wtorek, 20 czerwca 2017

Norma 2.0

Mieszkanie w mieście jest obarczone pewnym szaleństwem. Jeżeli mieszkasz w miejscowości lub na wsi możesz „posiadać” jednego lub dwóch co najmniej dziwnych ludzi. Chyba, że Ty jesteś tym normalnym a cała reszta jest zbzikowana.

Codziennie przechodzę obok przystanku (nieważne jakiego) i codziennie mogę zrobić co najmniej jedno zdjęcie. Pod znakiem zakazu palenia pysk z petem w japie. Co ciekawe w innych miastach tego nie zauważyłem, a w Gdańsku przy dworcu kolejowym palacze grzecznie palili na wydzielonej wysepce.

Każdemu się śpieszy. Czerwone? A co to? Jestem wybrańcem, może we mnie nie trafi. A może nie rozpoznają kolorów? Daltonizm dotyka zarówno kierowców, jak i pieszych.

Ścieżka rowerowa? A co mi tam. Deskorolki, rolki, hulajnogi, wózek dziecięcy, balkonik… tak. Bywa śmiesznie.

Ale żeby nie było, że rowerzyści tacy porządni. Jest ścieżka? No weźcie… przecież jest ulica albo chodnik. Jest kontrpas dla rowerzystów? A nie, pojadę chodnikiem metr szerokości… i będę dzwonił dzwonkiem na pieszych. Czerwone? OMG też jestem daltonistą.

Obsrane chodniki przez pieski. Chociaż przyznam, że coraz częściej widzę właścicieli zginającym się nad odchodami swojego pupila (to się nazywa miłość do zwierząt). Ale wciąż można trafić na minę.

Po ostatnim weekendzie mogę dodać naturystę, które eksponował swoje wątpliwe atuty. Starszy pan po 60tce, przy bulwarach nad Wisłą.

Zmęczona bielizna starszej damy wyeksponowana w parku. Powiśle.

Piwko w autobusie. Bez żenady.

Wódka w papierowej torbie. Krakowskie Przedmieście.

O publicznych aktach defekacji i urynoterapii nawet nie warto wspominać.

Policja legitymuje jakąś emerytkę ze zwiędłymi kwiatkami. Straży miejskiej ani widu, ani słychu. Ale to tak na marginesie.

Brak komentarzy:

Fejsik

Podoba mi się, jak przy aferze z fejsem część internetu od bezpieczeństwa, która uprzedzała jest konsekwentnie ignorowana przez marketing lu...