środa, 19 czerwca 2013

      Czasem zdarzy się wieczór, które spędzam nadzwyczaj miło. Człowiek pieprzy głupoty, szwenda się po rejonach wsi, który po raz pierwsza zwiedza o dziwnej porze. Spotyka miłych ludzi w niemiłych okolicznościach przyrody. Tak się kiedyś przydarzyło, że trafiłem na kompletne zadupie i nie miałem absolutnie pojęcia czy iść w prawo, w lewo, w dół czy w górę. Telefon do przyjaciela "gdzie ja kurwa jestem". Tylko zanim wykonałem telefon, musiałem człapać w kierunku poszukiwaniu zasięgu. Kierowałem się nie światłem gwiazd i Księżyca tylko wskaźnikiem zasięgu w telefonie. Jako, że nie posiadałem gpsu w telefonie musiał mnie namierzyć sobie znanymi sposobami. Przez telefon zaczął się śmiać, blisko godzinę później kiedy wsiadałem do samochodu dalej się śmiał.

      Wczoraj (formalnie dziś) mnie też gdzieś wyrzuciło. Ale od miejsca gdzie do miejsca w którym znalazłem nocny to już inna historia ;]

4 komentarze:

Krzysztof Kupiński pisze...

Może jednak warto miec ustrojstwo z GPS:-)

bagienny pisze...

Teraz mam ^^

goldenbrown pisze...

Czasem się dziwię, jak mogliśmy żyć w czasach przed GPSem, komórkami.. Gdy jedynie koniec języka służył za przewodnika ;)
To się w głowie nie mieści, że w ogóle dalo się wtedy żyć:))

bagienny pisze...

Bardziej zyczliwie. Teraz gdy mi sie to przydarza, kiedy pukam do drzwi, nikt mi nie otwiera. Kierowcy nawet nie zwalniaja.

Sytuacja, ktora mie spotkala za czasow zlego PRL. Wyjebalo (nie mam lepszego slowa na to) mnie gdzies, na jakies kompletne zadupie. Niedosc, ze otworzono drzwi, to dano mi cos zjesc i zawieziono do Warszawy pod dom rozklekotana Syrenka (od tamtej pory przestalem sie nabijac z tego samochodu).

Nie demonizujac, co jakis czas jestem mile rozczarowywany ludzka zyczliwoscia ;]

A technika pozwala mi na samodzielne wyjscie z klopotow, ewentualnie w znalezieniu pomocy - nie mysle o tym jak bylo kiedys ;]

Fejsik

Podoba mi się, jak przy aferze z fejsem część internetu od bezpieczeństwa, która uprzedzała jest konsekwentnie ignorowana przez marketing lu...