Przejdź do głównej zawartości

Dzieci dorastają

          Przeczytałem tekst jednego z blogerów Antyweba i nasunęła mi się refleksja "dzieci dorastają". Choć dla części ludzi zawsze będę tym młodym, tak naprawdę jestem dinozaurem w świecie internetu. Jeszcze nie skamielina, a żywym organizmem. Co mnie odróżnia od tych "dzieci" to doświadczenie, którego one nabiorą za lat kilka lub kilkanaście. Nie jestem złośliwy, to rezultat wieloletniej obserwacji. A sam tekst warto wziąć sobie do serca.

          Nerwowe zerkanie, co kilka minut na telefon, bo dostaliśmy z dowolnego miejsca pinga już zostało dostrzeżone, ze źle wpływa na funkcjonowanie człowieka. BA! Nawet ma tuż swoją nazwę, ale nikt o tym już nie pamięta. Człowiek jest w ciągłym stresie i gotowości, przez to jest nieefektywny, rozproszony. Ma problem na skupieniu się na jednym zadaniu, o jego zrealizowaniu już nie wspominając

          Przypomina mi to nastolatka, który jednocześnie gra, słucha muzyki, odrabia pracę domową, czatuje i ogląda film. Wszystko w porządku, wszystko pamięta, ale w niczym tak naprawdę go tak nie ma. Czy z tym należy walczyć? Wydaje mi się, że samodzielnie dostrzeże problem. Czytanie i słuchanie muzyki spoko. Granie i odrabianie pracy domowej już nie. Ale to dzieciaki, i żeby nie było, że byłem lepszy ;]

          Na zaawansowane zarządzanie powiadomieniami trzeba będzie jeszcze długo poczekać. Jest to w chwili obecnej nierentowne. A sami użytkownicy, znaczy w swojej masie ilorazem inteligencji sięgają raptem doniczki z petuniami (po konsultacji, informuję, że to podobno geekowski dowcip), więc projektanci apek zaspakajają najprostsze potrzeby, ale nie zaawansowanych użytkowników.

          Można jednak sobie z tym poradzić i to za pomocą dostępnych narzędzi. Wymaga to jednak wiedzy stricte informatycznej oraz umiejętności zarządzania własnym czasem. I tak też czynię. Ale nie wzięło się to z dnia na dzień. Wymagało to lat, by wypracować określone scenariusze postępowania. Część odrzucałem całkowicie, część mniej lub bardziej modyfikowałem. To know how przyniosło mi również pieniądze.

          Wczoraj na mój widok smyrającego na tablecie padło stwierdzenie, "że mam centrum dowodzenia w ręku" i tak jest w istocie. Nie tylko dowodzę swoim życiem prywatnym, ale tez służbowym, kontroluję funkcjonowanie kilkunastu sajtów i paru serwerów. W przypadku urządzeń mobilnych - rozwiązań do tych działań na rynku low czy mid-endowego nie ma więc stworzyliśmy ze znajomymi własne. Korzystam ze smartwatcha, ale nie podskakuje jak rażony piorunem, kiedy dostaje powiadomienie, pomimo że, aplikacje mienią się odcieniami setek powiadomień.

          Wracając do tekstu. Podczas lektury zastanawiałem się, kiedy niedzielny meloman ze słuchawkami na uszach, przemieszczając się z punktu A do punktu B, wpadnie na to, by użyć odtwarzacza, w którym może wyłączyć powiadomienia. Albo lepiej, że dedykowane urządzenie do słuchania muzyki jest lepsze (tak jest w istocie).

