Przejdź do głównej zawartości

Czarny piątek

Wczorajszego wieczora dostałem pierwszą ofertę, i przyznam, że kuszącą – oprogramowanie za 800 złotych w piątek ma kosztować 200. Poważna firma to i poważne oferty rabatowe dla klientów.

Dzisiaj przetarłem oczy, spojrzałem na skrzynkę i oniemiałem. Każdy jeden sklep, każda usługa oferuje mi z okazji „czarnego piątku” rabat. Rabat ów niczym się nie różni od całosezonowych rabatów: 3 za 2, drugi produkt za złotówkę, 10% itd..

Nigdy nie mogłem zrozumieć czemu w Polsce nie ma faktycznych wyprzedaży. Nie dość, że sprzedaje się nam towary, które już zarobiły na siebie w krajach zachodnich jako nowość, to jeszcze przy opróżnianiu magazynów mamy płacić niewiele mniej od regularnej ceny. Jeżeli produkt jest niskiej jakości wówczas przecena może robić wrażenie.

Wyprzedaż zaczyna się od 50% wartości ceny. W Polsce maksymalna dochodzi do obniżka 20% (zdarzają się 50% upustu, ale z reguły na dwóch/trzech sztukach asortymentu).
Jako, że po 1 listopada zaczął się sezon przedświąteczny Bożego Narodzenia, sklepy i usługi mamią nas „ofertami”.

Czarny piątek ma swoje korzenie za oceanem, w konkretnie w kraju zwanym Stany Zjednoczone. Ten piątek nie jest jakiś szczególny, różnica wynika w rozliczeniu i by pozbyć się towaru, za który gdy stuknie 1 stycznia muszą zapłacić podatek od zysków (w uproszczeniu). U nas jest podobnie, tylko biorąc przykład z empiku towar tuż przed nowym rokiem jest zwracany do dystrybutora/producenta, by tego uniknąć (jakby ktoś się pytał czemu tylko evergreen są wówczas dostępne).

Nie ma polskiego czarnego piątku. Jest to zwykłe hasło reklamowe. Podobnie jak już stała reklama namalowana lub co częściej ordynarnie przyklejony afisz na frontowej szybie sklepu. Napisy „likwidacja sklepu – wyprzedaż”, „rabat od 50%” widnieją calutki rok. Te likwidowane sklepy są co najmniej kilku lat.

Nie dajmy się zwariować i poddawajmy się stadnemu wyrzucaniu pieniędzy na promocje.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Darmowe nauczanie

Czasem z jakiś powodów jestem zmuszony uczyć. W zasadzie nie jest istotne co jest przedmiotem nauczania, istotny jest obiekt, który ma się czegoś nauczyć. Istnieje takie przekleństwo „obyś obce dzieci uczył”. Kiedy je poznałem nawet nie zdawałem sobie sprawy jak brzydkie i wredne jest to przekleństwo.

Obiekt, który ma być uczony, zwykle jest pod przymusem. Może nie najlepsza motywacja, ale ja to nie szkoła i ocen nie wystawiam.  Pomijam zdolności przyswajania, bo z mojej praktyki to wszystko zależy od uczącego i chęci z drugiej strony. Jeżeli tej chęci nie m, nie ma siły, by ktoś się czegoś nauczył.

Zauważyłem też, że osobniki młode są wyjątkowo oporne na wiedzę. Zwłaszcza w obszarach wiedzy, które są przypisywane dla młodych. Dla czytających moje wypociny nie muszę tego tłumaczyć, bo niemal każdy z Was miał do czynienia z żółtodziobami nie mającymi o niczym pojęcia, z błędnym poczuciem zajebistości. Żeby nie było, istnieją starsze osobniki, które nauczyły się czegoś 30 lat temu i uwa…

Recepta online

Za młodu człowiek wyczyniał mnóstwo głupot. Zwłaszcza tych ekstremalnych. Przeskoczenie płotu 150 cm w biegu, wbieganie na drzewo czy przemykanie po dachach. Ale na starość zaczynają dobijać różne kontuzje... a tym śmieszniejsze są, że kontuzje nabyte podczas normalnego funkcjonowania. Do dzisiaj nie mogę się nadziwić, że wystarczy potknięcie, by spieprzyć sobie przyjemność z życia. Nawet pijana baba za kółkiem, która bardzo sie starała wypisać mnie z listy żyjących, raptem spieprzyła mi jedno lato.

Tym bardziej wkurzające jest, że pomimo, w miarę racjonalnego dbania o zdrowie potrafi coś jebnąć co jest w genach. A potem te pigułki... Nie zapominam o ich wciągnięciu, ale konsekwentnie zapominam, zapisać się do lekarza, by dostać nowe. Dzisiaj przyszła mi w sukurs technika. Zamówiłem leki via inet. Zero czekania na wizytę. Zero siedzenia w przychodni. I jeszcze zadzwonią, żeby receptę odebrać. Jeszcze chwila a dostanę receptę elektronicznie a w aptece machnę internetem rzeczy NFC i aut…

25 lat keczupu

Jak każdy z nas, kto doświadczył przyjemności jednego systemu czy drugiego ma jakieś ale. Jeden i drugi posługuje się propagandą, trudno mi ocenić na podstawie dostępnych, która jest bardziej ohydna. Wydaje się, że dzisiejsza bazująca na najniższych instynktach, ale mogę wypowiedzieć się jedynie o tej, której doświadczam i która dotyczy mnie osobiście.

      Uprawia się z powodzeniem propagandę, że kiedyś było źle, Mordor, Imperium Zła i w ogóle. Ludzie mieszkali w barakach, byli niewolnikami systemu, nie mieli internetu, smartfonów i jedli chleb ze słoniną. Wskazuje się na okresy pewnych braków, jako okresy permanentne a nie czasowe. Udam głupka. Skoro jest tak super, po co marnotrawić czas, by pokazywać jak było chujowo?

      Zabawną rzeczą jest jeszcze porównywanie dzisiejszej sytuacji ekonomicznej i ówczesnej, rządzącymi się zupełnie innymi prawami. Nawet nie uwzględnia się w tych sytuacji jaka nastąpiła na świecie, które można skrócić do jednego słowa - globalizacja.

     …