Przejdź do głównej zawartości

Problem z piciem

      Postarałem się, by ten wpis nie był ani za długi ani za bardzo paranoiczny (właściwie bezlitośnie go przyciąłem). Nie jest to też opracowanie ani techniczne ani naukowe, choć dla wspólnego dobra mógłbym się wysilić. Jednak ze względów na to, że na podstawie moich hmm powiedzmy artykułów publikowanych w sieci niektórzy napisali sobie prace magisterskie lub opracowania naukowe i nawet słowa dziękuję nie otrzymałem, tego nie zrobiłem.

      Dzień Wody został powołany podczas konferencji Szczytu Ziemii w Rio de Janeiro w 1992 i jest obchodzony 22 marca. Przegapiłem tę datę, bo miałem co innego na głowie. Ale do rzeczy. Odnośnie Szczytu Ziemii należy chociażby się orientować, że coś takiego miało miejsce. Drugą istotną informacją jest Klub Rzymski (założony w 1968) i jego raport Granice wzrostu (1972). I tak szczerze, to trzeba znać. Dlaczego? A choćby dlatego, że czasem ludzie nie są durni i mają coś sensownego do powiedzenia - tutaj jest podsumowanie po latach tego raportu.
      Z dziką rozkoszą udostępniłbym wszystko po polsku, jednak w internecie nie ma wszystkiego. Często trzeba ruszyć dupę do biblioteki czy księgarni, by się czegoś dowiedzieć.

      Polska od zawsze była krajem bagnistym. I nie chodzi mi tutaj o mentalność mieszkańców i ich nadzorców... znaczy się rządu. Przyrodniczo było bagniście. Bagno jest fajne, bagno jest dobre... ale średnio nadaje się do mieszkania. Ale my mamy taką a nie inną mentalność ;]
      Zarówno rządy i samorządy jednostek terytorialnych mają inne problemy niż problem braku wody u nas w Polsce. Ekolodzy, którzy funkcjonują na naszej szerokości geograficznej są tyle samo warci co politycy z którymi "walczą". Walczyli o Rospudę, walczyli o ptaszki na prawobrzeżnej stronie Warszawy - a wystarczyło się przyjrzeć problemowi, żeby wiedzieć, że to nie ma sensu (ciekawe jest to, że "ekolodzy" nie mają najczęściej kierunkowego wykształcenia przyrodniczego). A gdzie jest problem? Z wycinką lasów, brakiem budowy zbiorników retencyjnych, zezwalanie na osiedlanie się w pradolinach rzek lub na terenach zalewowych, czystość wód, zanikanie wód podziemnych etc. Wszystko, by trochę zarobić. Tak postępują wszystkie kraje w UE, o "mocarstwach" jak Chiny czy Stany Zjednoczonych Ameryki (na dodatek radośnie przyjmujemy ich technologie niszczące środowisko naturalne) nie trzeba wspominać.

      Oczywiście to jest domena filmów katastroficznych pokazywać co się może wydarzyć w przyszłości, kiedy woda stanie się towarem luksusowym. Ale jest jeden film dokumentalny, który jest udostępniany w całości w kilku językach za darmo już w dniu premiery (tutaj z polskim lektorem). W Warszawie był wyemitowany tylko w jednym kinie, w Lunie. Co prawda dla kogoś takiego jak ja, który przez pięć lat uczył się o tym czym jest woda to raptem broszurka. Obejrzyjcie film, i przy następnych wyborach samorządowych może zapytacie się kandydatów co mają zamiar zrobić w sprawie wody. Lokalnie, bo trzeba zaczynać od małych rzeczy.

Komentarze

goldenbrown pisze…
Dziękuję. Przeczytałam i.. zamysliłam się.
bagienny pisze…
Dzięki ;]

Popularne posty z tego bloga

Recepta online

Za młodu człowiek wyczyniał mnóstwo głupot. Zwłaszcza tych ekstremalnych. Przeskoczenie płotu 150 cm w biegu, wbieganie na drzewo czy przemykanie po dachach. Ale na starość zaczynają dobijać różne kontuzje... a tym śmieszniejsze są, że kontuzje nabyte podczas normalnego funkcjonowania. Do dzisiaj nie mogę się nadziwić, że wystarczy potknięcie, by spieprzyć sobie przyjemność z życia. Nawet pijana baba za kółkiem, która bardzo sie starała wypisać mnie z listy żyjących, raptem spieprzyła mi jedno lato.

Tym bardziej wkurzające jest, że pomimo, w miarę racjonalnego dbania o zdrowie potrafi coś jebnąć co jest w genach. A potem te pigułki... Nie zapominam o ich wciągnięciu, ale konsekwentnie zapominam, zapisać się do lekarza, by dostać nowe. Dzisiaj przyszła mi w sukurs technika. Zamówiłem leki via inet. Zero czekania na wizytę. Zero siedzenia w przychodni. I jeszcze zadzwonią, żeby receptę odebrać. Jeszcze chwila a dostanę receptę elektronicznie a w aptece machnę internetem rzeczy NFC i aut…

Darmowe nauczanie

Czasem z jakiś powodów jestem zmuszony uczyć. W zasadzie nie jest istotne co jest przedmiotem nauczania, istotny jest obiekt, który ma się czegoś nauczyć. Istnieje takie przekleństwo „obyś obce dzieci uczył”. Kiedy je poznałem nawet nie zdawałem sobie sprawy jak brzydkie i wredne jest to przekleństwo.

Obiekt, który ma być uczony, zwykle jest pod przymusem. Może nie najlepsza motywacja, ale ja to nie szkoła i ocen nie wystawiam.  Pomijam zdolności przyswajania, bo z mojej praktyki to wszystko zależy od uczącego i chęci z drugiej strony. Jeżeli tej chęci nie m, nie ma siły, by ktoś się czegoś nauczył.

Zauważyłem też, że osobniki młode są wyjątkowo oporne na wiedzę. Zwłaszcza w obszarach wiedzy, które są przypisywane dla młodych. Dla czytających moje wypociny nie muszę tego tłumaczyć, bo niemal każdy z Was miał do czynienia z żółtodziobami nie mającymi o niczym pojęcia, z błędnym poczuciem zajebistości. Żeby nie było, istnieją starsze osobniki, które nauczyły się czegoś 30 lat temu i uwa…

Spinner

Ludzie to dziwny twór. Lubią nienawidzić. I żeby nie było, że to tylko nasza polska domena narodowa. Wystarczy czytać co boli naszych towarzyszy za oceanem.

Nigdy nie mogłem zrozumieć, dlaczego ludzie hejtują #selfie i #samojebki. Srsly. Być może, nie rozumiem tego, bo sam uprawiałem samojebki nim powstała na nie moda. Sporo zdjęć wykonanych aparatem z łapy samemu sobie. Aparatem na kliszę. Robi ktoś sobie zdjęcie, ma selfie sticka i ci to przeszkadza? Idź do lekarza. Może jakaś żyłka w dupie jest zbyt napięta. Ale to tak przy okazji, bo tematem dzisiejszego wpisu na blogasku jest łożysko :D

Od dłuższego czasu na zachodnich heheszkowych portalach rozsiewa się informacja o jakimś intelektualnym raku. Jest to spinner. Temat mnie nie obchodził i za bardzo nie wiedziałem o co chodzi i srsly głupota i hejt średnio mnie interesuje. Wiedza przyszła, sama i nie proszona. Otóż spinner się kręci i nic więcej nie robi i to jest mega głupie. Naprawdę?

No cóż... pamiętam:
- plastikowe rury, którym…