piątek, 21 czerwca 2013

      Dawno, dawno temu. Kiedy po świecie krążyło widmo wojny atomowej, była Zimna Wojna, a dowcipy o niedźwiedziach nie kojarzyły się ze spadkiem wartości akcji a MEGA sąsiadem ZSRR, moje oczy zostały nakarmione prozą Roberta E. Howarda. W zasadzie dzięki niemu sięgnąłem po fantasy. Nie przemówił do mnie nudziarz Tolkien (poza Silmarillionem), ani rzesze innych modnych pisarzy. Zdecydowanie wolałem scifi. Chwilę później poznałem trylogię (później tetralogię, a obecnie cykl) Czarnoksiężnika z Archipelagu, który zawładnął moją wyobraźnią. I w rzeczy samej, pomijając nieliczne wyjątki to Robert E. Howard i Ursula K. Le Guin są moimi faworytami w gatunku.

      Biorąc pod uwagę, że lata (a minęło jakieś 25) powinny wyprostować moją młodzieńczą fascynację barbarzyńcą. Jednak tak się nie stało. Chciałem sobie odświeżyć poznane historie spisane tylko przez Howarda. Sprawdzić czy te historie się nie zestarzały. Dzięki wydawnictwu Rebis (tom I i tom II) na rynku pojawiły się opowiadania (teoretycznie) nienaruszone przez amerykańskich edytorów, tylko według wstępniaka są to tłumaczenia z oryginalnych pierwszych publikacji. Dwa duże tomiszcza (w sumie jakieś 1400 stron) można zmieścić w e-czytniku (tutaj można sobie poszukać).
      Z przyjemnością odkryłem, że opowiadania napisane blisko 100 lat temu nic nie straciły ze swojego uroku. Ba! Nawet nie trącą myszką. Owszem trudno je nazwać arcydziełem literackim... chociaż, mając w pamięci "święte" pozycje miłośników fantasy można nazwać pisaninę Howarda wybitną twórczością (jest nawet cień szansy, że spodoba się fanom Lovecrafta, jeżeli jeszcze nie mieli okazję poznać).

      Pomimo rysunku nigdy nie udzieliła mi się fascynacja bractwami rycerskimi. Jeżeli miałbym się jarać to epoką hellenistyczną. Ale jedyni znani mi miłośnicy tej epoki, mają brody i co najmniej tytuł doktora.

8 komentarzy:

goldenbrown pisze...

Ostatnio wpadły mi w ręce książki Carda. Zaczęłam od "Gry Endera", a teraz zaczynam "Przedświt".

Z pewnoscią znasz tę stronę: http://www.sedenko.pl/
:)

bagienny pisze...

Gre Endera znam (nastepne Mowca Umarlych, Ksenocyd i Dzieci umyslu - polecam) rownoleglem cienie hegemenow, enderow i innych takich to musztarda po obiedzie. Niedawno wyszedl prequel cyklu Gry Endera - W przededniu, na pierwszych stronach juz wyglada interesujaco. Ale wypowiem sie jak doczytam.

Znam Sedenko, tyle, ze pisze on glownie o polskiej fantastyce - a imo jeszcze do lat 80tych bylo, ok potem z malymi przeswitami, a teraz z wyjatkiem Ziemianskiego to reszta vanitas vanitatum et omnia vanitas (wiem, jestem niesprawiedliwy ;P Jak chcesz zeby Ci co polecic z klasyki/kanonu sf pisz jaki aspekt Cie interesuje ;]

Krzysztof Kupiński pisze...

Dawno dawno temu proza SF była chlebem powszednim. Teraz od czasu do czasu przypominam sobie niektóre powieści w formie audiobooków.

bagienny pisze...

Może to jest jakaś myśl. Ale jednak skłaniam się, żeby przyłożyć się bardziej do nauki obcego języka i czytać aktualne powieści sf. W Polsce jak było kiedyś marnie, tak teraz już nędznie.
Ale audiobooki. Może się kiedyś przekonam.

goldenbrown pisze...

Ostatnio chętnie słucham audiobookow, 2 godzinki do Warszawy umilają mi różne powieści. Ostatnio "Los powtórzony" JL Wiśniewskiego. Zobaczę, co sobie wgram na ten tydzien;)

goldenbrown pisze...

Oczywiście pomyliłam tytuł - "W przededniu", a nie "przedswit";)

Powinnam "prześwietlić" moją bibliotekę i zobaczyć, co warto sobie przypomnieć, bo minęło już wystarczająco dużo czasu, by wrócić do niektórych książek.

bagienny pisze...

Jakąś alergią reaguję na Wiśniewskiego ;]

Btw. podczas jednej podróży pociągiem umiliłem sobie czas Dziennikami Brigitte Jones, bodajże czytała Segda (polecam).

bagienny pisze...

IMO przeczytaj W przededniu na samym końcu.

Miękkie umiejętności

W dzisiejszych czasach nie jest trudno o pracę. Zdecydowanie jest trudniej znaleźć taką, która zapewni wystarczające środki do życia. Nie po...