety niż na jej orbicie. Jeżeli wynoszenie różnych rzeczy na orbitę stanie standardowe będzie kwestią czasu, by sterroryzować cały świat. To nie jest wizja z taniej sf (teraz to już oksymoron), ale faktem jest kto jest na orbicie ten rządzi światem.
martuuha pisze…
ach, skoro tak, to nie chcę. to ja chcę poza orbitę ;)

Popularne posty z tego bloga

Recepta online

Za młodu człowiek wyczyniał mnóstwo głupot. Zwłaszcza tych ekstremalnych. Przeskoczenie płotu 150 cm w biegu, wbieganie na drzewo czy przemykanie po dachach. Ale na starość zaczynają dobijać różne kontuzje... a tym śmieszniejsze są, że kontuzje nabyte podczas normalnego funkcjonowania. Do dzisiaj nie mogę się nadziwić, że wystarczy potknięcie, by spieprzyć sobie przyjemność z życia. Nawet pijana baba za kółkiem, która bardzo sie starała wypisać mnie z listy żyjących, raptem spieprzyła mi jedno lato.

Tym bardziej wkurzające jest, że pomimo, w miarę racjonalnego dbania o zdrowie potrafi coś jebnąć co jest w genach. A potem te pigułki... Nie zapominam o ich wciągnięciu, ale konsekwentnie zapominam, zapisać się do lekarza, by dostać nowe. Dzisiaj przyszła mi w sukurs technika. Zamówiłem leki via inet. Zero czekania na wizytę. Zero siedzenia w przychodni. I jeszcze zadzwonią, żeby receptę odebrać. Jeszcze chwila a dostanę receptę elektronicznie a w aptece machnę internetem rzeczy NFC i aut…

Darmowe nauczanie

Czasem z jakiś powodów jestem zmuszony uczyć. W zasadzie nie jest istotne co jest przedmiotem nauczania, istotny jest obiekt, który ma się czegoś nauczyć. Istnieje takie przekleństwo „obyś obce dzieci uczył”. Kiedy je poznałem nawet nie zdawałem sobie sprawy jak brzydkie i wredne jest to przekleństwo.

Obiekt, który ma być uczony, zwykle jest pod przymusem. Może nie najlepsza motywacja, ale ja to nie szkoła i ocen nie wystawiam.  Pomijam zdolności przyswajania, bo z mojej praktyki to wszystko zależy od uczącego i chęci z drugiej strony. Jeżeli tej chęci nie m, nie ma siły, by ktoś się czegoś nauczył.

Zauważyłem też, że osobniki młode są wyjątkowo oporne na wiedzę. Zwłaszcza w obszarach wiedzy, które są przypisywane dla młodych. Dla czytających moje wypociny nie muszę tego tłumaczyć, bo niemal każdy z Was miał do czynienia z żółtodziobami nie mającymi o niczym pojęcia, z błędnym poczuciem zajebistości. Żeby nie było, istnieją starsze osobniki, które nauczyły się czegoś 30 lat temu i uwa…

Spinner

Ludzie to dziwny twór. Lubią nienawidzić. I żeby nie było, że to tylko nasza polska domena narodowa. Wystarczy czytać co boli naszych towarzyszy za oceanem.

Nigdy nie mogłem zrozumieć, dlaczego ludzie hejtują #selfie i #samojebki. Srsly. Być może, nie rozumiem tego, bo sam uprawiałem samojebki nim powstała na nie moda. Sporo zdjęć wykonanych aparatem z łapy samemu sobie. Aparatem na kliszę. Robi ktoś sobie zdjęcie, ma selfie sticka i ci to przeszkadza? Idź do lekarza. Może jakaś żyłka w dupie jest zbyt napięta. Ale to tak przy okazji, bo tematem dzisiejszego wpisu na blogasku jest łożysko :D

Od dłuższego czasu na zachodnich heheszkowych portalach rozsiewa się informacja o jakimś intelektualnym raku. Jest to spinner. Temat mnie nie obchodził i za bardzo nie wiedziałem o co chodzi i srsly głupota i hejt średnio mnie interesuje. Wiedza przyszła, sama i nie proszona. Otóż spinner się kręci i nic więcej nie robi i to jest mega głupie. Naprawdę?

No cóż... pamiętam:
- plastikowe rury, którym…