          Bycie on-line, nie oznacza bycie niewolnikiem. A co do stwierdzenia, że kiedyś było inaczej i nie było hmm zasięgu ;] Z przyjemnością informuję, że mnie dalej jest łatwiej znaleźć w terenie niż się skontaktować... Chyba, ze zna ścieżkę jak się skontaktować ze mną natychmiast. Ci co znają, szanują mój czas i jeżeli im się świat nie wali lub go przejęli nad nim władzę, nie zawracają mi dupy pergolami, bo rzucili słit focie. Jak będę wyluzowany i postanowię aktywnie włączyć się w zaśmiecanie infosfery, wówczas z przyjemnością zobaczę wszystko ;]

          Polecam off-line jeszcze z innego powodu. Bycie niedoinformowanym co się dzieje w świecie jest fajne. Nie dość, że nie zaśmiecam sobie pamięci rzeczami, które mnie nie dotyczą, nie obchodzą czy nie mam na nie wpływu, to jeszcze mogę uczestniczyć w rozmowie, w której ktoś twarzą w twarz opowie mi o co szyszunia. Jest to miło. Srsly.

Komentarze

Wieczne Miasto Bg pisze…
Zgadzam sie! Offline jest potrzeby a chocby i po to aby dostrzec inne rzeczy wokolo. Kiedy wyjezdzam do Bosni, do rodziny, nie mam tam raczej dostepu do netu. Owszem moge pojsc gdzies do cafe gdzie darmowy net jest dostepny ale raczej tego nie robie. Za to delektuje sie ludzmi, krajobrazami, wszystkim co jest tu i teraz. Oddycham, relaksuje sie, zyje! I fajnie jest jak ktos przypomina o takich wartosciach jak rozmowa z kims z ktorym pije sie kawe czy wychodzi na drinka. Zamiast nerwowego zerkania w tel czy tablet.
bagienny pisze…
Heh, pod tym względem to zawsze byłem dziwny. Nim było modne posiadanie własnej końcówki sieci, potrafiłem na każdym zadupiu znaleźć kabelek na którym brykał internet.


Ale faktycznie tak miałem, że jak byłem na wojażach trochę dłuższych za siecią nie tęskniłem, choć się odmeldowywałem ("żyję, idę spać").
Wieczne Miasto Bg pisze…
Mnie totalnie dobijaja turysci, ktorzy przy byle okazji, zanim cos zamowia pytaja o wi-fi no i te robienie zdjecia tabletem! Ale taka cywilizacja, nic nie poradzisz. Czlonek naszej rodziny w Bosni, otrzymal ode mnie calkiem sprawny tyle ze juz wiekowy MacBook do korzystania z internetu. A ze osoba jest w podeszlym wieku a Mac jest latwy w obsludze szybko pojela o co w nim chodzi. Ostatnio czeka ja przeprowadzka i tymczasowy brak netu. A ze kobitka ponad 60 lat to posmialismy sie, ze bedzie za hipsterke robic po kafanach z darmowym wi-fi przesiadywac hahaha zeby sie podlaczyc do neta.
To ja jestem chyba jakiś dziwny, bo mnie ten postęp aż tak nie wciągnął i nie cierpię na żadną chorobę patrzenia co chwilę na telefon (może dlatego, że mam Nokie 6310i :P). Jednak doceniam ten postęp i fakt, że o wszystkim mogę się sam szybko dowiedzieć. Sortuję źródła, wybieram najlepsze. Robię to kiedy mam czas. Chyba bez tego już bym nie dał rady.
bagienny pisze…
Smartfona używam, ale mam też dziwactwo którym mogę zarówno ogłuszyć jak i zadzwonić ;] Wygoda przede wszystkim ;]
Moda na bio pisze…
Swiete slowa, bycie off line to samo zdrowie, bycie on line uzaleznia, podobno w niektorych krajach (chyba w Korei) rzad zarzadzil, by nastolatkowie przechodzili na odwyk od bycia on line i by rodzice kontrolowali czas jakie ich pociechy spedzaja w pasjonujacym wirtualnym swiecie. Pozdrawiam serdecznie Beata
bagienny pisze…
Geez, dobrze, że u nas nie ma takich pomysłów, bo jeszcze gotowi zamknąć mnie za notoryczne oglądanie filmów w kinie ;]
Off i on line powinno wynikać z potrzeby, a nie wewnętrznego przymusu. Swoją drogą to co koreańska sieć ma do zaproponowania jest atrakcyjnie również dla nas, tylko nam daleko do tego kraju. Z tych migawek co otrzymuję od znajomych, jestem przekonany, że sam bym nie odchodził od sieci.

