środa, 3 kwietnia 2013



      Szczerze powiedziawszy nawet ja, chłodnolubne zwierzę mam dość przeciągającej się zimy... chociaż moje stawy wrzeszczą, że jest wiosna (od co najmniej lutego). Udało mi się w marcu przez dwa dni pobrykać na rowerze. Jednak obyło się bez szaleństw (i tak zdołałem niedawno skręcone kolano przeciążyć).
      W chwili obecnej nie chce mi się nawet dupy podnieść do biblioteki (tak, używam takiego ustrojstwa) czy pójść do kina. W zasadzie działają jedynie zaproszenia z kin bym poszedł na seans. Jeżeli bym gdzieś dalej musiał się dotransportować to chyba tylko teleportem.

6 komentarzy:

goldenbrown pisze...

Byłam dziś w Warszawie, przyznam, że dosć już mam śnieżyc i róznych takich świnstw, które pakują się w oczy, za kołnierz..

bagienny pisze...

Hmm gdyby nie odśnieżali i tymi solami, piachem i czym ich tam czort wie nie rozwalili butów nie narzekałbym. Zresztą po śniegu jeździ się nieźle. A to, że pada to tylko przeszkoda dla obiektywu.

Krzysztof Kupiński pisze...

Właściwie rysunek mówi wszystko o tym, z czym się teraz wadzimy.
Żeby mi się tak chciało, jak mi się nie chce:-)

martuuha pisze...

Bo to nie jest na cierpliwość normalnego człowieka.
Choć i tak już pocieszam się jakimiś namiastkami. Ot, że dziś 6 stopni. Ot, że czasem widać kawałek słońca. Ot, że dzień jaśniejszy dłużej. Ale czasem aż samą siebie mi trudno przekonać.

bagienny pisze...

O to to. Na szczęście znalazłem w sobie wewnętrzny kickstart, żeby jednak się chciało ;]

bagienny pisze...

Kawałek? Oj... Niedobrze... Co zrobiono zresztą? :D

Fejsik

Podoba mi się, jak przy aferze z fejsem część internetu od bezpieczeństwa, która uprzedzała jest konsekwentnie ignorowana przez marketing lu...