Popularne posty z tego bloga

Recepta online

Za młodu człowiek wyczyniał mnóstwo głupot. Zwłaszcza tych ekstremalnych. Przeskoczenie płotu 150 cm w biegu, wbieganie na drzewo czy przemykanie po dachach. Ale na starość zaczynają dobijać różne kontuzje... a tym śmieszniejsze są, że kontuzje nabyte podczas normalnego funkcjonowania. Do dzisiaj nie mogę się nadziwić, że wystarczy potknięcie, by spieprzyć sobie przyjemność z życia. Nawet pijana baba za kółkiem, która bardzo sie starała wypisać mnie z listy żyjących, raptem spieprzyła mi jedno lato.

Tym bardziej wkurzające jest, że pomimo, w miarę racjonalnego dbania o zdrowie potrafi coś jebnąć co jest w genach. A potem te pigułki... Nie zapominam o ich wciągnięciu, ale konsekwentnie zapominam, zapisać się do lekarza, by dostać nowe. Dzisiaj przyszła mi w sukurs technika. Zamówiłem leki via inet. Zero czekania na wizytę. Zero siedzenia w przychodni. I jeszcze zadzwonią, żeby receptę odebrać. Jeszcze chwila a dostanę receptę elektronicznie a w aptece machnę internetem rzeczy NFC i aut…

Darmowe nauczanie

Czasem z jakiś powodów jestem zmuszony uczyć. W zasadzie nie jest istotne co jest przedmiotem nauczania, istotny jest obiekt, który ma się czegoś nauczyć. Istnieje takie przekleństwo „obyś obce dzieci uczył”. Kiedy je poznałem nawet nie zdawałem sobie sprawy jak brzydkie i wredne jest to przekleństwo.

Obiekt, który ma być uczony, zwykle jest pod przymusem. Może nie najlepsza motywacja, ale ja to nie szkoła i ocen nie wystawiam.  Pomijam zdolności przyswajania, bo z mojej praktyki to wszystko zależy od uczącego i chęci z drugiej strony. Jeżeli tej chęci nie m, nie ma siły, by ktoś się czegoś nauczył.

Zauważyłem też, że osobniki młode są wyjątkowo oporne na wiedzę. Zwłaszcza w obszarach wiedzy, które są przypisywane dla młodych. Dla czytających moje wypociny nie muszę tego tłumaczyć, bo niemal każdy z Was miał do czynienia z żółtodziobami nie mającymi o niczym pojęcia, z błędnym poczuciem zajebistości. Żeby nie było, istnieją starsze osobniki, które nauczyły się czegoś 30 lat temu i uwa…

Spinner

Ludzie to dziwny twór. Lubią nienawidzić. I żeby nie było, że to tylko nasza polska domena narodowa. Wystarczy czytać co boli naszych towarzyszy za oceanem.

Nigdy nie mogłem zrozumieć, dlaczego ludzie hejtują #selfie i #samojebki. Srsly. Być może, nie rozumiem tego, bo sam uprawiałem samojebki nim powstała na nie moda. Sporo zdjęć wykonanych aparatem z łapy samemu sobie. Aparatem na kliszę. Robi ktoś sobie zdjęcie, ma selfie sticka i ci to przeszkadza? Idź do lekarza. Może jakaś żyłka w dupie jest zbyt napięta. Ale to tak przy okazji, bo tematem dzisiejszego wpisu na blogasku jest łożysko :D

Od dłuższego czasu na zachodnich heheszkowych portalach rozsiewa się informacja o jakimś intelektualnym raku. Jest to spinner. Temat mnie nie obchodził i za bardzo nie wiedziałem o co chodzi i srsly głupota i hejt średnio mnie interesuje. Wiedza przyszła, sama i nie proszona. Otóż spinner się kręci i nic więcej nie robi i to jest mega głupie. Naprawdę?

No cóż... pamiętam:
- plastikowe rury, którym…